Efekt Tesli. Robotnicy boją się dziś silnika elektrycznego jak kiedyś maszyny parowej

Elona Muska można wielbić albo nienawidzić, ale jednego nie można mu odebrać — stworzony przez niego motoryzacyjny startup wywołał rewolucję technologiczną w przemyśle samochodowym, jakiej nie było od wynalezienia linii produkcyjnej ponad 100 lat temu. Tak, z pewnością mamy do czynienia z nową rewolucją przemysłową, skoro starego porządku bronią współcześni luddyści.

Chevrolet Bolt to nie Tesla — nie jest cool. (fot. GM)

Ekscentryczny miliarder, który dorobił się na systemie płatności internetowych, nie wiedział, że nie da się stworzyć samochodu elektrycznego, który może konkurować z rozwijanymi od XIX wieku tradycyjnymi autami, więc go zbudował.

Bizblog.pl poleca:

Okazało się, że taki samochód potrafi być szybszy niż porsche, cichszy niż mercedes, bezpieczniejszy niż volvo, a zakręty pokonywać lepiej niż BMW.

O sukcesie Tesli zadecydowały w sumie dwie rzeczy — kilkusetkilometrowy zasięg, który wreszcie umożliwił normalne użytkowanie samochodu elektrycznego oraz to, że dzieła Elona Muska stały się… cool.

Być jak Tesla

Szefowie tradycyjnych producentów samochodów, zapatrzeni w historię i przekonani o technologicznej potędze swych firm, byli kompletnie nieprzygotowani na pojawienie się jakiegoś subsydiowanego pieniędzmi amerykańskiego podatnika startupu z Kalifornii. To tłumaczy, dlaczego przygotowanie odpowiedzi na Model S zajęło im 7 lat.

O tym, jak bardzo role się odwróciły, niech świadczy choćby to, że dziś to Elon Musk bierze w obronę i dodaje otuchy prezesowi Volkswagena, któremu prokuratura zarzuciła świadomy udział w dieselgate i działanie na szkodę akcjonariuszy koncernu.

Biznesmen docenił to, że Herbert Diess robi więcej niż inni wielcy producenci, by zwrócić się w stronę elektryczności. Plany Volkswagena faktycznie są ambitne, ale czy takie modele jak ID.3 będą na tyle cool, by powtórzyć sukces Modelu 3 i zagrozić jego firmie? Elon Musk chyba wie, że nie.

Dysponujące śmiesznym na tle modeli Tesli zasięgiem pudełkowate BMW i3 nie odniosło sukcesu rynkowego, zmuszając prestiżowego bawarskiego producenta do upychania tego modelu, gdzie się tylko da. W sprzedaży pojawiły się już elektryki Jaguara, Mercedesa i Audi, ale trzęsienia ziemi na rynku także jakoś nie widać.

Czy Tesla-beaterem okaże się Porsche Taycan? Jeśli kosztuje 650 tys. zł za najtańszą wersję, może być ciężko. Cennik Modelu 3 zaczyna się od około 200 tys. zł, a Modelu S od 380 tys. zł.

Zbić termometr, zatrzymać zegar

Zaraz, ale o co chodziło z tą maszyną parową w tytule i luddystami w leadzie? Już tłumaczę. Gdy na początku XIX wieku Wielką Brytanię ogarniała rewolucja przemysłowa, wielu robotników ogarnął lęk przed tym, że bezpowrotnie stracą pracę na rzecz maszyn. Członkowie ruchu określanego mianem luddyzmu pomysł mieli prosty, ale z góry skazany na porażkę — siłą zatrzymać postęp technologiczny.

Dzisiaj pomysł niszczenia maszyn dla zachowania tradycyjnych miejsc pracy może wydawać się śmieszny, ale idee luddystów są nadal żywe, czego najnowszym przejawem jest ostry spór pomiędzy spółką General Motors a związkowcami.

Jak pisze „The Wall Street Journal”, konflikt dotyczy nie tylko podwyżek, udziału w zyskach firmy czy zagwarantowania świadczeń socjalnych. Teraz do tych tradycyjnych żądań związkowców doszły całkiem nowe postulaty — powstrzymania przejścia GM na technologię napędów elektrycznych.

Związkowcy wskazują, że do zbudowania samochodu elektrycznego potrzeba o około 30 proc. pracowników mniej, bo jego układ napędowy jest bez porównania prostszy i złożony z mniejszej liczby komponentów niż w przypadku typowego samochodu spalinowego.

3 miliony etatów do wycięcia

Nawiasem mówiąc, jak pisze „WSJ„, gdy Porsche przymierzało się do wprowadzenia wspomnianego elektrycznego modelu Taycan, szefowie związków zawodowych przekonali szeregowych związkowców, by dobrowolnie zrezygnowali z części swoich rocznych premii. Miało to zachęcić kierownictwo koncernu do rozpoczęcia produkcji w macierzystym zakładzie w Stuttgarcie, zamiast dla oszczędności za granicą.

Według banku Morgan Stanley upowszechnienie samochodu elektrycznego na całym świecie będzie oznaczało utratę 3 milionów miejsc pracy w globalnym przemyśle samochodowym.

Co na to wszystko Elon Musk? Pewnie przygląda się z zaciekawieniem efektom rewolucji, którą wywołał, ale teraz na głowie ma coś jeszcze ciekawszego — podbój Kosmosu.