Elon Musk musi gasić kolejny wielki pożar. Amerykańska Biedronka uderza w Teslę

Walmart, największy sieć handlowa w USA i na świecie, pozywa Teslę za pożary na dachach swoich marketów. Firma chce przerzucić się na energię ze źródeł odnawialnych. Dokona tego już raczej bez pomocy Elona Muska.

Daniel Oberhaus/flickr.com/CC BY 2.0

Za każdym razem, gdy siadam do pisania o Tesli i Elonie Musku mam mieszane uczucia. Z jednej strony tempo rozwoju jest zawrotne. Z drugiej, na rynku co rusz pojawiają się mocno niedopracowane produkty. I szybko wychodzi na jaw, w jaki sposób na przestrzeni lat udaje się wprowadzać innowacje, w sektorach, w których gigantyczne koncerny siedzą dekad.

Bizblog.pl poleca:

Najnowszą wtopę Tesla odnotowała przy okazji montowania paneli słonecznych na sklepach amerykańskiej sieci marketów Walmart.

Wiele paneli Tesli ma wady widoczne gołym okiem lub łatwe do zidentyfikowania z wykorzystaniem odpowiedniego sprzętu – podała spółka.

Według jej oceny Tesla montuje panele w pośpiechu i niedbale. A to o tyle istotne, że Walmart pozwolił wcześniej zainstalować je na 240 obiektach. Od listopada w przynajmniej 7 z nich doszło do pożaru. Sieć intensywnie inwestuje w energię odnawialną. W październiku podpisała inną umowę — z firmą SunPower na instalację systemów solarnych w 19 sklepach i dwóch centrach dystrybucyjnych.

Warto zresztą dodać. że panele są produkowane przez spółkę Solar City, która została przejęta przez Teslę w 2016 r. Walmart korzystał z jej usług jeszcze przed tym przejęciem.

Pozew od Walmarta

Walmart pozwał Teslę i domaga się usunięcia paneli słonecznych z dachów i przyznania odszkodowania, które zrekompensuje koszty związane z pożarami. Dokładnej kwoty jednak nie podał.

Sieć twierdził, że Tesla rutynowo rozmieszczała osoby do kontroli systemów słonecznych, którym brakowało podstawowego szkolenia i wiedzy w tym zakresie.

Brzmi znajomo? To nie pierwszy raz, gdy Tesla działa na skalę większą, niż jest w stanie. Jej motoryzacyjni klienci nie raz już przecież narzekali na to, że samochody są do nich dowożone przez pracowników firmy na partyzanta tj. po godzinach pracy np. w weekendy. Potem Tesla zamawia swoim prowizorycznym dostawcom Ubera i ci wracają do fabryki.

Z dużym kryzysem spółka Elona Muska mierzyła się też w Norwegii. Popularność elektryków sprawiła, że sprzedaż Tesli poszła w górę o 70 proc. tylko w samym czerwcu 2018 r. Tempo zatrudnienia szło jednak dużo wolniej. Efekt? Niektórzy klienci na naprawę swojego auta czekali długi miesiącami.

Pożary nie ujdą Tesli na sucho

O ile jednak Tesla ma już w pewien sposób ugruntowaną pozycję, o tyle pożary z panelami słonecznymi to już zupełnie inna bajka. Zepsuty elektryk to jeszcze nie koniec świata. Jeżeli kogoś stać na samochód za kilkadziesiąt tysięcy dolarów, zapewne ma w garażu jeszcze jeden albo dwa zapasowe benzyniaki.

Problemy z panelami przemawiają jednak do wyobraźni. Elon Musk nie celuje wyłącznie w firmy. Chce też wypożyczać panele zwykłym Amerykanom. I teraz wyobraźmy sobie, jak zareaguje potencjalny klient na wieść, że część paneli od Muska zwyczajnie się spaliła. Będzie ryzykował urządzanie ogniska na dachu swojego własnego domu? Nie sądzę.

Linia montażowa dynamicznie się rozpędza. Liczymy na produkcję około 1000 dachów solarnych tygodniowo do końca bieżącego roku – chwalił się w jednym z tweedów, narażając się przy okazji SEC.

Nerwowo zareagowali też inwestorzy. W środę akcje Tesli spadły o 2,2 proc. Nic w tym dziwnego, bo miliarder dawał ostatnio do zrozumienia, że wiąże z fotowoltaiką spore nadzieje (a może był to tylko kolejny trolling?).

Musk opowiadał Amerykanom, że montaż instalacji fotowoltaicznej to jak zakup drukarki pieniędzy. Możliwe, tylko co komu po spalonych banknotach?