Amerykanie zbudują nam atomówkę. Polski rząd podpisał historyczną umowę z USA

Historyczna umowa, kamień milowy – to pierwsze, polityczne reakcje na zawarcie polsko-amerykańskiej umowy rządowej dotyczącej rozwoju Programu Polskiej Energetyki Jądrowej oraz cywilnego przemysłu jądrowego w naszym kraju.

Chociaż częściej na zamiennik węgla w polskim miksie energetycznym wskazywany był gaz ziemny (wbrew polityce Brukseli, która już wcześniej wszystkie paliwa kopalne wrzuciła do jednego wora) albo rosnące w siłę nad Wisłą farmy wiatrowe, to znowu na sam przód tego wyścigu wysforował się atom. Wszystko za sprawą właśnie co podpisanej umowy z Amerykanami. Kolejnej dotyczącej energii jądrowej, która jednak wyznacza konkretny horyzont czasowy. Zgodnie z podpisanymi zapisami pierwszy reaktor jądrowy mógłby zacząć dawać energię w Polsce już w 2033 r.

Polski atom w dwóch elektrowniach jądrowych

Zaktualizowany Program Polskiej Energetyki Jądrowej (pierwsza jego wersja powstała już w 2014 r.) zakłada, że pierwszy blok jądrowy w Polsce zacząłby prace w 2033 r. Docelowo chodzi o dwie elektrownie jądrowe, wybudowane w odstępie sześciu lat. Już za rok Polska ma wybrać najlepszą dla siebie technologie.

W 2022 r. z kolei ma zapaść decyzja o wyborze lokalizacji dla pierwszej elektrowni. To też czas na podpisanie umów z dostawcą technologii i głównym wykonawcą. Wszystko ma się sprowadzać do rozpoczęcia prac budowlanych w 2026 r. Na 2032 r. zaplanowano budowę drugiej elektrowni jądrowej, która miałaby być oddana do użytku w 2039 r.

Technologia warta 18 mld dolarów

Jak informuje Reuters, porozumienie z Amerykanami dotyczące nabycia technologii jądrowej może być warte nawet 18 mld dol. Cały program ma być wart znacznie więcej, bo ok. 40 mld dol. Dla Amerykanów gra jest jednak warta świeczki. Bo faktycznie, mogą dzięki tym inwestycją wrócić na atomowy świecznik. Liczy się coś jeszcze, a może przede wszystkim. Nie od dzisiaj wszak Europa Środkowo-Wschodnia zamieniła się na arenę, gdzie głównym trofeum pozostają energetyczne wpływy. 

Sporo w tym zakresie robią Rosjanie i Amerykanie pod wodzą Donalda Trump nie chcą im łatwo oddawać kolejnych pól. Stąd przyspieszenie atomowych rozmów z Polakami, ale nie tylko z nami. Przecież w tym miesiącu USA zawarły wstępne porozumienie z Rumunią, dotyczące budowy za 8 mld dol. dwóch rektorów na rzece Dunaj. Tym samym Rumuni odpuścili sobie dalsze rozmowy na ten temat z Chińczykami, z którymi dogadywali się w sprawie elektrowni atomowych od sześciu lat. 

Elektrownia jądrowa w Polsce z reaktorami PWR

W ostatnim czasie nie brakowało doniesień o najnowszych technologiach jądrowych, nad którymi chętnie pochylają się Polacy. Rok temu kontrolowany przez Michała Sołowowa koncern chemiczny Synthos podpisał porozumienie z GE Hitachi Nuclear Energy (GEH) w sprawie współpracy przy ewentualnej budowie mini reaktora jądrowego typu BWRX-300. Elektrownia miała się składać z małych reaktorów modułowych SMR. Wiadomo już, że na poziomie rządowym nie skorzystamy z tej technologii.

Program Polskiej Energetyki Jądrowej po zmianach zakłada bowiem, że budowę 6-9 GW mocy zainstalowanej, co mają zagwarantować „duże, sprawdzone reaktory PWR”. Bo to konstrukcja oparta na powszechnie znanej technologii. „Wczesne ograniczenie wyboru technologii do tej grupy znacznie uprości i skróci te procesy oraz obniży koszty. Tego typu rozwiązanie zastosowano m.in. w Czechach dla projektu budowy nowych bloków w EJ Temelin oraz dla najnowszego projektu bloku nr 5 w EJ Dukovany” – czytamy w PPEJ.

Umowa z Amerykanami na wiele lat

Kamień milowy, historyczna umowa – taka jest reakcja amerykańskiej ambasady w naszym kraju jak też Departamentu Energii USA. Obie strony porozumienia zobligowały się w ciągu półtora roku przygotować raport, który wskaże amerykańskie projekty technologiczne razem ze strukturą finansowania. To ma być punkt startowy, dzięki czemu Stany Zjednoczone wrócą „do nuklearnego biznesu”, a polska gospodarka wejdzie na właściwie tory. 

„Polska widzi tą strategiczną współpracę w szerszym kontekście: geopolitycznego bezpieczeństwa, długoterminowego wzrostu gospodarczego, technologicznego postępu oraz rozwoju nowego sektora przemysłu” – przekonuje sygnatariusz umowy z USA Piotr Naimski, pełnomocnik rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej. 

Trudno więc dziwić się opinii polskiego ambasadora w USA Piotra Wilczka, dla którego „to partnerstwo stanowi strategiczny wybór na sto następnych lat”. 

Lokalizacja? Są nadmorscy faworyci

Gdzie mogą powstać pierwsze polskie elektrownie jądrowe? Tutaj na razie nie ma żadnych niespodzianek. Zgodnie z PPEJ najatrakcyjniejszymi lokalizacjami są te nadmorskie: Żarnowiec oraz Lubiatowo-Kopalino. Dotyczy to mieszkańców takich gmin jak Choczewo, Gniewino i Krokowa. Istotne jest to, że tamtejsza ludność nie ma większych problemów z atomowymi planami. Przeprowadzony w marcu 2019 r. sondaż wskazał, że w poszczególnych gminach odsetek zwolenników budowy w tym miejscu elektrowni jądrowej wahał się od 66 do 73 proc.

Innym pomysłem jest wykorzystanie w tym celu terenów zajmowanych obecnie przez elektrownie w Bełchatowie i Pątnowie. Nie dość, że na miejscu jest rozwinięta sieć przesyłowa i transportowa, to w dodatku taka jądrowa inwestycja mogłaby uratować wiele miejsc pracy pozostałych po wygaszeniu eksploatacji obecnych elektrowni. PPEJ wspomina jeszcze o takich możliwych lokalizacjach jak m.in. Chełmno, Dębogóra, Kozienice, Krzymów, Lisowo, Nowe Miasto, Tczew, Wiechowo czy Wyszków. 

Biorąc pod uwagę stan zaawansowania prac oraz inne uwarunkowania, miejsce budowy pierwszej elektrowni jądrowej zostanie wybrane spośród lokalizacji nadmorskich

– konkludują autorzy PPEJ.