Fatalny błąd banków, frankowicze wściekli się jak nigdy dotąd. Sypią się tysiące pozwów

Fala pozwów przeciwko bankom wcale się nie zatrzymała, wręcz przeciwnie. Frankowicze nie czekają na propozycje ugód, bo ta perspektywa wydaje się coraz bardziej mglista. Nie czekają też na przekładane co chwilę orzeczenie Sądu Najwyższego. Po prostu idą po swoje. A kancelarie specjalizujące się w sporach frankowych mają żniwa i szukają klientów, póki banki nie pójdą po rozum do głowy.

W naszym banku I kwartał był rekordowy pod względem liczby nowych pozwów. Ugód nie ma, a kancelarie frankowe zachęcają klientów i wręcz nie nadążają z ich obsługą

– mówi „Rzeczpospolitej” anonimowo jeden z bankowców.

A banki są tym najwyraźniej zaskoczone. Na pewno zaskoczony był prezes mBanku i to tym, co działo jeszcze w 2020 r. Podczas walnego zgromadzenia pod koniec marca Cezary Stypułkowski przyznał, że w styczniu i lutym napływało do jego banku po 300-400 nowych pozwów miesięcznie. Gdyby ta tendencja utrzymała się w marcu, to by oznaczało, że I kwartał był rekordowy i przyniósł mBankowi 1200 nowych frankowych spraw w sądzie, podczas gdy w IV kwartale 2020 r. przyrost ten wyniósł 1065 spraw.

Bizblog.pl poleca

Również PKO BP ma sobą rekordowy pod względem liczby nowych pozwów kwartał, jak podkreśla „Rzeczpospolita”. W IV kwartale 2020 r. przyrost nowych pozwów w PKO BP wynosił 1250, a w I kwartale br. o 200-250 pozwów więcej.

KNF chciał pomóc, a tylko rozbudził apetyty

Dziwne? Przecież frankowicze mieli czekać na ugody, które pozwolą przewalutować ich kredyty po kursie franka z dnia zaciągnięcia i wszyscy byliby szczęśliwi. Nie trzeba byłoby iść do sądu, tracić czasu i nerwów, a i banki wyeliminowałyby ryzyko prawne, które ewidentnie właśnie się materializuje. Eksperci Europejskiego Kongresu Finansowego napisali właśnie w raporcie, że pozasądowe porozumienia frankowiczów z bankami są najkorzystniejszym wyjściem dla wszystkich. 

I co? I nie tylko banki mają to w nosie, bo szczerze mówiąc, mam wrażenie, że jeśli cokolwiek z tego wyjdzie, to tylko PKO BP zdecyduje się raz na zawsze rozwiązać ten problem właśnie za pomocą ugód.

Ale frankowicze też mają to w nosie i nawet nie chcą czekać na ostateczny efekt, czy bank zaproponuje im ugodę, czy nie. Nastawieni są wyjątkowo bojowo. I nawet orzeczenie Sądu Najwyższego im niepotrzebne, najwyraźniej tak pewni są wygranej.

Mam wrażenie, że instytucje sektora finansowego same strzeliły sobie w kolano. Propozycja KNF dotycząca zawarcia pozasądowych masowych ugód, która padła w połowie grudnia ubiegłego roku, miała problem rozwiązać, a w praktyce mogła się przyczynić do jego eskalacji. Bo może i by go rozwiązała, gdyby banki chciały tych ugód. Ale coraz wyraźniej widać, że się migają, przez co apetyty frankowiczów najpierw zostały rozbudzone, a teraz czują się rozczarowani tym, że nic się w tej sprawie nie dzieje. Podgrzewanie tego tematu mogło po prostu zachęcić większą rzeszę kredytobiorców, żeby w końcu zająć się tym problemem i pójść do sądu.

Kancelarie prawne w natarciu

Swoje dokładają też kancelarie prawne, które w ostatnich miesiącach są wyjątkowo aktywne, choćby w mediach społecznościowych, w zachęcaniu frankowiczów do składania pozwów. Kancelaria Votum w I kwartale tego roku złożyła w imieniu frankowiczów 3 tys. pozwów – o 100 proc. więcej niż w III kwartet 2020 r. i o 140 proc. więcej niż w IV kwartale. Kancelaria Sobota w I kwartale wytoczyła 400 nowych spraw – 25 proc. więcej niż w IV kwartale 2020 r. To tylko pierwsze z brzegu przykłady.

A zainteresowanie usługami kancelarii wciąż rośnie. Biorąc pod uwagę, że taki pozew przygotowuje się ok. trzy miesiące, w II i III kwartale czekają nas kolejne rekordy niezależnie od wyroku Izby Cywilnej Sądu Najwyższego, TSUE czy po prostu skłonność banków do zawierania ugód. 

A właściwie te rekordy czekają nie „nas”, a banki.

Nikt się nie spodziewał wysypu pozwów?

Obecnie mamy do czynienia z potężnym ryzykiem prawnym w sektorze bankowym z powodu kredytów we frankach

– powiedział w środę prezes NBP prof. Adam Glapiński podczas otwarcia 21. Forum Bankowego.

I dodał:

Nasze przewidywania w ogóle niekoniecznie się sprawdzają.

Bo owszem sektor finansowy widział olbrzymie ryzyko (które zresztą banki zignorowały), ale to było zupełnie inne ryzyko. W Białej Księdze ZBP z 2015 roku, kiedy kurs franka wystrzelił, Związek ujawnił, że już w 2005 roku ostrzegał przed kredytami walutowymi, a banki doskonale o tym wiedziały i wiele z nich również wyrażało opinie, że udzielanie kredytów walutowych jest niebezpieczne i należałoby tego zakazać.

Tylko że wtedy to ryzyko, z którym bankowcy ewidentnie się liczyli, to było ryzyko ekonomiczne – kurs franka wzrośnie, klienci nie będą zdolni spłacać swoich rat, więc bank na tym straci.

Nikt nie spodziewał się ryzyka prawnego, że klienci zorientują się, że ich umowy mają wady prawne i kiedy będzie im to na rękę, pójdą do sądu i będą walczyć o ich unieważnienie. I będą wygrywać.

Teraz bankom przychodzi za tę lekkomyślność i pazerność zapłacić. Niektóre, jak silny kapitałowo PKO BP jeszcze na tym zyskają, bo pozbywając się balastu frankowego za pomocą ugód, zyskają jeszcze większą przewagę nad konkurencją. Inne okażą się za słabe, żeby udźwignąć ciężar roszczeń i padną łupem silniejszych w imię konsolidacji sektora.

Byleby nikomu nie przyszło do głowy opowiadać, że ktoś jest zbyt duży, żeby upaść.