Światowe emisje z węgla wyraźnie wyhamowały. I tak padł rekord

Barbórka już za nami, a ja mam dla was dwie informacje związane z górnictwem. Jak to zwykle bywa: jedną zła i jedną prawie dobrą. Ta pierwsza to taka, że w tym roku emisja dwutlenku węgla osiągnęła rekordowy poziom. Dobra za to jest taka, że przyrost jest jednak mniejszy niż w latach wcześniejszych.

Emisja dwutlenku węgla, pochodząca z paliw kopalnianych, osiągnęła w tym roku na świecie rekordowy poziom. Paradoksalnie ta pochodząca bezpośrednio od węgla w 2019 r. zmniejszyła się o 0,9 proc. Ale swoje dołożył wzrost zużycia ropy naftowej i gazu ziemnego. 

Bizblog.pl poleca:

Jak czytamy w „The New York Times”, wszystko wskazuje na to, że emisje przemysłowe w tym roku w sumie wzrosną o ok. 0,6 proc. To znacznie wolniejsze tempo niż w latach ubiegłych. W 2017 r. odnotowano wszak wzrost emisji o 1,5 proc. a w 2018 r. – o 2,1 proc.

Wolniejsze tempo wzrostu emisji udało się osiągnąć głównie dzięki podjętym działaniom w Unii Europejskiej i USA. Na przykład szacuje się, że europejski system handlu emisjami ETS mógł pomóc wypchnąć z sieci nawet 20 proc. energii węglowej. Nie bez znaczenia jest także to, że emisja CO2 z Indii – trzeciego, licząc pojedyncze państwa, po Chinach i USA emitera dwutlenku węgla na świecie – była jednak mniejsza, niż się tego spodziewano.

Emisja dwutlenku węgla: jest wolniej ale i tak za szybko

Naukowcy są jednak bardzo dalecy od otwierania korków szampana. To dobrze, że emisja dwutlenku węgla – w stosunku do lat poprzednich – nieco wyhamowała. Ale nie ma co wypatrywać w tej jednorocznej tendencji zbawiania dla zmian klimatycznych. Nie ma też czasu na świętowanie. Trzeba zakasać rękawy i brać się do jeszcze bardziej wytężonej roboty.

Każdego roku wzrost emisji, nawet jeśli jest to tylko niewielka ilość, utrudnia ich redukcję

– stawia sprawę jasno Glen Peters, dyrektor ds. badań w Centrum Międzynarodowych Badań nad Klimatem w Norwegii, który pomógł w opracowaniu danych.

Bo też opinia ekspertów pozostaje niezmienna od lat: nie ma co zachwycać się mniejszymi wzrostami emisji CO2. Żebyśmy na serio mieli szansę uniknąć skutków zmieniającego się klimatu na naszej planecie, emisja CO2 nie tyle musi co roku wolno rosnąc, co spadać. Aż do osiągnięcia zerowego poziomu jeszcze przed końcem XXI wieku. W innym przypadku mordercze fale upałów, gwałtowniejsze susze oraz niedobory żywności i wody będą ludzkości doskwierać coraz bardziej.

Chiny nie zamierzają zejść z emisyjnego tronu

Według Global Carbon Project, który stoi za publikacją najnowszego raportu o emisji CO2, o wolniejszych wzrostach możemy mówić dopiero od 2010 r. Stało się tak za sprawą przede wszystkim mniejszego zapotrzebowania na kopalnie węglowe w Państwie Środka. Zbiegło się to w czasie z promocją na całym świecie odnawialnych źródeł energii.

Bez OZE byłoby jeszcze gorzej. Ale jednocześnie jest jasne, że polityka ta nie jest wystarczająca, aby powstrzymać wzrost w zakresie paliw kopalnych

– przekonuje Rob Jackson, profesor nauk o systemie ziemskim na Uniwersytecie Stanforda.

Obecnie szacuje się, że Chiny odpowiadają za 26 proc. światowej emisji CO2. Na drugim miejscu plasuje się w tym niechlubnym rankingu Stany Zjednoczone – 14 proc., które wyprzedzają całą Unie Europejską (9 proc.) i Indie (7 proc.). Tylko w tym roku w Chinach emisja dwutlenku węgla wzrośnie o 2,6 proc. Ta pochodząca bezpośrednio od węgla jednak raptem o 0,8 proc. 

Bo dwutlenek węgla to nie tylko węgiel

Tak jak w Chinach, tak na całym świecie rośnie energetyczna rola gazu ziemnego. Według najnowszych badań właśnie gaz ziemny, który jest mniej zanieczyszczający niż węgiel, ale nadal jest przecież paliwem kopalnym, stał się w ostatnich latach największym motorem wzrostu emisji na świecie. Dobrym przykładem jest Japonia, która po wypadku w elektrowni Fukushima Daiichi w 2011 r. zamknęła swoje fabryki jądrowe i na potęgę zaczęła importować gaz ziemny. 

Podobnie zresztą jest też w USA, gdzie gaz ziemny pomaga wypełnić luki w produkcji energii wiatrowej i słonecznej. The International Gas Union (IGU) przewiduje, że gaz ziemny do 2040 r. stanie się największym paliwem kopalnym. Roczny wzrost zapotrzebowanie na ten surowiec ma osiągnąć poziom 4-5 proc. Wielu widzi w tym realną szansę na zmniejszanie emisji CO2. Chociaż dla innych to jedynie wybór tak naprawdę mniejszego zła.

Gaz ziemny może emitować mniej dwutlenku węgla niż węgiel, ale to oznacza tylko tyle, że gotujemy swoją planetę nieco wolniej

– uważa Glen Peters.