Wchodzę do galerii, a tam pozamykane sklepy. Co się dzieje z polskimi centrami handlowymi?

Centra handlowe dostały na początku maja od rządu zielone światło. Klienci, którzy mieli nadzieję na powrót do normalności, srogo się jednak przeliczyli, bo część sklepów zwyczajnie się nie otworzyła. Najemcy oskarżają polityków o zbyt szybkie decyzje, a właścicieli galerii o pazerność. Niektórzy, jak LPP i Empik, zapowiadają likwidację niektórych oddziałów. Centra liczą w tym czasie straty wynikłe z zamrożenia działalności. A ja pytam Annę Szmeję, prezes Retail Institute, o co w tym wszystkim chodzi.

Adam Sieńko, Bizblog.pl: Była Pani już w galerii po ich odmrożeniu?

Anna Szmeja: Tak, odwiedziłam kilka warszawskich galerii handlowych, zarówno z zawodowej ciekawości, jak i prywatnie, aby zrobić zakupy dla rodziny.

Jak wrażenia?

Chciałam przede wszystkim sprawdzić to, w jaki sposób centra i sieci handlowe zastosowały się do wytycznych Ministra Zdrowia. Nie zauważyłam większych uchybień – klienci noszą maseczki, rękawiczki, starają się trzymać społeczny dystans, po wejściu do każdego sklepu widziałam plakaty oraz dystrybutory z detergentem czy rękawiczkami. Wszędzie plakaty, informacje, instrukcje. Eksperci z firmy ochroniarskiej Securitas Polska informowali nas w pierwszym tygodniu o kilku drobnych uchybieniach – nadal zdarza się, że klienci, z powodu roztargnienia, zdejmują maseczki zaraz po wyjściu ze sklepu, albo nie zachowują dystansu w kolejkach czy przy kasie. Polacy stosują się do zaleceń i zachowują odpowiedzialnie. W galeriach było zdecydowanie mniej odwiedzających, niż bywałam w nich wcześniej, ale w czasach #zostańwdomu jest to czymś zupełnie zrozumiałym tym bardziej że jesteśmy dopiero w trzecim tygodniu od ponownego restartu galerii.

Ja byłem niedawno w Rzeszowie. Galeria niby otwarta, ale większość sklepów była zamknięta. Grupka zdezorientowanych klientów kręciła się po obiekcie. Jak wytłumaczyć to, że handlowcy nie kwapią się z powrotami do centrów handlowych?

Przeważająca liczba sieci handlowych, która mogła otworzyć się 4 maja, zrobiła to. Z naszych wyliczeń wynika, że 10-15 proc. pow. była zamknięta w pierwszym tygodniu. W tej chwili ten współczynnik spada.

Decyzja o odmrożeniu handlu w galeriach od 4 maja zaskoczyła nas wszystkich – spodziewaliśmy się, że centra będą zamknięte dużo dłużej. Branża handlowa miała 1 dzień roboczy na to, aby skoordynować potężne procesy logistyczne i operacyjne związane z ponownym otwarciem, ale i dostosować się do reżimu sanitarnego. Nie dziwi mnie to, że są firmy, którym nie udało się otworzyć na czas. To oczywiście nie jest jedyną przyczyną zasłoniętych witryn w centrach.

Najemcy skarżą się, że galerie nie chcą negocjować obniżki czynszów, na ugody mają iść ponoć głównie mniejsze obiekty. Zamiast sytuacji win-win mamy medialne przepychanki. Nie jestem w stanie tego zrozumieć.

Centra handlowe to złożony ekosystem firm i zależności między nimi dlatego tak ważne jest to, aby tworzone dziś rozwiązania realnie wpierały firmy w tym trudnym czasie, ale i nie zaburzały funkcjonowania całego ekosystemu. W tradycyjnym centrum handlowym funkcjonuje zwykle kilkadziesiąt różnych branż (branżą mody damskiej, męskiej, obuwnicza, jubilerska, usługi, kawiarnie, elektronika…) i nawet do 200 firm różnej wielkości: od małych lokalnych przedsiębiorstw po wielkie korporacje o międzynarodowym zasięgu. Tym samym stworzenie jednej, uniwersalnej oferty handlowej i programu pomocowego dla wszystkich nie jest możliwe. Gros decyzji, po obu stronach stołu negocjacyjnego, wymaga pogłębionych oraz zgód wielu osób. Tym samym, cały proces jest czasochłonny, a to może budzić frustracje. W mniejszych centrach, co dość oczywiste, jest mniej najemców, a cały proces jest krótszy i szybszy niż w galeriach mających powyżej 100 czy 200 najemców.

Widzimy jednak, że otwierają się zamknięte do tej pory sklepy. Jak dla mnie jest to dowodem na to, że rozmowy trwają, a wypracowywane porozumienie jest satysfakcjonujące dla stron.

Niemniej jednak nie mam złudzeń co do tego, iż części lokalizacji danej sieci nie otworzy się ponownie. Marki, które są obecne w wielu różnych lokalizacjach w jednym mieście, miały dużo czasu, aby wytypować do dalszej współpracy te galerie, w których przed kryzysem miały najwyższą EBITDĘ lub z którymi mają największą szansę wypracowania korzystnych warunków czynszowych. Nie jest tajemnicą, iż w każdej sieci handlowej część decyzji inwestycyjnych dot. wyboru danej lokalizacji pod sklep nie była trafiona. To czas, kiedy sieci będą chciały uporządkować portfolio, a wynajmujący ocenić, czy nie są przerzucane na nich koszty takich nietrafionych decyzji.

Z raportu Deloitte na zlecenie „Grupy 305” wynika, że w marcu spadek przychodów branży w porównaniu z ubiegłym rokiem sięgnął 0,3–0,7 mld zł. W kwietniu strata jeszcze wzrosła – do 0,5–1,2 mld zł. Potężne pieniądze. Czy galeriom grozi bankructwo?

To są potężne straty, dlatego w wielu firmach zarządzających centrami handlowymi nastąpiły redukcje zatrudnienia oraz wysokości wynagrodzeń. Cała branża, zarówno po stronie centrów, jak i sieci handlowych, walczy nie tylko o utrzymanie miejsc pracy, ale i przetrwanie. Nie jest tajemnicą, że są w Polsce galerie, które nie należały do szczególnie udanych inwestycji. COVID-19 bez wątpienia pogłębił ich problemy.

LPP chwali się, że sprzedaż e-commerce już skoczyła im z 12 do 30 proc. Może galerie nie są im wcale tak niezbędne do funkcjonowania, a kryzys tylko przyspieszy przechodzenie handlu do sieci?

W przypadku firm modowych sprzedaż internetowa stanowi nie więcej niż 10-15 proc. sprzedaży ogółem. Raport PWC realizowany na zlecenie Polskiego Związku Pracodawców Handlu i Usług mówi o 9 proc. Pozostałe przychody realizowane są w sklepach stacjonarnych, a te znajdują się przede wszystkim na terenie centrów handlowych. Tylko 2 proc. pow. handlowej firm tradycyjnie związanych z galeriami znajduje się na ulicach miast. Tym samym, w okresie od 14 marca do 3 maja modę, elektronikę czy książki mogliśmy kupić właściwie wyłącznie w internecie. Wzrosty chyba nie powinny nikogo dziwić. Pytanie, które należałoby zadać to, czy zaobserwowany trend wzrostowy będzie stabilny w czasie – dziś nikt jednoznacznie na to pytanie nie odpowie.

To, co widzimy w wynikach odwiedzalności 140. monitorowanych przez Retail Institute centrów handlowych to silna potrzeba Polaków powrotu do normalności. W tygodniu od 4 do 10 maja liczba wizyt w centrach handlowych była niższa o 41,6 proc w porównaniu do wyników za ten sam okres 2019 r. Dla wielu osób powrót do normalności to również możliwość zrobienia zakupów w ulubionych sklepach, pomimo niewygodnej maseczki i rękawiczek.

Jeżeli LPP i inne sieci zdecydują się wynieść z galerii, jak zapowiadają, czekają nas długie batalie sądowe?

Firmy mają 3 miesiące na wypracowanie porozumienia. Sąd będzie ostatecznością dla wszystkich.

Jak pani widzi możliwości wyjścia z tego impasu?

Nie widzę impasu, ale bardzo trudną, nietypową, nową sytuację, która jest obciążona ogromnym ryzykiem, stresem i niepokojami. To czas, kiedy nawet najbardziej kontrowersyjne tezy przebijają się do mediów, a to budzi chaos i niepotrzebne emocje.

Sytuacja na rynku jest trudna – nie ma co zaklinać rzeczywistości, twierdząc, że za chwilę wszystkie parametry handlowe wrócą do normy, ani snuć czarnych, negatywnych scenariuszy o nadchodzącej apokalipsie. Na powrót klientów do centrów i sieci handlowych będzie trzeba poczekać – w statystykach widzimy jednak, że każdy tydzień jest lepszy od poprzedniego. I to jest dobry prognostyk.

Na powrót klientów do centrów handlowych ma wpływ wiele czynników. Wśród najważniejszych wymienia się dziś bezpieczeństwo zatrudnienia i stabilności przychodów oraz panujące nastroje społeczne. Polacy ograniczają wydatki – z powodu utraty pracy, obniżenia otrzymywanego wynagrodzenia czy nieco na wyrost, w obawie przed możliwością pogorszenia sytuacji życiowej w przyszłości. Czy ten trend będzie utrzymywał się dłużej? Nie mam pewności – widzimy, że rośnie zainteresowanie zakupami na raty, a to może oznacza m.in. to, że wiele osób może uważać aktualne trudności za tymczasowe. Zatem jest spora grupa klientów, która wstrzyma się z zakupami lub ograniczy je do unormowania się sytuacji, ale i taka, która nadal będzie chętnie przychodzić do centrów handlowych, poszukując interesujących ofert i propozycji. Koncentrujmy się na jednych i drugich dając im to, czego potrzebują.