Najsłynniejsi frankowicze wracają do TSUE, bo bank próbuje ich zastraszyć. Do gry wkracza Rzecznik Finansowy

Dziubakowie, których wygrana w TSUE w 2019 r. rozpoczęła falę pozwów przeciwko bankom w sprawach kredytów frankowych, wcale nie zakończyli wojennej ścieżki. W lutym Raiffeisen Bank pozwał ich o gigantyczną kasę tytułem wynagrodzenia za korzystanie z kapitału, a teraz w ich obronie staje Rzecznik Finansowy, wypychając ich sprawę ponownie do TSUE. Czy to się kiedyś skończy?

W przypadku klientów Raiffeisena chyba nigdy, bo bank nie jest skłonny do podejmowania ugód z frankowiczami. Państwo Dziubakowie mają być przykładem dla innych, żeby za bardzo nie fikali.

Bizblog.pl poleca

Ich historia w skrócie wygląda tak: małżeństwo Dziubaków w 2008 r. zaciągnęło kredyt we frankach o wartości 400 tys. zł. W październiku 2019 r. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej stanął po ich stronie, odpowiadając na pytania prejudycjalne, a dzięki temu 3 stycznia 2020 r. Sąd Okręgowy w Warszawie unieważnił ich umowę.

To było wielkie zwycięstwo frankowiczów, które zachęciło pozostałych kredytobiorców, by wejść na wojenną ścieżkę, pozywając swój bank.

Raiffeisen jednak nie odpuszcza i w styczniu 2021 r. pozwał Dziubaków o 790 995,07 zł – prawie dwa razy tyle, co pożyczyli. Za co?

A no właśnie! Już w lutym pisałam, że Rzecznik Praw Obywatelskich, Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów i Rzecznik Finansowy są przekonani, że bankom w takiej sytuacji nie przysługuje wynagrodzenie za bezumowne korzystanie z kapitału. Ale Raiffeisen próbuje sprytnie to ominąć i wcale nie domaga się wynagrodzenia, ale zwrotu kosztów związanych z przekazaniem Dziubakom pieniędzy. Policzył sobie, że te 790 tys. zł to kwota, o jaką bank zubożał, pożyczając Dziubakom pieniądze dodatkowo powiększona o inflację oraz koszty, jakie musiał ponieść.

Na razie Sąd Okręgowy w Warszawie, gdzie został złożony pozew o 790 tys. zł, oddalił wniosek banku o zabezpieczenie roszczenia. To znaczy, że jego zdaniem bank nie uprawdopodobnił roszczenia wobec Dziubaków.

Do akcji wkracza Rzecznik Finansowy

Rzecznik Finansowy właśnie poinformował, że po tym, jak przystąpił do sprawy, właśnie zwrócił się do Sądu Okręgowego w Warszawie, który zajmuje się pozwem Raiffeisena, by ten skierował kolejne już pytanie prejudycjalne do TSUE – tym razem dotyczące wynagrodzenia za korzystanie z kapitału. Nikt nie ma bowiem wątpliwości, że to, co Raiffeisen nazywa zwrotem kosztów, jest de facto właśnie wynagrodzeniem.

Stałoby to w rażącej sprzeczności z celem Dyrektywy 93/13, całkowicie niwecząc jej ochronny charakter dla konsumenta oraz odstraszający skutek względem przedsiębiorcy, stosującego niedozwolone postanowienia umowne w relacji z  klientem, będącym konsumentem

– pisze Mariusz Golecki, Rzecznik Finansowy.

Zdaniem Rzecznika Finansowego skutkiem ewentualnego uwzględnienia takiego żądania przez sąd byłoby wytworzenie sytuacji prawnej i ekonomicznej, w której przedsiębiorca stosujący niedozwolone postanowienia umowne nie tylko nie odniósłby negatywnych skutków związanych z ich stosowaniem, ale uzyskałby nawet większą korzyść niż z wykonania umowy zawierającej postanowienia niedozwolone.

– pisze urząd.

A nie o to przecież chodzi, żeby bank ukarany przez sąd rozwiązaniem umowy za to, że stosował w niej niedozwolone zapisy, zarobił tyle, ile od początku chciał, ale żeby jednak trochę pocierpiał za karę.

I niby właściwie wszystkie instytucje nadzorujące rynek się co do tego zgadzają, ale Sąd Najwyższy ostatnio uniknął odpowiedzi na pytanie o wynagrodzenie za korzystanie z kapitału i tym samym pozwolił bankom na strasznie kredytobiorców olbrzymimi pozwami, jak w tym przypadku. Bo że to straszenie na pokaz, wątpliwości nie ma nikt.

Niech bank zapłaci mi wynagrodzenie za to, że pożyczyłem od niego pieniądze

Raiffeisen to nie pierwszy ani jedyny bank, którzy domaga się od frankowiczów wynagrodzenia na bezumowne korzystanie z kapitału. I choć Sąd Najwyższy tej sprawy nie rozstrzygnął jednoznacznie, a dotychczasowe stanowisko TSUE nie wyklucza możliwości dochodzenia przez banki wynagrodzenia za korzystanie z kapitału, to jednak zdarzają się w Polsce wyroki sądów, które nie mają wątpliwości, co z tym zrobić. 

W styczniu Sąd Okręgowy w Katowicach oddalił roszczenie banku o opłatę za kapitał, a jak wynika z uzasadnienia wyroku, do którego dotarła „Rzeczpospolita”, sąd wskazał na ratio legis słynnej unijnej dyrektywy 93/13 dotyczącej ochrony konsumentów. Chodzi o to, że prawo powinno mieć zniechęcający wpływ na przedsiębiorców, by odwodzić ich od stosowania niedozwolonych zapisów w umowach. Wyrok musi jednak bank zaboleć.

Ciekawe w kwestii domagania się wynagrodzenia za korzystanie z kapitału mamy ostatnio nawet do czynienia z pewnym happeningiem, bowiem Arkadiusz Szczęśniak, szef stowarzyszenia Stop Bankowemu Bezprawiu walczącego w interesie frankowiczów sam pozwał bank o takowe wynagrodzenie.

Chcę, żeby sądy miały możliwość spojrzeć na tę kwestię ze strony konsumenta

– wyjaśniał niedawno Szczęśniak.

I argumentował, że przecież bank też obracał jego pieniędzmi bez żadnej umowy, kiedy jako kredytobiorca spłacał co miesiąc raty. Wielu kredytobiorców wpłaciło w ten sposób bankom zawyżone raty, a bank w tym czasie mógł zarabiać na tym kapitale.

I o ile w pierwszej chwili wydaje się to absurdem, to jednak Szczęśniak, przynajmniej logicznie, ma wiele racji. W kwestii frankowiczów już nic nie powinno nas zdziwić.