Hirsch: Tesla jakoś nie może podbić świata. Jej akcje straciły na wartości już prawie połowę

Był kiedyś taki czas, nawet nie tak dawno temu, kiedy mogliśmy dziwić się, cieszyć się, pukać się w czoło albo zachwycać, w zależności od prywatnego punktu widzenia, tym, że Tesla jest warta więcej niż chociażby General Motors czy Ford. Ten czas minął. Oczywiście nie wiemy, czy na zawsze, ale od paru miesięcy Tesla nie jest już większa niż GM, a od kilkunastu dni znów jest mniej warta niż Ford.

Fot. Daniel Oberhaus/Flickr.com/CC BY 2.0

To efekt ostrego spadku notowań akcji spółki zarządzanej przez Elona Muska (na zdj.). Taki obrót sprawy na rynku może dla wielu być zaskakujący. Wszak na początku maja Tesli udało się zgromadzić nowy kapitał. Emisja nowych akcji i obligacji udała się bardzo dobrze, spółka pozyskała 2,7 miliarda dolarów. Wtedy jeszcze giełda zareagowała pozytywnie – notowania lekko rosły i swój ostatni szczyt osiągnęły 6 maja. Od tamtej pory kurs akcji zleciał o 24 procent. Dziś jest na poziomie, na którym ostatni raz inwestorzy oglądali go w grudniu 2016 roku.

Licząc od początku tego roku Tesla straciła na wartości już 41 procent, a od swojego szczytu wszech czasów z września 2017 roku – 49,8 procent. Można zaokrąglić, że w ciągu ostatniego półtora roku Tesla straciła połowę swojej wartości. A spora część tej straty to kwestia ostatnich kilkunastu dni. Dodatkowo, obligacje Tesli są ostatnio rekordowo tanie. Dług spółki nominalnie wart dolara można kupić już za mniej niż 90 centów.

Takie sytuacje nie zdarzają się raczej spółkom bezpiecznym i wiarygodnym. Co się stało z Teslą?

W ubiegłym tygodniu Elon Musk napisał do pracowników mejla, który oczywiście dość szybko trafił do szerokiej publiczności. Szef Tesli wyjaśnia w nim, że musi zwiększyć w spółce cięcie kosztów, ponieważ kasa, która została zebrana na początku maja wystarczy spółce ledwie na dziesięć miesięcy, jeśli Tesla nadal będzie „przepalać” gotówkę w takim tempie jak ostatnio. Zapewnił też, że będzie tego cięcia osobiście pilnować.

Analityk Itay Michaeli z Citibanku, który przygląda się spółce napisał swoim klientom, że treść mejla podważa oficjalnie publikowane przez Teslę prognozy, a konsekwencje mogą być bardzo poważne, bo w efekcie spółka może stracić zaufanie inwestorów.

Generalnie cała historia Tesli na giełdzie w ostatnich latach to kwestia zmieniających się przekonań inwestorów, którzy muszą obstawić jeden z dwóch scenariuszy. Chodzi o to, co stanie się najpierw: czy Tesla zacznie zarabiać na bieżącej działalności, czy skończy jej się gotówka? Jeszcze jakieś dwa lata temu przyjmowano za pewnik, że aby Tesla odniosła pełen sukces, musi tylko rozbudować swoje moce produkcyjne, tak aby z fabryk wyjeżdżało codziennie więcej nowych aut, po które ustawiały się długie kolejki.

Mówiąc inaczej: problem był widoczny tylko po stronie niewystarczającej podaży. Potem Tesli udało się usprawnić produkcję i nawet spółka raz pokazała zysk. Ale okazało się, że było to jednorazowe osiągnięcie, a model biznesowy spółki nadal nie działa, tak jak powinien. Tesla nadal wydaje na inwestycje więcej, niż zarabia na sprzedaży, to się nie zmieniło, ale za to nieco zmieniły się powody do zmartwień.

Inwestorzy niepokoją się nie tylko o podaż, ale i o popyt.

Amerykański bank Morgan Stanley twierdzi wprost, że rynek hybryd i samochodów elektrycznych zmienił się na tyle, że Tesla może nie być w stanie sprzedawać znacząco więcej niż teraz, pojawili się bowiem na tym rynku groźni konkurenci. Najlepszym sposobem na to, aby Tesla szła do przodu w stronę zysków, jest agresywne wejście na rynek chiński. I tu w paradę Elonowi Muskowi wchodzi Donald Trump i jego wojna handlowa.

Tesla to wprawdzie nie Huawei, ale napięcie na linii Waszyngton – Pekin robi się ostatnio tak duże, że nie wiadomo do końca, jak potoczą się dalsze losy na przykład budowanej pod Szanghajem fabryki Tesli i czy na przykład Chińczycy w ramach kroków odwetowych wobec USA firmy Muska stamtąd nie wyrzucą. Nie ma na ten temat oczywiście żadnych informacji, ale na razie wystarczy, że nie da się już tego z pewnością wykluczyć.

Ale nawet bez takich drastycznych decyzji politycznych Tesla może mieć problem ze zwiększaniem sprzedaży w Chinach, bo tak się składa, że generalnie sprzedaż samochodów spada tam już od blisko roku. Takie są uroki spowolnienia gospodarczego wywołanego wspomnianą już wojną handlową.

Inwestorzy nie wiedzą, jak i gdzie Musk zamierza sprzedać, tak jak oficjalnie zapowiadał, do 400 tysięcy nowych Tesli w tym roku. Zwłaszcza że w pierwszym kwartale sprzedał ich tylko nieco ponad 60 tysięcy, osiągając przy tym ponad 700 milionów dolarów straty netto.

Można by liczyć na to, że Tesla będzie sukcesywnie zwiększać sprzedaż na tych rynkach, gdzie jest już świetnie znana, bazując na swojej renomie i wysokiej jakości. Ale nawet z tym są coraz większe problemy.

Renomowana organizacja konsumencka Consumer Reports kilka dni temu oznajmiła, że najnowsze aktualizacje oprogramowania autopilota w Tesli działają źle. A Jake Fisher, jeden z dyrektorów w tej organizacji w wywiadzie dla CNBC starał się wyrażać delikatnie, ale de facto strasznie zjechał autopilota Tesli, opisując dokładnie, na co naraża się kierowca, która go włączy w wersji bez dodatkowego potwierdzania  proponowanych manewrów (przy potwierdzaniu to już tak jakby nie jest faktyczny AUTOpilot).

Mamy też co jakiś czas doniesienia o wypadkach albo o tym, że np. Tesla nie widzi ciężarówek. 

Kiedy miesiąc temu Musk zachęcał inwestorów do kupowania nowych akcji i obligacji w ofercie na rynku pierwotnym, opowiadał im głównie o autopilocie i o tym, że to jest prawdziwa przyszłość Tesli, dzięki której spółka w przyszłości będzie warta 500 miliardów dolarów (dziś jest warta 34 mld). Elon Musk ostatnio sporo też opowiada o usługach robotaxi opartych o jego autonomiczne Tesle, robi też inne intelektualne wycieczki w przyszłość. Ale wygląda na to, że dalekosiężne plany przestały na rynku finansowym robić wrażenie. A niektórych nawet nieco drażnią.

Dan Ives z firmy Wedbush powiedział w Bloomberg TV, że Musk i jego ludzie zamiast zajmować się projektami science-fiction powinni w stu procentach skupić się teraz na zwiększaniu sprzedaży tego, co już mają, czyli głównie Modelu 3 (trzeci najlepiej sprzedający się samochód w Kalifornii), a także na upraszczaniu swojej struktury wydatków i modelu biznesowego.

Najwyraźniej rynek już nie daje się łapać na dobrze brzmiące historie o wynalazkach, które dadzą firmie ogromne zyski, tyle tylko, że jeszcze nie wiadomo kiedy. Niewykluczone zresztą, że na taką zmianę nastawienia wobec Tesli duży wpływ miał niedawny fatalny debiut giełdowy drugiej znanej spółki specjalizującej się w opowiadaniu historii z przyszłości, czyli Ubera.

Kiedy więc dziś patrzymy na Teslę, to widzimy spółkę która:

  • – ciągle sprzedaje zbyt mało samochodów
  • – ma coraz większy problem wizerunkowy związany z bezpieczeństwem produktu
  • – ma nowy, też duży problem w postaci ryzyka politycznego na rynku chińskim
  • – ma problem z wiarygodnością, w związku z nowymi planami poważnych cięć kosztów
  • – ma problem z nastawieniem inwestorów, którzy po debiucie Ubera odkochali się w spółkach niegdyś bardzo modnych, ale nie przynoszących zysków

Efekt jest taki, że w zapowiadane przez spółkę osiągnięcie progu rentowności w drugiej połowie tego roku już nikt nie wierzy. Dlatego Tesla jest dzisiaj warta o ponad 40 procent mniej niż na początku roku.