Bruksela rozbudowuje system handlu emisjami. Teraz czas na zmiany, które uderzą w Polskę

Sprawdzają się doniesienia, że Unia Europejska będzie chciała walczyć ze zmianami klimatu za pomocą ETS. Parlament Europejski właśnie przyjął (niewielką różnicą głosów: 354 głosy za, 328 przeciw, 13 wstrzymujących się) poprawkę, dzięki której od 1 stycznia 2022 r. unijny system handlu uprawnieniami do emisji będzie rozszerzony o transport morski.

Eksperci mają sporo wątpliwości. Zauważają, że w tym przypadku może być nieco inaczej niż z lotnictwem, włączonym do ETS już w 2012 r. Jakie gospodarcze skutki będzie miała decyzja PE? Bardzo różne – ze względu na duże zróżnicowanie emisji na jednostkę pracy przewozowej w przypadku różnych typów i rozmiarów statków. Inna sprawa, że żegluga bliskiego zasięgu, działająca w konkurencji z innymi rodzajami transportu, może nie być w stanie przenieść dodatkowych kosztów w taki sam sposób jak np. żegluga dalekomorska. Ale na razie wszystkie te wątpliwości przegrały z zieloną presją w UE.

Monitorowanie i sprawozdawczość w zakresie emisji CO2 jest ważna, ale same statystyki nie pozwolą zaoszczędzić ani jednego grama gazów cieplarnianych. Monitorowanie i sprawozdawczość w zakresie emisji CO2 jest ważna, ale same statystyki nie pozwolą zaoszczędzić ani jednego grama gazów cieplarnianych

– przekonywała w lipcu przedstawicielka Zielonych eurodeputowana Jutta Paulus

Handel uprawnieniami do emisji będzie rósł w siłę

Wliczanie od początku 2022 r. do unijnego systemu handlu emisjami też transportu morskiego to dopiero początek, który ma być przy okazji też bardziej efektywny. Stąd propozycje komisji środowiska (ENVI) dotyczące redukcji emisji CO2 względem tej z 1990 r. nie jak pierwotnie zakładano o 40 a o 60 proc. Komisja Europejska za to ma iść w kierunku „co najmniej 55 proc.”. 

Ale na tym nie koniec. Najważniejsza zmiana może dopiero nadejść. Chodzi o stworzenie nowego systemu handlu emisjami, czegoś na wzór ETS 2. Tam zliczane byłyby wszystkie pozostałe gazy cieplarniane, czyli m.in. metan i tlenek azotu. Zdaniem Janusza Olszewskiego, prezesa Górniczej Izby Przemysłowo-Handlowej, takie regulacje prawne zwiększą koszt wydobywania węgla w kraju nad Wisłą nawet o miliard złotych rocznie. 

System ma być finansową bronią Brukseli

Już kilkanaście dni temu eurodeputowana Anna Zalewska na spotkaniu ze związkowcami sektora energetycznego i wydobywczego w Krajowym Sekretariacie Górnictwa i Energetyki NSZZ „Solidarność” w Katowicach przestrzegała, że w przyszłości to właśnie ETS ma zadbać o to, żeby cena energii z węgla była zawsze na stosownie wysokim poziomie. Wtedy rozwód z czarnym złotem będzie wynikał z rachunku ekonomicznego. Bo cena za emisję CO2 ma mieć tylko trend wzrostowy. Zresztą już ma: w czasie zmniejszonego zapotrzebowania energetycznego lockdownem cena emisji tony dwutlenku węgla wzrosła z 15 do niespełna 30 euro. 

Przy propozycjach takiego zaostrzenia pakietu klimatycznego nie zdziwmy się, jak za niedługo za emisję tony dwutlenku węgla przyjdzie nam zapłacić nawet 70 euro

– przekonuje Anna Zalewska

Fundusz Sprawiedliwej Transformacji może nas nie obronić

Plastrem na finansowe rany po ETS ma być Fundusz Sprawiedliwej Transformacji. Ale autorzy raportu CAN Europe i Ember pt. „Just transition or just talk? 2020”wskazują, że to wcale nie musi być takie proste. Budżet Funduszu kreślony jest na nawet 40 mld euro. Lwia część tych środków (2/3) trafić ma do siedmiu państw: Bułgarii, Chorwacji, Czech, Niemiec, Polski, Rumunii i Słowenii. Tyle, że żaden z tych krajów, co zauważa raport, nie ma na razie konkretnego planu odchodzenia od węgla do 2030 r. 

Łączna moc zainstalowana we wszystkich tych 7 krajach spadła w następnym dziesięcioleciu o zaledwie 42 proc.. Przewiduje się, że 52 GW węgla zostanie oddane do użytku po 2030 r., z czego prawie wszystkie (~90 proc.) znajdują się w Czechach, Niemczech i Polsce

– czytamy w raporcie.

Co istotne: oprócz Polski odejście od węgla oprzeć o gaz ziemny chce też Bułgaria. W naszym kraju do 2040 r. mamy mieć prawie cztery razy więcej energii z tego źródła w stosunku do zużycia w okresie do 2016 do 2018 r. Tymczasem Bruksela traktuje gaz ziemny jak wszystkie inne paliwa kopalne. Tę antykopalnianą politykę dobrze pokazuje Europejski Bank Inwestycyjny, który najpierw odwrócił się plecami do inwestycji węglowych, a teraz to robi z gazem ziemnym. Warto dodać, że nowy pakiet klimatyczny

UE zakłada, że subsydiowanie węgla i innych paliw kopalnych byłoby możliwe tylko do końca 2025 r.