Nowa dyrektywa UE. Jeśli nie dostaniesz dziesięć tysi za miesiąc pracy, to firma zapłaci milion kary

Dwa lata po przegłosowaniu w Parlamencie Europejskim 30 lipca weszła w życie dyrektywa o delegowaniu pracowników. Dla tysięcy Polaków, którzy zatrudnieni przez rodzime firmy, pracują za granicą, oznacza to wyrównanie stawek na przykład do o wiele wyższych niemieckich, ale dla ich firm spore problemy.

Dyrektywa o delegowaniu pracowników uderzy mocno w polskie firmy. Pracodawcy z naszego kraju delegują najwięcej pracowników w Europie. Z danych ZUS wynika, że w 2019 r. za granicą pracowało 646 tys. Polaków.

Najważniejszy zasada, którą wprowadza dyrektywa o delegowaniu pracowników, zakłada, że firmy, które wysyłają pracowników do pracy w innych państwach UE, muszą wypłacać swoim pracownikom wynagrodzenia według zasad, które tam obowiązują.

Unijne prawo ogranicza czas pobytu pracowników za granicą do dwunastu miesięcy. Można go przedłużyć o pół roku na podstawie tzw. uzasadnionej notyfikacji. W tym celu przedsiębiorca musi poprosić władze państwa przyjmującego o zgodę. Ale to akurat najmniejszy problem.

Dyrektywa o delegowaniu pracowników. 10 tys. zł brutto za pracę na budowie

Pracodawcy, którzy będą chcieli przedłużyć, jeszcze bardziej odczują niekorzystne zmiany, ponieważ w takiej sytuacji firmy muszą dostosować wszystkie warunki zatrudnienia do lokalnych przepisów. A nie chodzi w tym wypadku jedynie o wymiar urlopu czy rozliczanie nadgodzin, ale także objęcie pracowników układami zbiorowymi i to zawieranymi na każdym poziomie: regionalnym, sektorowym czy nawet na poziomie firm.

Bizblog.pl poleca

Efekt jest taki, że polskie firmy, które wysyłają opiekunki do pracy w Niemczech, będą musiały zapłacić minimum 11,35 euro za godzinę, miesięcznie 1816 euro, czyli równowartość ponad 8000 zł. Na budowie niewykwalifikowany robotnik dostanie najmniej 12,20 za godzinę i 1959 euro miesięcznie (ponad 8600 zł brutto), a wykwalifikowany odpowiednio 15,05 i 2480 euro tudzież prawie 11000 zł.

Dla przypomnienia, w Polsce minimalna stawka godzinowa to obecnie 17 zł, a płaca minimalna 2600 zł brutto.

Milion kary i kraty za kombinowanie

Think tank Inicjatywa Mobilności Pracy alarmuje, że kraje Europy Zachodniej nie ułatwiają życia polskim pracodawcom. Uzyskanie informacji o obowiązkowych składnikach wynagrodzenia i wymaganych warunkach zatrudnienia może być trudne, bo zapisy dyrektywy o delegowaniu pracowników są nieprecyzyjne, a wiele krajów wdrożyło ją w ostatniej chwili.

W efekcie w takich krajach jak Francja, Niemcy, Belgia czy Austria polskich usługodawców mogą czekać wysokie kary. Za niedostosowanie się albo niewywiązanie z nowych obowiązków grożą wysokie kary. W polskiej wersji ustawy, czyli dla firm, które delegują pracowników do naszego kraju, maksymalna stawka to 30 tys. zł, ale w Niemczech już 300 tys. euro, czyli 1,32 mln zł!

Na dodatek za kombinowanie z pracownikami delegowanymi u naszych zachodnich sąsiadów można podpaść pod przestępstwo karne i wylądować w więzieniu.

Kierowcy za półtora roku

W internecie aż huczy, że najbardziej po kieszeni dostaną firmy transportowe, ale to nieprawda, bo nowe przepisy obejmą ich dopiero za półtora roku. W preambule dyrektywy czytamy:

Z uwagi na wysoce mobilny charakter pracy w międzynarodowym transporcie drogowym wdrożenie niniejszej dyrektywy w tym sektorze budzi szczególne wątpliwości i trudności prawne, które mają zostać rozwiązane w przepisach szczegółowych dotyczących transportu drogowego, w ramach pakietu o mobilności, wzmacniających również zwalczanie oszustw i nadużyć.

Szczegóły delegowania pracowników transportu szczegółowo ureguluje Pakiet mobilności, który został przegłosowany w Parlamencie Europejskim 8 lipca i lada dzień ukaże się w Dzienniku Urzędowym UE.

Część przepisów regulująca zasady delegowania kierowców i naliczania im płac minimalnych za pracę za granicą wejdzie dokładnie 18 miesięcy od opublikowania Pakietu mobilności.

Według ekspertów z powodu jej nieprecyzyjnych zapisów ustalenie, do których konkretnie nowych przepisów prawa pracy należy się stosować, może być trudne. Firmom grożą w efekcie wysokie kary.

Nowe prawo w trakcie prac legislacyjnych było krytykowane m.in. za to, że dzieli kraje unijne na bogate centrum i biedniejsze peryferia. Kraje takie jak Francja, Belgia czy Austria pod hasłem równej płacy za tę samą pracę w tym samym miejscu lobbowały za rozwiązaniami zwiększającymi koszty pracy firm z biedniejszej części UE i ograniczającymi czas świadczenia usług.