Czy warto podać bank do sądu za kredyt frankowy? Tysiące Polaków zadaje sobie to pytanie

3 października minął rok, odkąd Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej wydał wyrok ws. kredytów frankowych. O tym, co zmieniło orzeczenie TSUE i jak wygląda obecnie sytuacja kredytobiorców, rozmawiamy z Marcinem Szołajskim, radcą prawnym kancelarii Szołajski Legal Group.

Arek Braumberger, Bizblog.pl: Po wyroku TSUE ws. frankowiczów wśród kredytobiorców zapanowała euforia. Czy rzeczywiście coś zmieniło się w ciągu tych 12 miesięcy?

Mec. Marcin Szołajski, Szołajski Legal Group: Zmieniło się i to bardzo.

Tak? A co konkretnie?

Pierwsza i najważniejsza sprawa: sądy o wiele częściej orzekają na korzyść frankowiczów.

Fakt, przed wyrokiem TSUE frankowicze wygrywali z bankami sporadycznie. Teraz mają większe szanse?

Przed 3 października w pierwszej instancji aż 80 proc. spraw kończyło się przegraną frankowiczów, z korzystnych rozstrzygnięć cieszyło się jedynie 20 proc. kredytobiorców. Teraz te proporcje się odwróciły. W 80 proc. sądy orzekają na korzyść frankowiczów, banki wygrywają 20 proc. spraw.

Mec. Marcin Szołajski, Szołajski Legal Group

No dobrze, ale proszę wyjaśnić, co to znaczy, że frankowicz wygrywa z bankiem w sądzie?

Wyrok TSUE rok wskazał między innymi, że sąd powinien ocenić, czy umowę po zniesieniu niedozwolonego zapisu można kontynuować, czy powinna zostać unieważniona. W pierwszym wypadku mówimy o odfrankowieniu, kredyt jest wtedy przeliczany na złote i spłacany według oprocentowania naliczanego dla franka szwajcarskiego. Jeżeli umowa po wykreśleniu spornego zapisu nie może być wykonywana, powinna zostać w całości unieważniona, obie strony rozliczają się, oddając sobie to, co nawzajem zapłaciły. Jeżeli frankowicz ma coś jeszcze do dopłacenia, to dopłaca on. Jeśli zapłacił więcej, niż wypłacił mu bank, bank zwraca mu nadpłatę.

Bizblog.pl poleca

Których rozstrzygnięć jest więcej?

Sądy zdecydowanie częściej orzekają unieważnienie umowy. Odfrankowień jest mniej.

Mimo korzystnego orzeczenia TSUE i zmiany nastawienia polskich sądów, 20 proc. frankowiczów idących do sądu przegrywa z bankami.

Tak, to prawda, ale warto wiedzieć, dlaczego tak się dzieje.

No właśnie… Może biorą złych prawników?

Też (śmiech), ale zdecydowanie częściej wynika to z tego, że dyrektywa 93/13 dotyczy konsumentów. Jeśli kredyt frankowy spłaca przedsiębiorca i powołuje się na decyzję TSUE w tej sprawie, to nie ma szans na uwolnienie się od hipoteki. Dotyczy to kredytobiorców, którzy prowadzili działalność gospodarczą, i zadłużali się, żeby nabyć nieruchomości, które nie służyły „zaspokojeniu własnych potrzeb mieszkaniowych”, a do prowadzenia biznesu.

A co, jeśli przedsiębiorca zadłużał się we frankach lub innej walucie, by kupić mieszkanie?

Taki frankowicz musi potwierdzić, że zakup nieruchomości i zaciągnięcie kredytu wiązało się z zaspokojeniem jego własnych potrzeb mieszkaniowych. Wielu konsumentów prowadzi działalność gospodarczą, ale nieruchomość zakupują dla siebie, a nie w celu prowadzenia działalności gospodarczej,

A więc istnieje ważny wyjątek. Jeśli kredyt frankowy finansował zakup siedziby firmy, fabryki albo warsztatu, to sąd nie uzna roszczenia. Wróćmy do zmian dotyczących frankowiczów będących konsumentami. Co jeszcze zmieniło się na ich korzyść po 3 października 2019 r.?

Sądy zaczęły zabezpieczać powództwo frankowiczów przeciwko bankom, wstrzymując płatności rat kredytu do czasu uprawomocnienia się wyroku. A biorąc pod uwagę, że sprawa przechodzi przez dwie instancje, może to trwać nawet 5 lat…

Panie mecenasie, dobrze rozumiem, że taka ochrona obowiązuje w pierwszej i drugiej instancji?

Zabezpieczenia powództwa są obecnie wydawane w pierwszej instancji, ale mamy już i postanowienia sądów apelacyjnych, podtrzymujące te zabezpieczenia.

No dobrze, a bank nie może rozwiązać umowy z winy kredytobiorcy i nakazać mu spłaty całego zadłużenia?

Na szczęście sądy przewidziały taką sytuację i zakazały bankom takich praktyk, podobnie, jak zgłaszania frankowiczów, którym sąd zabezpieczył powództwo, do biur informacji gospodarczej i Biura Informacji Kredytowej.

Sąd chroni powoda z automatu czy trzeba złożyć wniosek?

Sąd wstrzymuje płatności rat na wniosek frankowicza, a pismo o zabezpieczenie powództwa musi zostać dobrze uzasadnione.

W jaki sposób?

Na przykład można wskazać, że kwota wpłaconych pieniędzy jest już wyższa niż udzielonego kredytu.

Zatem sąd może oddalić taki wniosek, jeśli uzna, że nie jest on zasadny? Kiedy tak się stanie?

Najczęściej dochodzi do tego, kiedy frankowicze występują o ochronę powództwa zbyt wcześnie.

Co to znaczy?

Gdy dochodzi do tego na wstępnym etapie procesu. Trzeba dać czas sędziom, by mogli zapoznać się ze sprawą. W naszej kancelarii występujemy o zabezpieczenie powództwa po pewnym czasie. Najpierw składamy pozew i czekamy na odpowiedź banku. Gdy ją otrzymamy, odnosimy się do niej, dając w ten sposób czas sędziemu na zapoznanie się ze szczegółami sprawy. Gdy uznamy, że do tego doszło, składamy wniosek o zabezpieczenie powództwa i wstrzymanie płatności rat kredytu.

No dobrze, a co, jeśli sąd ostatecznie rozstrzygnie sprawę na korzyść banku? Nie trzeba wtedy od razu zapłacić wszystkich niezapłaconych rat? Sam pan powiedział, że proces z bankiem może potrwać nawet pięć lat.

Postanowienia o zabezpieczeniu powództwa są dobrze uzasadnione przez sąd treścią umowy z bankiem, w której są klauzule abuzywne oraz konkretną sytuacją frankowicza, któremu udzielane jest zabezpieczenie. Gdyby jednak zdarzyła się taka sytuacja, to musiałoby dojść do rozliczenia frankowicza z bankiem, ale nie natychmiast tylko na warunkach umowy.

Banki niemal od początku odbijają piłeczkę i chcąc zastraszyć klientów, występują z tzw. roszczeniem za korzystanie z kapitału.

Tak to prawda, ale i w tym wypadku możemy mówić o pozytywnej dla frankowiczów zmianie.
Sąd Okręgowy w Białymstoku rozpatrywał powództwo banku w tej sprawie i oddalił je, a Sąd Apelacyjny podtrzymał tę decyzję.

Jak to umotywowano?

Dyrektywa 93/13 ma charakter karny, co potwierdzili Prezes UOKiK i Rzecznik Finansowy, a to oznacza, że przedsiębiorca, który oferował umowy z niedozwolonymi zapisami, ma odczuć jej skutki w sposób negatywny. Bank nie może czerpać korzyści z tego, że został ukarany.

Broniąc się przed roszczeniami frankowiczów, banki zgłaszają też zarzut przedawnienia do wszystkich rat zapłaconych do 2010 r. Słusznie?

Rzeczywiście, do niedawna prawnicy uznawali, że bieg przedawnienia liczy się od momentu złożenia pozwu. Wychodziło więc na to, że roszczenie nie obejmuje rat, które zostały zapłacone powyżej dziesięciu lat wstecz. Ale w lipcu TSUE wydał orzeczenie w tej sprawie wniesione przez rumuński sąd, które znów jest korzystne dla frankowiczów. W myśl wyroku okres przedawnienia rozpoczyna się z chwilą, gdy sąd uzna, że umowę należy unieważnić bądź ofrankować. Oznacza to, że raty przedawnią się, jeśli po wygraniu sprawy frankowicz zwlekałby kolejnych dziesięć ze zgłoszeniem swojego roszczenia o zwrot zapłaconych rat kredytu i rozliczenie umowy kredytu.

Jest też inna prawna teoria, która głosi, że sąd może oddalić podnoszony przez banki zarzut przedawnienia ze względu zasady współżycia społecznego, w myśl których konsumentowi jako słabszej stronie sporu należy się szczególna ochrona i jego roszczenia sprzed 10 lat nie mogą zostać przedawnione.

Z tego, co pan mówi, wynika, że jeśli ktoś ma umowę o kredyt frankowy i jest konsumentem, a nie przedsiębiorcą, to nic, tylko powinien składać pozew. A jednak zdecydowało się na to, zaledwie 5 proc. frankowiczów. Dlaczego?

Wynika to ze strachu i nie wiedzy. Wiele osób boi się, że ryzyko, które podejmą, składając pozew, im się nie opłaci. A boją się, bo nie wiedzą, co dzieje się w sądach i że sędziowie radykalnie zmienili podejście do roszczeń wysuwanych przez frankowiczów.

A może boją się kosztów? W końcu trzeba sprawę powierzyć kancelarii, doliczyć koszty sądowe. Ile trzeba w sumie wydać?

Za wpis sądowy trzeba obecnie zapłacić 1000 zł, przed wprowadzeniem opłaty ryczałtowej koszt zależał od przedmiotu sporu i w przypadku przeciętnego kredytu frankowego trzeba było liczyć się z wydatkiem co najmniej dziesięć razy wyższym. Na opłacenie biegłego sądowego trzeba wydać około 2000 zł.

A ile w takim razie trzeba zapłacić kancelarii?

W tym wypadku koszty podzielone są zwykle na dwie części. Pierwsza część to ryczałt, a druga to „premia” za wygraną sprawę. W sumie około 10-15 proc. Wartości kredytu.

A więc nie jest to wcale mały koszt.

Tak, ale warto mieć na uwadze, że w przypadku wygranej, sąd przyznaje frankowiczowi zwrot kosztów sądowych, w tym części wydatków poniesionych na opłacenie pomocy prawnej.