Zamawiam taksówkę, a auto podjeżdża bez koguta. Przekręt? Nie, tak wygląda walka z Uberem

Nie powiem, lekko się zdziwiłem gdy niedawno, po zamówienia taksówki za pomocą aplikacji Free Now podjechał po mnie czarny, nieoznakowany samochód. Może to jakiś nowy przekręt? – przeszło mi przez głowę. Okazało się, że nie tylko ja mam takie obawy. Tyle, że całkowicie niepotrzebnie. Mój kierowca jest po prostu naocznym efektem wojny, jaka rozgorzała na rynku po wprowadzeniu „lex Uber”.  

Fot. Bizblog.pl

Po podpisaniu przez prezydenta Andrzeja Dudę ustawy cywilizującej przewozy osób w Polsce, sytuacja na rynku robi się coraz gęstsza. Praktyka ostatnich lat pokazywała, że za kółko może wsiąść praktycznie każdy, za to od 1 stycznia… Ho ho, wtedy kierowcy z licencjami taksówkarskimi będą na wagę złota.

Bizblog.pl poleca:

W zasadzie ich wartość już można mierzyć w szlachetnych kruszcach. Niedawno pisaliśmy o problemach, jakie Free Now ma ze znalezieniem osób do wożenia pasażerów. Firma oferowała bonusy taksówkarzom, którzy będą w stanie ściągnąć do pracy we Free Now swoich kolegów z licencjami. Do tej pory takie sytuacje widywaliśmy głównie w branży programistów.

Lite nakręca popyt

Ogromny popyt na przejazdy z tą aplikacją, to dużej mierze efekt uruchomienia usługi Lite, która cenowo bywa konkurencyjna ze stawkami Ubera. Popyt na Lite stał się tak duży, że początkowo złapanie taksówkarza za jego pomocą graniczył z cudem. Teraz sytuacja powoli się stabilizuje. Mocno pomogła w tym zapewne decyzja, by sięgnąć po zasoby Ubera i podebrać mu nieco siły roboczej.

Platforma zdecydowała się tymczasowo udostępnić wszystkim kierowcom możliwość realizacji kursów Lite. Taksówkarskie przywileje dostaną oni dopiero od stycznia 2020. Firma informowała o tym użytkowników we wrześniu, wysyłając wiadomość dotyczącą zmiany ogólnych warunków użytkowania.

Czytamy w niej, że Free Now uwzględniła możliwość realizacji niektórych usług jako przewóz osób. Usługa Lite stała się więc po trosze kopią Ubera, tyle, że realizowaną pod innym szyldem. O dodatkowe wyjaśnienie zwróciliśmy się do Free Now

Aby zrównać podaż z wysokim popytem, nadal prowadzimy intensywną rekrutację kierowców posiadających licencję.

– zdradza Bizblog.pl Krzysztof Urban, dyrektor zarządzający Free Now Polska.

Jak wyjaśnia, firma swoją ofertę adresuje do kierowców, którzy spełniają wymagania nowej ustawy, a także utrzymują standardy, do któtych przyzwyczaili się klienci Free Now, czyli mają dobre auto i dobrze mówią po polsku.

Platforma podkreśla, że wspierała kierowców w wyrobieniu licencji taxi na „starych zasadach” lecz do zmiany prawa pozostało niecałe 50 dni, a miasta nie mają wystarczającej liczby miejsc na egzaminy, które zostaną i tak zniesione od stycznia.

Dlatego zdecydowaliśmy się udostępnić tym kierowcom możliwość realizacji kursów Lite – jest to tańsza opcja w naszej usłudze, więc ma i swoje ograniczenia, a od 2020 uzyskają oni pozostałe przywileje taxi, m.in. kogut na dachu, możliwość poruszania się bus-pasem – uzupełnia Urban.

Problem tylko w tym, że brak naklejek na drzwiach i koguta na dachu dziwi jednak nie tylko mnie. Część pasażerów rezygnuje podobno z przejazdu po obejrzeniu pojazdu. Ja tak dużych oporów przed ruszeniem w trasę nie miałem, a w trakcie okazało się zresztą, że mój kierowca jednak miał licencję, to jednak nieco je rozumiem.

Free Now przeszedł niedawno dużą akcję rebrandingową. Nowe logo od miesięcy widnieje na taksówkach. Nic dziwnego, że nieoznakowany samochód budzi podejrzenia. Choć, jak widać, nie powinien.

Masowe transfery z Ubera do Free Now

Dlaczego jednak kierowcy decydują się na zmianę szyldu? Ci, z którymi miałem okazję porozmawiać, twierdzą, że we Free Now sytuacja wygląda bardziej stabilnie. Część z nich przeraża wizja tego co stanie się po wejściu z życie „lex Uber”. Niektórym nie podoba się też polityka Ubera.

Rosnący popyt nie przełożył się na nasze zarobki. Te z czasem były coraz mniejsze, bo Uber poszedł w ilość, zamiast w jakość. Coraz trudniej jest też złapać dłuższy kurs, który potrafi ustawić cały dzień

– słyszę od jednego z rozmówców.

Efekt? Masowe transfery do Free Now. Platforma nie jest może całkowicie pozbawiona wad, kierowcom wydaje się jednak na ten moment o wiele bezpieczniejszym rozwiązaniem. Tym bardziej, że zarówno Uberowi, jak i Boltowi coraz bardziej ciąży wizerunek platform, na których nie można polegać.

Kierowcom jednych i drugich nierzadko zdarza się bowiem anulować kurs bez powodu, albo doprowadzać do tego, by potencjalni pasażerowie zrobili to na własną rękę. Rzeczy, z którymi w odniesieniu do Free Now jeszcze się nie spotkałem.

Życie po „lex Uber”

Rosnąca nerwowość jest też związana z ustawą zwana potocznie „lex Uber”, która wprowadza obowiązek posiadania licencji taksówkarskiej. Problem w tym, że rozporządzenia do niej nie są jeszcze gotowe. Zamieszanie jest przeogromne. Kierowcy nie mają pojęcia, co czeka ich od nowego roku.

Część z nich może zostać z dnia na dzień odcięta od aplikacji. Ci, którzy mają licencje, teoretycznie nie powinni się obawiać. W praktyce istnieje ryzyko, że nowe regulacje (przynajmniej początkowo) mocno uderzą w dostępność kierowców Ubera i Bolta, przenosząc uwagę pasażerów na konkurencję.

Przepisy mogą też dotknąć oczywiście klientów Free Now, ale w zupełnie innej skali. W najgorszym scenariuszu apka może zostać tymczasowo odcięta od świeżego narybku, a czas oczekiwania na przejazd nieco się wydłuży. Nie grozi jej jednak paraliż. W przypadku Ubera i Bolta nie jest to już takie pewne.