Rząd zaraz zamknie galerie handlowe. „I tak jedziemy na oparach, to gwóźdź do trumny”

Rząd przymierza się do ponownego zamknięcia centrów handlowych, by ograniczyć transmisję koronawirusa. Galerie protestują, ale po cichu przyznają: dla nas lockdown zaczął się już w październiku.

Sytuacja właścicieli centrów i ich najemców staje się coraz trudniejsza. Klienci w obawie przed zakażeniem, coraz częściej decydują się na omijanie galerii szerokim łukiem.

Liczba klientów galerii handlowych w październiku spadła nawet o połowę w porównaniu z analogicznym okresem 2019 r.

– ustalił Bizblog.pl

Bizblog.pl poleca

Czekają nas masowe bankructwa

W środę o godzinie 14.00 premier Mateusz Morawiecki ma ogłosić wprowadzenie kolejnych obostrzeń. Szef KPRM Michał Dworczyk zapowiedział, że będą one zmierzać do dalszego ograniczania naszego funkcjonowania i ograniczania kontaktów międzyludzkich.

Centra handlowe, jako ogromne skupiska ludzi, znajdują się bez wątpienia na czele potencjalnych „ofiar” zbliżających się restrykcji. O tym, że rozmowy na temat zamknięcia centrów trwają w zaciszu rządowych gabinetów, donoszą również informatorzy money.pl. Bardzo możliwa staje się więc powtórka scenariusza z wiosny, gdy galerie praktycznie z dnia na dzień zostały zamknięte na cztery spusty.

Wprowadzenie dodatkowych ograniczeń może zagrozić przyszłości wielu podmiotów z sektora handlowego i doprowadzić do bankructw, a w konsekwencji do zwolnień pracowników

– ostrzega Radosław Knap, dyrektor generalny Polskiej Rady Centrum Handlowych.

W komentarzu przesłanym do redakcji Bizblog.pl przedstawiciel PRCH podkreśla, że wiosenny lockdown mocno zdestabilizował sytuację finansową wielu podmiotów z branży handlowej. Ogromne straty zanotowali zarówno najemcy lokali, jak i wynajmujący.

Tymczasem, dodaje Knap, sektor centrów handlowych był i jest przygotowany do bezpiecznej obsługi klientów. – Nieograniczony dostęp do środków dezynfekujących, regularna dezynfekcja miejsc dotykanych przez ludzi i systemy kamer zliczające klientów w czasie rzeczywistym – wymienia dyrektor PRCH.

Lockdown już się zaczął

Szansą na dorobienie strat był okres czasowego poluzowania obostrzeń. Okazało się jednak, że klienci, wbrew obawom epidemiologów, nie ruszyli masowo na zakupy. W szczytowym momencie odwiedzalność centrów handlowych oscylowała w granicach 80 proc. wyniku sprzed roku.

Sytuacja zrobiła się jeszcze trudniejsza, gdy gwałtownie zaczęła rosnąć liczba zakażeń. Wprowadzenie obowiązkowych godzin dla seniorów i apele o ograniczenie mobilności podziałały Polakom na wyobraźnię. Po 19 października doszło do mocnego tąpnięcia. Z tygodnia na tydzień z centrów handlowych wyparował co dziesiąty klient. – W zależności od dnia tygodnia i wielkości obiektu, odwiedzalność w ostatnim tygodniu była niższa nawet o 40 proc. – informuje PRCH. Można więc powiedzieć, że konsumenci sami zafundowali galeriom minilockdown.

Przychodzą do galerii po to, żeby zaspokoić najważniejsze potrzeby zakupowe

– potwierdza Knap

W najtrudniejszej sytuacji, według analiz PRCH, znajdują się największe obiekty. W drugiej połowie października spadek liczby odwiedzających był u nich o 7-9 proc. większy niż w przypadku małych i średnich nieruchomości komercyjnych.

Ciężka kondycja centrów handlowych

Z badań Polskiej rady Centrów Handlowych wynika, że w pierwszym półroczu 2020 roku poziom obrotów branży centrów handlowych był niemal o jedną trzecią niższy niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Największą rolę w tym spadku odegrał oczywiście lockdown trwający od 14 marca do 4 maja.

W kwietniu 2020 r. Deloitte szacował, że w trakcie pierwszego lockdownu centra handlowe mogły stracić od 0,8 mld do nawet 2 mld zł. Analitycy tej firmy zarysowali wówczas trzy możliwe scenariusze, na które powinna przygotować się branża. Dzisiaj widzimy, że w urzeczywistnia się przed nami scenariusz zbliżony do wersji pesymistycznej.

Wbrew założeniom ekspertów Deloitte wystąpienie drugiej fali pandemii wystąpiło jednak nieco później – analitycy zakładali, że zamknięcie centrów może nastąpić już we wrześniu i przeciągnąć się do października. Z drugiej strony oznaczałoby to, że galerie będą w stanie skonsumować końcówkę roku, zarabiając na Black Friday i przedświątecznej gorączce zakupowej. W obecnym warunkach wydaje się, że najbardziej dochodowa dla branży handlowej część roku upłynie pod znakiem walki o dostępność kurierów, przepustowość serwerów sklepów internetowych i wolne Paczkomaty.

Analiza Deloitte zakłada, że odbudowa przychodów może potrwać nawet do maja 2022. W takim wypadku luka finansowa galerii (różnica pomiędzy wypływami a wpływami finansowymi) sięgnęłaby aż 5 mld zł.