Zamiast pomagać frankowiczom, kancelarie same chcą zgarniać to, co wywalczą w sądzie

Takie sygnały miał UOKiK i dlatego prowadzi serię postępowań, bo wygląda na to, że niektóre kancelarie najpierw pokazują klientom, jakie to banki niedobre, bo stosowały w umowach kredytowych niedozwolone zapisy, a potem same robią dokładnie to samo. UOKiK część z nich już ukarał. Uwagi miał nawet do tej największej obsługującej frankowiczów. Uważajcie więc w tym szale pozywania, bo umowa zawierana z kancelarią może być tak samo naszpikowana minami, jak niegdyś umowa o udzielenie kredytu walutowego.

Od miesięcy kancelarie prawne są wyjątkowo aktywne w zdobywaniu klientów, których przekonują, że warto iść do sądu ze swoją umową kredytu walutowego. Zresztą nie chodzi o same kredyty frankowe, ale też o roszczenia klientów wobec instytucji finansowych związane z polisolokatami czy pozwy związane z aferą Getback.

Bizblog.pl poleca

Reklamy w social mediach, webinary dla potencjalnych klientów, kalkulatory, które pokazują frankowiczowi, ile potencjalnie może zyskać, jeśli pozwie swój bank – to wszystko ma zachęcić klientów, by wynająć prawnika i walczyć z bezdusznym bankiem.

I chyba zachęca dość skutecznie. Według danych Ministerstwa Sprawiedliwości, w 2018 r. do sądów wpłynęło 7,2 tys. nowych pozwów frankowych, w 2019 r. 11,6 tys., a w 2020 r. aż 37,2 tys. To oczywiście efekt wyroku TSUE w głośnej sprawie Państwa Dziubaków. Ale marketing też robi swoje.

Wolałbyś dostać 57 czy 177 tys. zł?

Szczególne wrażenie robią kalkulatory, które w przybliżeniu pokazują, ile klient zyska, jeśli pójdzie na ugodę z bankiem, godząc się na przewalutowanie kredytu według propozycji KNF, czyli przeliczenie zobowiązania tak, jakby od początku było zaciągnięte w złotych zamiast we frankach. 

Obok tych korzyści zestawia się scenariusz, w którym klient idzie do sądu i uzyskuje tzw. odfrankowienie kredytu oraz scenariusz, w którym sąd orzeka unieważnienie umowy kredytowej.

Weźmy niewielki kredyt na 200 tys. zł zaciągnięty w 2008 roku przy kursie franka na poziomie 2,41 z marżą 2,66 proc. Pierwszy z brzegu kalkulator internetowy na stronie jednej z kancelarii prawnych pokazuje, że dzięki ugodzie wg. propozycji KNF kredytobiorca zyska niecałe 57 tys. zł, ale jeśli pójdzie do sądu, który zdecyduje o odfrankowieniu, zysk to już ponad 127 tys. zł. W przypadku unieważnienia umowy to nawet 177 tys. zł.

Kuszące? Jasne, że tak. Tylko że te kalkulacje nie uwzględniają kosztów, jakie klient musi ponieść, żeby sprawę w sądzie wygrać. I tu pojawia się problem, bo okazuje się, że niektóre kancelarie prawne nie są za grosz lepsze niż banki, które pozywają. Już w ubiegłym roku sprawą zajął się UOKiK, bo do Urzędu zaczęły napływać niepokojące sygnały.

Co kancelarie mogą mieć na sumieniu?

Po pierwsze, do UOKiK napływały skargi, że kancelarie podsuwają klientom tak skonstruowane umowy, że zasady ustalania ich wynagrodzenia są niejasne i nie da się oszacować, jakie będzie ich wynagrodzenie, choćby to maksymalne.

Bezczelność może być nawet na tyle duża, że w niektórych umowach mogły zdarzać się zastrzeżenia, że całość korzyści, jakie uda się wywalczyć w sądzie, trafi nie do klienta, a do kancelarii właśnie.

UOKiK podejrzewał też, że niektóre kancelarie próbują unikać odpowiedzialności za to, że ich klient nie dostarczył odpowiednich dokumentów. Niby to ma sens, problem w tym, że kancelarie mogą chcieć wyłączać swoją odpowiedzialność również wtedy, kiedy nawet nie powiedzą klientowi, że jakieś dokumenty powinien dostarczyć. Absurd.

Kary symboliczne, ale uważajcie, bo to pole minowe

Po serii takich przedziwnych sygnałów UOKiK w lipcu 2020 r. wszczął aż 15 postępowań wyjaśniających wobec kancelarii odszkodowawczych, adwokackich i radcowskich.

Chcemy ustalić, czy umowy mogą zawierać klauzule niedozwolone lub naruszać zbiorowe interesy konsumentów. Nie ulega wątpliwości, że kancelarie są profesjonalnymi podmiotami, świadczącymi pomoc prawną w trudnych bataliach sądowych z bankami, gdzie w grę wchodzą wysokie kwoty. Kancelarie nie mogą jednak wykorzystywać swojej pozycji względem konsumentów. Od profesjonalistów mamy prawo wymagać profesjonalnego działania tak, aby na pierwszym miejscu zawsze stał interes klienta kancelarii, nie zaś jej samej

– mówił wówczas Tomasz Chróstny, prezes UOKiK.

Dziś już wiadomo, że UOKiK zdecydował się wszcząć wobec kancelarii siedem postępowań w sprawie o uznanie postanowień wzorca umów za niedozwolone oraz jedno postępowanie w sprawie praktyk naruszających zbiorowe interesy konsumentów – informuje „Rzeczpospolita”.

Na razie tylko trzy z tych ośmiu postępowań zakończyły się wydaniem decyzji. I tak: jedna z największych kancelarii obsługującej frankowiczów – Votum, nie dostała kary pieniężnej, ale UOKiK nałożył na nią obowiązek zmiany niektórych zapisów umownych – tych, które mogły nosić znamiona niedozwolonych.

Kancelaria Omikron dostała 11 tys. zł kary, bo Urząd uznał, że stosuje praktyki naruszające zbiorowe interesy konsumentów, a kancelaria Virtus dostała 28 tys. zł kary za stosowanie klauzul niedozwolonych.

A to nie koniec. W toku jest jeszcze pięć postępowań, a do tego w stosunku do 24 kancelarii i firm odszkodowawczych UOKiK wystąpił o zmianę praktyk lub klauzul bez wszczynania postępowania.

A więc to pole minowe. Czy to znaczy, że wszyscy chcą ostrzyc frankowiczów? Nie, ale decyzja o wyborze kancelarii może być trudniejsza niż decyzja, czy w ogóle wszczynać sądową batalię. A lektura umowy zawieranej z kancelarią tak samo trudna, jak niegdyś była umowa o udzielenie kredytu walutowego.