Estoński CIT okazał się niewypałem. Rząd szykuje jego całkiem nową wersję w Polskim Ładzie

Tylko 337 polskich firm wybrało do tej pory estoński CIT, który był reklamowany przez premiera Morawieckiego jako „prawdziwy inkubator przedsiębiorczości dla całej Polski”. Jego konstrukcja jest tak niekorzystna dla przedsiębiorców, że księgowi stanowczo odradzają im nawet zbliżanie się do estońskiego CIT-u. To powinno się wkrótce zmienić, bo rząd szykuje na tym polu daleko idące zmiany w ramach Polskiego Ładu.

Estoński CIT to ryczałt od dochodów spółek kapitałowych, który obowiązuje w Polsce od stycznia 2020 r. Ministerstwo Finansów zachwala to rozwiązanie jako „nowoczesny sposób opodatkowania, który promuje inwestycje i minimalizuje formalności przy rozliczeniu podatków”. Trudno o bardziej oderwany od rzeczywistości opis.

Bizblog.pl poleca

Rynek zweryfikował atrakcyjność aktualnej konstrukcji estońskiego CIT

– mówi Bizblog.pl Małgorzata Samborska, partner i doradca podatkowy w firmie Grant Thornton.

O problemach z estońskim CIT-em szerzej pisałem w lutym, zanim rząd zaprezentował swoje propozycje przemodelowania polskiego systemu podatkowego w ramach tak zwanego Polskiego Ładu. Główne założenia tej reformy to tak nośne hasła, jak podniesienie kwoty wolnej do 30 tys. zł czy podwyższenie drugiego progu podatkowego, ale rząd przy okazji chce gruntownie zmienić także estoński CIT.

„Wsparciem strategii rozwoju biznesu będzie zmodyfikowany i jeszcze bardziej atrakcyjny dla różnych branż tzw. estoński CIT” – czytamy w komunikacie Ministerstwa Finansów. „Jeszcze bardziej atrakcyjny” brzmi jak żart, a nawet kpina z przedsiębiorców, bo – jak mówi nam Małgorzata Samborska – do tej pory estoński CIT wybrało zaledwie 337 podatników. „To niewielki promil potencjalnie uprawnionych” – mówi ekspertka Grant Thornton.

Odpada większość warunków

Przyznanie się do błędu nie jest łatwą rzeczą, więc trochę można zrozumieć rząd, że woli wybrać narrację, że estoński CIT jest fantastycznym narzędziem dla firm, a dzięki Polskiemu Ładowi będzie jeszcze bardziej fantastyczny. Faktem jednak jest, że zmiany mają iść naprawdę daleko.

Zniknąć mają aż trzy z pięciu warunków wejścia w system estońskiego CIT-u:

  • Usunięty będzie limit przychodowy, który wyłączał z systemu estońskiego większe podmioty.
  • Uprawnione do skorzystania z systemu będą nie tylko spółki z o.o. i S.A., ale również, na określonych zasadach, trzy kolejne rodzaje form prawnych: spółki komandytowe, spółki komandytowo-akcyjne i spółdzielnie.
  • Zlikwidowany zostanie minimalny wolumen inwestycji, który w okresie spowolnienia gospodarczego był dla firm ważnym czynnikiem ryzyka.

Pozostaną dwa, najprostsze warunki, czyli ograniczenie kręgu udziałowców spółki do osób fizycznych i brak wielopoziomowej struktury, a także prowadzenie w Polsce realnego biznesu i zatrudnianie minimalnej liczby pracowników.

Kolejna duża zmiana to wprowadzenie obniżonej, płaskiej stawki w przypadku małych podatników. W przypadku takich firm efektywne opodatkowanie zawsze będzie wynosić 20 proc., bez względu na wolumen inwestycji.

To bardzo duża zmiana w stosunku do obecnego systemu, w którym efektywne opodatkowanie, czyli łącznie PIT od CIT wynosi aktualnie na Estońskim CIT 25 proc. dla małych i 30 proc. dla większych podatników CIT. Stawki te jednak można obniżyć o 5 punktów procentowych, czyli do odpowiednio do 25 proc. i 20 proc. tylko wtedy, gdy podatnik zwiększy inwestycje co najmniej 50 proc. w okresie dwuletnim lub 110 proc. w okresie czteroletnim.

Ruch w dobrą stronę

Taka skomplikowana konstrukcja zostanie utrzymana w przypadku dużych podatników, ale także tutaj zajdzie istotna zmiana na lepsze. Obniżone efektywne opodatkowanie w wysokości 25 proc. dotyczyć będzie nie tylko okresu po wyjściu z estońskiego CIT – jak obecnie – ale także okresu pozostawania w estońskim CIT-ie. „W ten sposób chcemy, żeby również i duże firmy jak najdłużej rozliczały się w sposób estoński” – deklaruje MF.

Likwidacja warunków to oczywiście ruch w dobrą stronę. A obniżenie stawki łącznej (CIT i PIT) do 20 proc. bez dodatkowych warunków inwestycyjnych z pewnością spowoduje wzrost zainteresowania tą formą, zwłaszcza jeśli zostaną utrzymane założenia podatkowe Polskiego Ładu dla przedsiębiorców, w szczególności w zakresie nieodliczalności składki zdrowotnej.  

– ocenia Małgorzata Samborska.

Ekspertka ocenia, że jest duża szansa, że po wprowadzeniu tych zmian wielu przedsiębiorców będzie szukać rozwiązań z wykorzystaniem spółki funkcjonującej w modelu estońskim.

Zniesienie podatku przy rezygnacji z estońskiego CIT jest dla mnie bardzo istotny. Czekam na projekt ustawy, jeśli faktycznie tak będzie, to w połączeniu ze stawką 20 proc. (CIT+PIT) – to może być dla wielu korzystne rozwiązanie

– stwierdza Małgorzta Samborska.

To, że tylko nieco ponad 300 spółek wybrało „estoński CIT” to ewidentny falstart projektodawców tej koncepcji. Na potencjalnie małe zainteresowanie eksperci i przedsiębiorcy wskazywali zresztą od samego początku – bariery wejścia, wymagania i obostrzenia były w sposób oczywisty zbyt daleko idące. Czyniły z prostej idei (podatek płacony dopiero przy wypłacie zysków ze spółki) skomplikowaną machinę, gdzie dodatkowo stawka opodatkowania zależała jeszcze od kilku czynników. 

Luzowanie powinno iść dalej

O tym, że ogłoszone propozycje to z pewnością krok w dobrą stronę, choć jak zwykle diabeł będzie tkwił w szczegółach konkretnych rozwiązań, mówi Bizblog.pl także Mateusz Stańczyk, partner w firmie doradztwa podatkowego Crido.

Jak jednak zaznacza, by estoński CIT rzeczywiście się przyjął i naprawdę miał znaczenie, to luzowanie powinno iść znacznie dalej – w szczególności w kierunku braku ograniczeń co do struktury udziałowej oraz wymogów zatrudnienia.

Konieczność tych zmian – zarówno tych ogłoszonych ostatnio, jak i innych, dalej idących postulatów – sygnalizowaliśmy Ministerstwu Finansów już w sierpniu ubiegłego roku przy pierwszej okazji konsultowania projektu. Najwyraźniej nasz głos dociera do Ministerstwa z opóźnieniem. Ale dobre i to… 

– ocenia Mateusz Stańczyk.

Miały być setki tysięcy etatów

Przypomnijmy, że premier Mateusz Morawiecki uczynił z estońskiego CIT-u jeden z głównych punktów swojego exposé z 2019 roku. Przekonywał wręcz, że będzie to „prawdziwy inkubator przedsiębiorczości dla całej Polski”. Szef rządu pokusił się nawet o prognozę, że dzięki estońskiemu CIT-owi powstanie „kilkaset tysięcy nowych miejsc pracy w perspektywie najbliższych paru lat”.

To obejmie ok. 97 proc. spółek, czyli ogromna większość spółek, nie będzie musiała płacić podatku CIT, tak długo, jak nie będzie wyciągała zysków ze swojej firmy

– mówił Mateusz Morawiecki.

Przewidywania premiera fatalnie zniosły próbę czasu, bo zainteresowanie firm estońskim CIT-em okazało się marginalne. Pytani przez Bizblog.pl o przyczyny tak małego zainteresowania tą konstrukcją eksperci podatkowi jednogłośnie wskazywali na bardzo trudne warunki wejściowe i konieczność do podjęcia ryzykownej deklaracji co do czynienia nakładów inwestycyjnych w przyszłości.

Komentarz dla Bizblog.pl – Bartosz Głowacki, doradca podatkowy i partner w MDDP Michalik Dłuska Dziedzic i Partnerzy

Ryczałt od dochodów spółek kapitałowych, jeżeli prawdą jest, że wybrało go 337 podmiotów z planowanych 200 tysięcy, okazał się wielką klapą. Jest to modelowy przykład, jak nie konstruować ulg podatkowych – opracujmy ulgę, z której w praktyce mało kto będzie mógł albo będzie chciał skorzystać.

Podatników przede wszystkim zniechęciły wymogi stawiane „na wejściu” oraz masa przypadków prowadzących do powstania obowiązku podatkowego w trakcie opodatkowania ryczałtem. Dodajmy – przypadków bardzo często nieostrych czy wręcz niedefiniowanych. W opodatkowaniu ryczałtem tkwi potencjał, jakkolwiek konstrukcja opodatkowania powinna zachęcać, a nie zniechęcać do wyboru tego modelu. Tymczasem z przepisów o ryczałcie łatwo wyczytać obsesyjną wręcz podejrzliwość co do ewentualnych nadużyć, jakich mieliby dopuścić się podatnicy (i wspólnicy spółki opodatkowanej ryczałtem).

Wszyscy pamiętamy, jakim powodzeniem cieszyły się spółki komandytowo-akcyjne, zanim zostały objęte CIT. Akcjonariusz nie płacił podatku dochodowego, dopóki SKA nie wypłaciła mu zysku. Było to rozwiązanie proste i przejrzyste, a jego zastosowanie nie wymagało spełnienia szeregu skomplikowanych warunków i zachowania i monitorowania wyśrubowanych wymogów.