Efekt 500+ wyparował. Spokojnie, rząd przedłuży kwarantannę i znów będą powody do dumy

Program 500+ oficjalnie okazał się niewypałem, Polaków rodzi się dzisiaj tyle samo, co przed jego rozpoczęciem. Wydawać by się mogło, że krytycy wreszcie będą mieli powody do radości. Ale bez nerwów. Z pomocą Mateuszowi Morawieckiemu przychodzi epidemia. Za rok rząd będzie mógł odtrąbić kolejny sukces.

Efekt 500+ malał z roku na rok, aż w końcu całkiem wyparował. W marcu tego roku urodziło się najmniej dzieci od grudnia 2015 r. Na świat przyszło zaledwie 27 tys. nowych obywateli i obywatelek. To prawie o 2 tys. mniej niż rok temu.

Bizblog.pl poleca

Koniec mitu efektu 500+

Ekonomista Rafał Mundry zauważył, że dzietność Polek spadła do poziomu sprzed wprowadzenia programu 500+. Tak, tego samego, który miał uratować nasz kraj przed zapaścią demograficzną i sprawić, że Polacy zaczną baraszkować równie chętnie co w Burkina Faso i innych krajach Afryki.

Nie wyszło. Kilka miesięcy temu rząd sam w zawoalowany sposób przyznał zresztą, że w politykę demograficzną zwyczajnie nie umie. Po kilku latach wypłacania świadczeń powołał nową pełnomocniczkę, każąc jej…  przygotować strategię demograficzną.

Od tego czasu jesteśmy o 5 miesięcy mądrzejsi i biedniejsi o następne miliardy. Łącznie na cały program poszło ich już dokładnie 103. Kwota symboliczna. Tym bardziej że plany związane z 500+ spaliły na panewce także, gdy weźmiemy pod uwagę sumę kroczącą urodzin za ostatnie 12 miesięcy

To 372,2 tys. dzieci. W kwietniu 2016, kiedy wprowadzono 500+ było to 372,8 tys.

– pisze Mundry.

Jasne, można oczywiście argumentować, że wyże demograficzne rządzą się swoimi prawami. W ostatnich latach statystyki nakręcało nam pokolenie końcówki lat 80., które, przekraczając „trzydziestkę”, uznało, że warto pomyśleć o dzieciach.

Bonus wynikający z wyżu demograficznego musiał się jednak kiedyś skończyć. Politycy PiS, którzy jeszcze w ubiegłym roku odważnie zapowiadali, że nie zejdziemy poniżej 380-400 tys. urodzeń rocznie, chyba o tym zapomnieli. W ten sposób przekonaliśmy się, że polska demografia, mimo wszelkich zaklęć i starań, to wciąż coraz słabsze refleksy boomu z początku lat 80.

Rząd oczywiście się do tego fiaska nie przyzna. Zbyt dużo obietnic, szumu i emocji poszło już w ten projekt. Musiałby zresztą zmierzyć się z pytaniem – jak zabrać teraz ludziom coś, co miał dawać im przez długie lata?

Jeszcze będzie się czym pochwalić

Będzie więc inaczej. Rząd nabierze teraz wody w usta i powstrzyma się od wszelkich komentarzy. W czasie epidemii i tak nikt nie ma głowy do śledzenia i przejmowania się takimi drobnostkami jak demografia i jej przyszły wpływ na sytuację finansową ZUS. Sam Zakład może przecież przy utrzymaniu obecnych restrykcji paść na twarz już w najbliższym czasie, a co dopiero mówić o dziesiątkach lat.

W temacie 500+ premier Morawiecki odezwie się najwcześniej za rok. Dlaczego akurat wtedy? Wytłumaczę wam to na przykładzie pand. Te skądinąd sympatyczne zwierzątka łączy z Polakami jedno. Za cholerę nie chcą się rozmnażać. Aż dotąd. Specjaliści z zoo w Hongkongu odkryli, że po zamknięciu obiektu dwie pandy, które od 10 lat bezskutecznie próbowano namówić do spółkowania, zaczęły się ze sobą zabawiać. Ot tak. Bez żadnych zachęt, ale też presji i wścibskich oczu odwiedzających.

Źródło: GUS

Idę o zakład, że z naszymi rodakami będzie tak samo. Pandemia pozamykała nas w ciasnych mieszkaniach. Część z nas pracuje teraz zdalnie, a część została wyrzucona z roboty, więc nawet nie musi udawać, że jest czymś zajęta. Szef stojący za plecami już nas nie stresuje. Z nudów obdzwoniliśmy dawno niewidzianych znajomych, posprzątaliśmy mieszkania i uporządkowaliśmy profile na Instagramie.

Teraz kończymy już przerabiać całą filmotekę Netfliksa, potem zabierzemy się za HBO GO i chwycimy za kilka książek, by po przekartkowaniu wstępu upewnić się, że brak czasu nie jest powodem, przez który ich nie czytamy.

I nie pozostanie nam już nic innego, zaczniemy rozmnażać się jak króliki. Jeśli nie z miłości, to z nudów.

Obstawiam, że na początku przyszłego roku zobaczymy na sejmowej mównicy premiera Morawieckiego, oceniającego po raz wtóry efekty 500+. Oj, będzie miał co świętować. No, chyba że zamiast dzieci, sypną nam się rozwody.