Czeski film z lokalizacją polskiej elektrowni jądrowej. W rządzie nie mogą się dogadać

Coraz trudniej o spójny przekaz rządu ws. polskiego atomu. Jeszcze w kwietniu usłyszeliśmy, że w grze są już tylko dwie nadmorskie lokalizację. Z ostatnich słów premiera wynika jednak coś zgoła odmiennego, a pełnomocnik rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej mówi jeszcze coś innego. Pewne jest za to, że powstaje nowa spółka Skarbu Państwa: Polskie Elektrownie Jądrowe.

Pątnów, Bełchatów oraz okolice Żarnowca – takie są obecnie rozpatrywane lokalizację na potrzeby pierwszej elektrowni jądrowej w Polsce. Tak stwierdził ostatnio premier Mateusz Morawiecki, który jednocześnie szybko zaznaczył, że ostatecznej decyzji jeszcze nie ma. 

Pewne warunki muszą zostać spełnione, żeby taka decyzja została podjęta

– tłumaczy szef rządu.

Ale pełnomocnik rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej Piotr Naimski, w trakcie konferencji Nafta–Gaz-Chemia 2021, znowu mówi o Lubiatowie i Żarnowcu. O Bełchatowie i Pątnowie nie wspomina ani słowem. Wcześniej przedstawiciele Ministerstwa Klimatu i Środowiska informowali, że decydująca w tej kwestii będzie raport Oceny Oddziaływania na Środowisko (OOŚ), nad którym prace powinny zakończyć się pod koniec 2021 r.

Elektrownia jądrowa: rządowy bałagan z lokalizacją

Nie do końca jednak wiadomo, czy deklarację resortu klimatu i środowiska ciągle można brać na poważnie. Na początku kwietnia wiceminister klimatu i środowiska Piotr Dziadzio stwierdził, że rząd pod uwagę bierze już tylko dwie lokalizację, jeżeli chodzi o pierwszą elektrownię jądrową w Polsce. Obie są na Wybrzeżu Gdańskim: sołectwo Lubiatowo-Kopalino oraz Żarnowiec w powiecie puckim. Z wyścigu do polskiego atomu tym samym miały odpaść Bełchatów i Elektrownia Pątnów w okolicach Konina. 

Bizblog.pl poleca

Raptem dwa miesiące później premier Mateusz Morawiecki powiedział coś zgoła odmiennego. Okazuje się, że teraz rząd rozpatruje trzy lokalizacje. Cały czas w grze jest Żarnowiec. Ale Lubiatowo-Kopalino już nie. Znowu za to zrobiło się miejsce dla Pątnowa i Bełchatowa, które musiały ponownie wrócić do rządowych łask. Tak przynajmniej wynika ze słów premiera. Ale o tym, że mogły one być wyliczone wyłącznie na potrzeby lokalnej polityki – świadczy z kolei ostatnia wypowiedź Piotra Naimskiego, który ponownie mówi, że brane są pod uwagę wyłącznie nadmorskie lokalizacje.

Powstaje nowa spółka: Polskie Elektrownie Jądrowe

Tak naprawdę nie chodzi o powołanie do życia nowej spółki tylko o przerejestrowanie już istniejącej. W ten sposób – wykupiona wcześniej przez Skarb Państwa – spółka PGE EJ1 przemieni się w nowy podmiot: spółkę Polskie Elektrownie Jądrowe. To właśnie ona ma zarządzać wszystkimi sześcioma reaktorami atomowymi (o łącznej mocy 6-9 GW), co w latach 40. XXI wieku ma zabezpieczać do 25 proc. polskiego zapotrzebowania energetycznego. Zdaniem Naimskiego energetyka jądrowa to dla węglowej Polski jedyna alternatywa. Jeżeli z niej nie skorzystamy, to będziemy skazani na uzależnienie od importu energii. 

Chociaż rząd jeszcze nie dokonał ostatecznego wyboru, to wszystko wskazuje, że to Amerykanie będą budować polskie elektrownie jądrowe. Piotr Naimski przypomina, że zgodnie z zwartym wcześniej porozumieniem, Amerykanie swoją ofertę mają przedstawić w przyszłym roku. Przygotowanie propozycji technicznej przez firmę Westinghouse Electric Company ma kosztować ok. 10 mln dol. Nie jest wykluczone, że koniec końców ten podmiot obejmie także 49 proc. udziałów w powoływanych właśnie do życia Polskich Elektrowniach Jądrowych.

Budowa ma ruszyć za pięć lat

Czasu na ostateczne rozważania jest coraz mniej. Polityka Energetyczna Polski do 2040 r. wszak zakłada, że budowa pierwszej elektrowni jądrowej w Polsce ruszy już w 2026 r. i zakończy się w 2033 r. Wtedy już w naszym kraju ma w pełni funkcjonować blok jądrowy o mocy 1-1,6 GW. W sumie, w odstępstwie kolejnych 2-3 lat, powstać ma sześć takich bloków. Zdaniem ekspertów klimatycznych na realizację tego planu nie ma jednak żadnych szans. Np. Joanna Flisowska, kierującej zespołem klimat i energia w Greenpeace Polska, utrzymuje, że PEP 2040 już w momencie swojego debiutu był dokumentem nieadekwatnym.

W wypełnienie tego atomowego harmonogramu do 2033 r. nie wierzy też m.in. Beata Maciejewska, członek sejmowej Komisji ds. Energii, Klimatu i Aktywów Państwowych. Przypomina, że „tylko w latach 2010-2018 powołana do rozwoju energetyki jądrowe w Polsce spółka PGE EJ1 pochłonęła blisko pół miliarda złotych” i na razie nie ma z tego żadnych efektów. Podaje też przykład Finlandii, która musiała cztery razy przekładać swój termin oddania do użytku elektrowni jądrowej. 

Jedno jest dla mnie pewne: obecny harmonogram budowy elektrowni jest nierealny

– komentuje Maciejewska.