Słyszycie ten skowyt? Tak, ETS dobijają już do prawie 40 euro

Cena emisji dwutlenku węgla jeszcze nigdy nie była tak wysoka, od początku uruchomienia unijnego systemu handlu emisjami w 2005 r. To tylko pokazuje, że inwestorzy grają na coraz szybsze pożegnanie z węglem w UE.

Unijny ETS to nic innego jak giełda. Teraz po ogłoszeniu neutralności klimatycznej do 2050 r. i po wyznaczeniu Zielonego Ładu użytkownicy grają na coraz mniejsze znaczenie węgla. Nie zapominajmy też o nowym celu klimatycznym mówiącym o redukcji emisji CO2 nie o 40 a o 55 proc. Pomaga w tym też pandemiczny spadek zapotrzebowania energetycznego i najmroźniejsza od kilku lat zima. Efekt? Cena emisji tony dwutlenku węgla jest na najwyższym poziomie w historii i zbliża się do 40 euro. Pochód w górę rozpoczął się na początku lutego. Z wyliczeń Bloomberga wynika, że wzrost wyniósł 13 proc. – najwięcej od sierpnia 2020 r. Nie bez znaczenia jest także cena węgla w europejskich portach. Ta od listopada ubiegłego roku urosła o 60 proc. 

Bizblog.pl poleca

Ale to wcale jeszcze nie oznacza, że od teraz emisja dwutlenku węgla w systemie EU ETS będzie tylko rosła. Zmienność nadal pozostaje jedną z cech charakterystycznych tego parkietu. Przecież między wrześniem a listopadem 2020 r. ceny emisji CO2 spadły o ok. 25 proc. Nie ma jednak co na siłę wypatrywać warunków z 2017 r., kiedy za tonę CO2 trzeba było zapłacić 6-7 euro. Nawet Krajowy Ośrodek Bilansowania i Zarządzania Emisjami, podlegający Ministerstwu Klimatu i Środowiska, w swoich przewidywaniach wskazuje, że koszt emisji do 2030 r. wyniesie od 76 do 80 euro.

Emisja CO2, czyli im drożej, tym gorzej dla węglowej Polski

Przy takiej a nie innej polityce klimatycznej Brukseli nie ma żadnych szans, żeby cena emisji CO2 znowu była jednocyfrowa. Owszem, mogą zdarzać się jakieś większe wachania, ale trend wzrostowy raczej będzie zachowany. Nie brakuje takich analityków, którzy twierdzą, że jeszcze w tym roku możemy być świadkami drastycznych podwyżek. Np. Pierre Andurand, jeden z najbardziej znanych na świecie menedżerów funduszy hedgingowych, bierze pod uwagę, że cena emisji dwutlenku węgla do końca 2021 r. wzrośnie aż do 100 euro za tonę. Zresztą po ustaleniu nowego pakietu klimatycznego UE w podobnym tonie wypowiadała się m.in. eurodeputowana Anna Zalewska.

Nie zdziwmy się, jak za niedługo za emisję tony dwutlenku węgla przyjdzie nam zapłacić nawet 70 euro

– przepowiadała pół roku temu.

Nie jest tajemnicą, że taki scenariusz fatalny jest przede wszystkim dla gospodarek uzależnionych od węgla. Polska pod tym względem jest jednym z unijnych liderów. Skutki tego mogliśmy odczuć parę lat temu, jak zaczął się chocholi taniec z rachunkami za prąd w Polsce. Ale obciążenie indywidualne to tylko jedna strona medalu. To również finansowa pułapka dla naszych spółek energetycznych. Zdaniem szefa górniczej Solidarności Bogusława Hutka już przy redukcji emisji na poziomie 50 a nie 55 proc. co piąta polska elektrownia i kopalnia po prostu upadnie. Presja finansowa będzie zbyt duża.

To dopiero początek kłopotów. ETS urośnie w siłę

Coraz głośniej słychać w UE głosy o koniecznej, ponownej rozbudowie systemu handlu emisjami ETS. Reforma zaplanowana jest wstępnie na drugi kwartał 2021 r. Na razie system obejmuje emisje pochodzące z produkcji energii, stali, aluminium, cementu, szkła, papieru, ceramiki, oraz sektora chemicznego i rafinerii. Od 2012 r. tak samo zliczane jest emisja CO2 z transportu lotniczego wewnątrz UE. Teraz z kolei mówi się o włączeniu do ETS wszystkich sektorów gospodarki, począwszy od transportu drogowego i budynków. Zdaniem np. Europejskiej Federacji Sprzedawców Energii rozszerzony system EU ETS powinien być głównym elementem dekarbonizacji gospodarki UE. 

System ETS można też rozbudować dodając do niego inny gaz cieplarniany, np. metan. W październiku 2020 r. Komisja Europejska opublikowała komunikat w sprawie strategii na rzecz ograniczenia emisji metanu, który jest znacznie większym destruktorem ziemskiego klimatu niż dwutlenek węgla. Międzynarodowa Agencja Energetyczna (IEA) szacuje, że dla naszego środowiska jedna tona metanu odpowiada aż 30 tonom CO2. W unijnej strategii czytamy m.in. o włączeniu metanu do 2025 r. do grupy zanieczyszczeń regulowanych dyrektywą w sprawie krajowych zobowiązań do redukcji emisji. Co więcej jeszcze w tym roku KE złoży wniosek „dotyczący obowiązkowego pomiaru, sprawozdawczości i weryfikacji w odniesieniu do wszystkich emisji metanu związanych z energią, w oparciu o metodykę partnerstwa w zakresie metanu z ropy naftowej i gazu”. 

Włącznie metanu do ETS byłoby wyrokiem dla polskiej gospodarki. Ponieważ 80 proc. naszych kopalni to kopalnie metanowe, to w takim scenariuszu koszty produkcji węgla mogłyby wzrosnąć nawet o 1 mld zł rocznie, co oznaczałoby dla branży po prostu finansowy wyrok śmierci. Janusz Olszowski, prezes Górniczej Izby Przemysłowo-Handlowej, przekonuje że wtedy „nie mamy szans funkcjonować przy takich wysokich kosztach produkcji węgla”. 

Handel emisjami zatrząśnie polskim rządem?

Coraz wyższa cena emisji CO2 oraz plany rozbudowy systemu EU ETS mogą też okazać się sporym wybojem na rządowej drodze. Nie od dzisiaj wszak wiadomo, że wewnątrz Zjednoczonej Prawicy toczy się spór, w którym politycy Solidarnej Polski są największymi krytykami obecnej polityki klimatycznej Brukseli. I coraz częściej mają pretensję do premiera Mateusza Morawieckiego o zbytnią spolegliwość Polski w tym względzie. Przedstawiciel Solidarnej Polski Janusz Kowalski, wiceminister aktywów państwowych, uważa że sytuacja polskiej elektroenergetyki, ciepłownictwa i przemysłu energochłonnego stała się bardzo trudna.

System EU ETS hamuje faktycznie polską transformację energetyczną i inwestycje w nowe technologie

– przekonuje.

Twierdzi, że bez reformy systemu EU ETS nic się nie zmieni. Do tego potrzebna jest też debata na temat bezpieczeństwa energetycznego Polski. Bez tego – jak przekonuje UE spotka ten sam los co Związek Radziecki.