Frankowicze biją rekordy skuteczności w sądach. No to zaczęły się ataki na sędziów

Czy sędziowie orzekający w sprawach frankowiczów sami są umoczeni w CHF? „Ja tylko pytam”, ale takich pytań ostatnio podejrzanie dużo. Mam wrażenie, że ich liczba rośnie wraz zz tym, jak przybywa nowych wyroków korzystnych dla kredytobiorców. A ta jest aktualnie rekordowa. Przypadek? Być może. Ale że „złotówkowiczom” chce się wywoływać o to burzę?

Sprawy sądowe dotyczące kredytów we frankach wcale nie utknęły, choć kilka miesięcy temu na to właśnie się zanosiło. Sędziowie czekali najpierw na wyrok Trybunał Sprawiedliwości UE, potem na orzeczenie Izby Cywilnej Sądu Najwyższego i niewiele się dowiedzieli, bo TSUE zrzucił odpowiedzialność na polskie sądy, a SN nadal przeciąga sprawę, prosząc o opinię instytucje związane z rynkiem finansowym, w tym NBP, KNF, Rzecznika Finansowego, a nawet Rzecznika Praw Dziecka. No i sędziowie przestali czekać.

W maju padł rekord. Jak wynika z danych zebranych przez kancelarię Votum Robin Lawyers, w maju zapadło w polskich sądach co najmniej 165 wyroków. Do tej pory najwięcej orzeczeń zapadło w grudniu 2020 r. – 150. Potem tempo trochę zwolniło, w styczniu zapadło 80 wyroków, w lutym 60, w marcu 70, a w kwietniu 100.

To, co zapewne najbardziej interesuje frankowiczów, to fakt, że 163 ze 165 spraw wygrali kredytobiorcy, tylko w dwóch przypadkach górą były banki, raz bowiem sąd oddalił roszczenie klientów, a drugi raz zdecydował o przyjęciu średniego kursu NBP do rozliczenia z bankiem. W pozostałych przypadkach sądy najczęściej orzekały nieważność umowy. W maju zapadło aż 151 takich wyroków.

Fala pozwów frankowych rośnie

I owszem, wyroki te w większości nie są jeszcze prawomocne, zapadły bowiem dopiero w pierwszej instancji, ale to ciągle zła wiadomość dla banków. Dane na temat wyroków w drugiej instancji zbiera Związek Banków Polskich, który przyznaje, że na tym etapie banki przegrywają 79 proc. spraw z frankowiczami.

A ci coraz chętniej idą do sądów. Analizując tylko to, co dzieje się w dziewięciu bankach notowanych na GPW widać, że o ile jeszcze w marcu 2020 r. toczyło się przeciwko nim prawie 14,5 tys takich spraw, o tyle już rok później, w marcu 2021 r. było to 36,5 tys. spraw.

Bizblog.pl poleca

Z danych ZBP wynika, że biorąc pod uwagę wszystkie banki, nie tylko te giełdowe, miały one na koniec kwietnia 51 tys. wytoczonych procesów, do tego jeszcze około 5 tys. kolejnych, które dopiero są „w drodze” do banków, to w sumie ok. 56 tys. A mamy obecnie 422 tys. czynnych umów kredytowych, to oznacza, że ok. 13 proc. wszystkich aktywnych dziś umów już wylądowało w sądzie.

Nie zmieniło to nastawienia banków, te nadal zgrywają twardzieli i o ugodach nie chcą myśleć (poza PKO BP).

Jak nie wiadomo, czy sędziowie są uczciwi, to pewnie nie są

Ostatnio zauważyć można jednak coś innego niż parcie do ugód. Na Twitterze, na forach internetowych, w komentarzach pod tekstami na temat problemu frankowego zaczęły się mnożyć wpisy, podważające wiarygodność sędziów.

A czy przypadkiem sędziowie orzekający na korzyści frankowiczów sami nie są umoczeni w takie produkty? Na pewno załatwiają tymi wyrokami swoje interesiki. I mój ulubiony ciąg logiczny: niby nie wiemy, czy mają kredyty frankowe, ale jeśli nie wiemy, że nie mają, to możemy podejrzewać, że mają. Ha! I tu was mamy, wszystko jasne, dlaczego zapada tyle wyroków korzystnych dla frankowiczów.

I moim zdaniem rację mają ci, którzy postulują, by wprowadzić obowiązek jawności, uczciwie byłoby wiedzieć, czy sędzia sam spłaca kredyt frankowy podobnie jak uczciwie byłoby, żeby dziennikarze zajmujący się tym tematem jawnie pisali, czy jest to dla nich również sprawa osobista, bo swoim pisaniem wpływają na opinie publiczną.

Czy należałoby takich sędziów odsuwać od spraw frankowych? Nie jestem przekonana. Bo zaraz okazałoby się, że żaden sędzia nie może orzekać. W sumie banki udzieliły ok. 700 tys. kredytów we frankach. Nawet jeśli ten konkretny sędzia takiego kredytu nie miał, może miała go żona/mąż? Albo syn? Albo córka? Wtedy też przecież może być oskarżany, że jest nieobiektywny, bo ma interes. To już licząc bliską rodzinę z 700 tys. zainteresowanych robi się 2,8 mln.

A jak ma kredyt hipoteczny w złotych? Przecież wtedy też teoretycznie może być stronniczy, bo będzie się wściekał, z jakiej racji on jako złotówkowicz ma być w gorszej sytuacji niż frankowicz, który ryzykował, bo myślał, że ugra więcej?

A jak nie ma kredytu? To na pewno ma konto w banku i jeśli zastanowił się choć chwilę, to zdaje sobie sprawę, że straty na frankach banki i tak odbiją sobie na wszystkich pozostałych klientach. To dlaczego on niby ma płacić więcej za ROR?

I tak można bez końca. Ale zarzucanie sędziom braku bezstronności bez jakichkolwiek dowodów jest co najmniej nieeleganckie i obraźliwe. 

Pytanie, kto to robi? I czy to przypadek, że takie opinie zaczęły się nagle mnożyć w internecie, kiedy sędziowie orzekają w rekordowej liczbie spraw? No bo komu zależy, by podważyć ich wiarygodność? Frankowiczom na pewno nie. A komu zależałoby, żeby jak najwięcej sędziów odsunąć od orzekania, spowalniając tym samym bieg wydarzeń? Ja tyko pytam – tak samo, jak internauci tylko pytają, czy sędziowie na pewno są uczciwi.

P.S. Tak, mam kredyt we frankach, o czym niejednokrotnie już pisałam, a jeśli mi się obrywa w komentarzach pod moimi tekstami, to nie od banków, ale właśnie od frankowiczów.