Pada mit frankowicza-cwaniaka? Banki dostaną od klientów w sądach srogie lanie

Biedne ofiary wykorzystane przez krwiopijcze banki albo banda cwaniaków i kombinatorów – zwykle do jednej z tych dwóch szufladek wsadzani byli dotąd frankowicze. Wygląda na to, że mit frankowicza-cwaniaka pada, bo sądy przyznają im rację w 95 proc. przypadków. A więc ofiary? Niekoniecznie. Ale bankom i tak się dostanie. Scenariusze, jak mocno oberwą bankowcy są trzy – jeden gorszy od drugiego.

Banki były harde do czasu ogłoszenia wyroku TSUE w głośnej sprawie państwa Dziubaków w ubiegłym roku. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej przyznał rację klientom walczącym z Raiffeisen Bankiem. I niby wyrok wcale nie był jednoznacznie hurraoptymistyczny dla wszystkich zadłużonych w szwajcarskiej walucie, ale faktem jest, że od tamtej pory polskie sądy coraz częściej rozstrzygają sprawy na ich korzyść.

Frankowicze mają nadzieję, że jak banki zostaną zalane pozwami, to w końcu się ugną i same zaczną zawierać ugody z klientami, nie czekając na sądowe pozwy. Do dziś się to jeszcze nie stało, sektor jeszcze się nie złamał, ale wygląda na to, że może być coraz bliżej.

Bizblog.pl poleca

„Puls Biznesu” donosi, że Raiffeisen Bank International zlecił jednej z globalnych firm doradczych z wielkiej czwórki analizę skutków, jakie dla sektora bankowego, gospodarki i budżetu będzie miała fala toczących się spraw sądowych. Wnioski z tego raportu są dla banków fatalne – spór z frankowiczami skończy się dla nich źle, bardzo źle albo katastrofą.

Lawina pozwów zaleje sądy

Analitycy przygotowali trzy scenariusze. Pierwszy, najbardziej optymistyczny zakłada, że będzie źle – banki przegrają w najlepszym wypadku połowę spraw przed sądami. Ale za to liczba pozwów nie będzie bardzo wielka, w tym roku 10 tys. frankowiczów wejdzie w sądowy spór z bankiem, a w latach 2020-2014 złożonych zostanie w sumie 30 tys. pozwów.

Drugi scenariusz zakłada, że klienci wytoczą bankom do 2024 r. 110 tys. pozwów i w dodatku 75 proc. z nich wygrają. Trzeci, najgorszy przewiduje 280 tys. złożonych pozwów do 2024 r., z czego 95 proc. z nich banki przegrają.

Ujawniony raport jest dla banków miażdżący. I może w końcu sprawi, że sektor przejrzą na oczy. Bo do tej pory było tak: jeszcze w IV kwartale 2019 r. banki utworzyły rezerwy na ryzyko prawne dotyczące frankowy hipotek w wysokości nieco ponad 1 mln zł. Dużo?

Tworzone rezerwy nie nadążają za roszczeniami 

Ciągle za mało. Z kwartału na kwartał te wartości rosną. Przykład? mBank, który ma 13,9 mld zł hipotek frankowych (12,6 proc. portfela brutto) w IV kwartale 2019 r. po raz pierwszy zawiązał rezerwę w wysokości 293 mln zł. W I kwartale 2020 r. rezerwa wyniosła jedynie 13 mln zł, ale już w II kwartale 2020 r. 189 mln zł. Trzeci kwartał to kolejne 186 mln zł na rezerwę.

PKO BP, który po raz pierwszy zawiązał rezerwy na ryzyko frankowe w IV kwartale 2019 roku, odpisał 446 mln zł. Więcej, ale też prawdopodobnie za mało. 

Wartość zgłaszanych przez klientów roszczeń rośnie szybciej niż wartość tworzonych przez banki rezerw. To wskazuje, iż banki zakładają, że istotną część spraw będą wygrywać. Nie wiem, na czym opierają swoje optymistyczne założenia, jakimi prawnymi argumentami mają zamiar przekonać sędziów, którzy dzisiaj masowo orzekają po myśli kredytobiorców

zastanawiał się w sierpniu analityk DM Citi Handlowy Andrzej Powierża w rozmowie z PAP Biznes.

Może raport Raiffeisen Banku International w końcu sprowadzi bankowców na ziemię.

Owce prowadzone na rzeź?

Tak, niektórzy kredytobiorcy zostali „zmuszeni” do kredytów frankowych, bo na kredyt w złotych ponoć nie mieli wystarczającej zdolności kredytowej. Ale nie wierzę, że dotyczy to wszystkich. Szczególnie, że kredyty frankowe były i są nadal lepiej spłacane niż w złotych.

Tak, w wielu umowach banki rażąco naruszały prawo, więc teraz klienci mają prawo wykorzystać to, by wykręcić z frankowych hipotek. Nawet jeśli ciągle są „do przodu” na frankach i wykorzystują kruczki prawne, które wcale nie są istotą umowy, mają prawo to robić, bo bank na ich miejscu nie zawahałby się, by walczyć o swój interes.

Ale nadal nie wierzę, że frankowicze to biedne owieczki prowadzone przez krwiopijców na rzeź. Nadal uważam, że większość z nich wiedziała albo miała kompetencje, by rozumieć, jakie ryzyko ponosi. Powinniśmy się w końcu nauczyć podejmować decyzje finansowe. Najlepiej zacząć od czytania umów. I pytania, jeśli się czegoś nie rozumie.