Obowiązkowe flagi w mięsie. Nie wystarczy nazwa kraju, bo podobno jesteśmy obrazkowi

Już we wrześniu ladach chłodniczych z mięsem zrobi się kolorowo od flag. Konsumenci mają dostać pełną informację o pochodzeniu świeżego mięsa, ale Ministerstwo Rolnictwa uznało, że tekstu możemy nie zrozumieć, więc dostaniemy flagi – nawet po dwie na kawałek mięsa. Trzeba będzie jednak uważać, bo mięso z polską flagą to jeszcze nie „produkt polski”.

Najpierw były flagi na ziemniakach, teraz będą także wbite w sznycle wieprzowe czy kurze udka. Ministerstwo Rolnictwo chce, by konsumenci mieli jak najdokładniejszą wiedzę o kraju pochodzenia każdego kawałka mięsa i wprowadza specjalnie oznakowanie.

Bizblog.pl poleca

Jak przypomina „Rzeczpospolita”, nowe przepisy wchodzą w życie 30 września. To wtedy najpóźniej ponad 100 tys. polskich firm – od producentów mięsa po sklepy spożywcze – musi wprowadzić nowy system oznaczania mięsa, które będzie sprzedawane w Polsce.

Baranina tak, wołowina nie

„Informacje dotyczące państwa pochodzenia i grafiki przedstawiającej flagę państwa pochodzenia podaje się na wywieszce umieszczonej w widocznym miejscu, towarzyszącej bezpośrednio jego prezentacji” – brzmi kluczowy przepis rozporządzenia Ministerstwa Rolnictwa.

Obowiązek umieszczania flagi dotyczy świeżego, schłodzonego i zamrożonego mięsa ze świń, owiec, kóz i drobiu. Nowe przepisy nie obejmują jednak wołowiny.

Informacji tekstowej o pochodzeniu mięsa nie przeoczymy, ponieważ musi być napisana co najmniej taką samą czcionką co nazwa danego produktu. Co najmniej tej samej wysokości musi być flaga.

Tekstu nie zrozumiecie i nie zapamiętacie

Właściwie o co chodzi z tą flagą? Po co taka grafika, skoro informacja tekstowa o pochodzeniu ma być tak czytelna? Wygląda na to, że minister rolnictwa uważa polskich konsumentów za ofiary wtórnego analfabetyzmu wywołanego kulturą obrazkową.

W erze „percepcji obrazkowej” społeczeństwa […] przekaz informacji poprzez obraz uznawany jest za szybszy, łatwiejszy do zrozumienia i zapamiętania

– przekonuje Jan Krzysztof Ardanowski.

Flaga ma sprawić, że informacja będzie prosta i czytelna, ale to, co sprawdza się w przypadku ziemniaków, mocno komplikuje się w przypadku mięsa, szczególnie wieprzowiny.

Hodowla świń w Polsce z powodów genetycznych opiera się na imporcie prosiąt z Zachodu – głównie z Danii, Holandii i Niemiec. W zeszłym roku sprowadzono ich aż 7 milionów sztuk, co stanowiło niemal dwie trzecie całego pogłowia świń w Polsce w 2019 roku.

Jedna flaga to za mało

Jak oznaczyć kawałek schabu, gdy prosiak pochodził z Danii, a w Polsce jedynie został odchowany i ubity? Czy „miejscem pochodzenia” jest wtedy Dania czy Polska? Sytuacja może być jeszcze bardziej zagmatwana, bo jeśli prosiak pochodził z Danii, został odchowany w Niemczech, a w Polsce nastąpił ubój, to jak to oznaczyć?

Jak tłumaczy „Rzeczpospolita”, Ministerstwo Rolnictwa nakazuje w takim przypadku opis tekstowy „miejsce chowu: Niemcy”, „miejsce uboju: Polska” oraz dodanie dwóch flag: Danii i Polski.

Jeśli myśleliście, że biało-czerwona na kawałku mięsa mówi nam, że mamy do czynienia z polskim produktem, to jesteście w błędzie. Oznaczenie graficzne „Produkt polski” to zupełnie odrębna sprawa i jeśli dane mięso zasługuje na taki znaczek, czyli jest polskie od urodzenia po ubój, to nowego systemu flagowego już się nie stosuje.

Taki natłok informacji może sprawić, że albo polscy klienci będą na stoiskach mięsnych dostawać oczopląsu, albo zostaną ekspertami w dziedzinie weterynarii i przetwórstwa mięsnego.