Facebook będzie banował za brednie o koronawirusie. Los fanpejdża Jerzego Zięby w rękach państwa

Będziemy usuwać fałszywe treści na temat koronawirusa – taką decyzję ogłosił Facebook po tym, gdy Światowa Organizacja Zdrowia uznała tego wirusa za zagrożenie o skali światowej. Zawierające szkodliwe fake newsy wpisy i fanpejdże będą usuwane po oflagowaniu przez światowe i lokalne władze i instytucje medyczne. To szansa dla Ministerstwa Zdrowia, które dotąd było całkowicie bezbronne wobec działalności Jerzego Zięby i innych hochsztaplerów.

Banowanie za rozgłaszanie „alternatywnych wersji prawdy” o zdrowiu to dość niecodzienny ruch ze strony giganta social media, który zazwyczaj niechętnie ingeruje w tego typu treści.

Bizblog.pl poleca:

Facebook uznał, że po decyzji WHO sytuacja jest na tyle poważna, że nie może dalej tolerować pośredniczenia w rozsiewaniu fake newsów, bo to niesie za sobą realne ryzyko dla zdrowia i życia wielu osób na świecie.

Zaczniemy usuwać treści z fałszywymi twierdzeniami lub spiskowymi teoriami, które zostały oflagowane przez główne światowe organizacje zdrowotne oraz lokalne władze medyczne

– deklaruje Kang-Xing Jin z Facebooka odpowiedzialny za obszar zdrowia.

To wyjątkowa szansa głównie dla Ministerstwa Zdrowia, które dotychczas było całkowicie bezradne wobec agresywnej propagandy antyszczepionkowców i różnej maści znachorów, którzy nie tylko rozsiewają fałsz, ale też podważają zaufanie do lekarzy, nazywając ich nawet bandytami.

Jerzy Zięba o lekarzach: bandyci. Co na to resort zdrowia? Jest jak albatrosy z Gough

Serwis społecznościowy podkreśla, że usuwanie treści, które „mogą wyrządzić krzywdę ludziom, które w nie wierzą”, to rozszerzenie polityki zwalczania treści, które mogą wyrządzić fizyczną krzywdę. Usuwanie szkodliwych treści będzie też dotyczyło Instagrama.

„Będziemy skupiać się na twierdzeniach, których celem jest zniechęcenie do podjęcia leczenia lub przedsięwzięcia odpowiednich kroków zaradczych”. Autorzy komunikatu Facebooka jako przykład takich pseudoterapii przeciw koronawirusowi podają… picie wybielacza.

To niespodziewane przebudzenie się Facebooka, który w końcu zauważył, że aktywność antyszczepionkowców i innych głosicieli fake newsów stanowi realne zagrożenie dla zdrowia ludzi, to fatalna wiadomość dla Jerzego Zięby, najbardziej znanego w Polsce hochsztaplera medycznego.

Substancja żrąca prosto do żyły

Zięba, który pozuje na autorytet medyczny obdarzony tajną wiedzą ukrywaną przed ludzkością przez złowrogie siły, w ostatnich dniach wsławił się filmem na YouTube, w którym stwierdził, że koronawirus to zmyślone zagrożenie, które ma jedynie napędzić sprzedaż szczepionek. „Koronawirusa stworzył głupek albo ktoś, kto doskonale wiedział, co robi. W patencie opisującym wirusa mowa jest już o szczepionce. Żeby była kasa!” – stwierdził.

Jerzy Zięba w transmisji na YouTube zatytułowanej „Koronawirus – jak leczyć” zalecał takie praktyki jak podawanie żrącego perhydrolu dożylnie. Mało tego, Zięba doradzał swoim widzom, by „przede wszystkim unikali szpitali”, bo lekarze robią wszystko, by pacjenci „umarli zgodnie z procedurami”.

W tym szaleństwie jest metoda, bo Jerzy Zięba to przede wszystkim biznesmen, dla którego sianie zamętu to koło zamachowe jego sklepu internetowego z suplementami. W nagraniu, które już zniknęło z YouTube wraz z zablokowaniem całego kanału, Zięba oczywiście namawia do zakupu (absurdalnie drogich) specyfików w swoim sklepie.

Kanał Zięby zniknął z sieci, ale początkowo medyczny oszust próbował bawić się z YouTubem w kotka i myszkę. „COŚ NIESAMOWITEGO !! Popatrzcie… ludzie zakładają specjalnie ODDZIELNE kanały na YT i… publikują moje filmy!!! To nie są MOJE kanały! :-))” – kpił na swoim fanpejdżu na Facebooku, który ma około 300 tysięcy fanów.

Atak jakiejś zorganizowanej grupy

W piątek w południe Jerzy Zięba przeprowadził transmisję wideo, w której już na serio odniósł się do sprawy zawieszenia swojego konta na YouTube. Ogłosił, że po pierwotnym zablokowaniu kanału „zarząd Google’a” (sic!) postanowił go odblokować, bo miał uznać, że „nie narusza zasad niczego”, ale bardzo szybko kanał został ponownie zablokowany „przez automat” po „ataku jakiejś zorganizowanej grupy przestępczej”.

Co innego wynika jednak ze wiadomości od administracji YouTube, którą ze swoimi widzami podzielił się sam Zięba. Napisano w niej wprost, że kanał został zawieszony „z powodu częstych lub rażących naruszeń wytycznych dla społeczności”. Wszystko wskazuje na to, że akurat ta treść (wiadomość od YT) podana przez Ziębę jest prawdziwa.

YouTube nie zezwala na treści, które wskazują, że szkodliwe substancje lub terapie mogą mieć korzystne efekty dla zdrowia

– czytamy w wiadomości od administratora YouTube do Jerzego Zięby.

Należąca do Google’a platforma ostrzega też znachora, że ma zakaz tworzenia, posiadania lub dostępu do innych kanałów na YouTube.

Czy podobne informacje Jerzemu Ziębie przekaże wkrótce także Facebook? To bardzo możliwe, ale tym razem polskie władze z Ministerstwem Zdrowia na czele oraz Naczelna Izba Lekarska będą musiały podjąć jakąś aktywność w tym kierunku. Facebook wyraźnie wskazuje, że liczy na oflagowanie szkodliwych treści przez lokalne władze z obszaru zdrowia.