Nadciąga drugi lockdown. Duża część polskich przedsiębiorców nie wytrzyma tego uderzenia

Obolali po pierwszym uderzeniu, jakim było zamrożenie gospodarki w marcu, ledwo zdołali stanąć na nogi, by od razu otrzymać kolejny cios. Rząd szykuje drugi lockdown. Wielu firm może tego nie wytrzymać.

To już koniec, zamykam interes. W trakcie lockdownu ratowałem restaurację wszystkimi oszczędnościami, powtórka to dla mnie zbyt wiele

– przyznaje Marek, jeden z warszawskich restauratorów

Takich przedsiębiorców jak on jest więcej. Na grupach związanych z gastronomią mnożą się ogłoszenia dotyczące odstąpienia wynajmu lokali. Branża gastronomiczna jest jedną z tych, które najszybciej czują skutki wzrostu liczby zakażeń. Pierwszą reakcją rządu było ograniczenie godzin ich funkcjonowania, później przyszedł zakaz działalności stacjonarnej. Dzisiaj restauracje zdane na pomoc pośredników balansują na krawędzi.

Bizblog.pl poleca

Restauratorzy w tarapatach

Z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i BIK wynika, że porównaniu z początkiem roku zadłużenie branży gastronomicznej wzrosło o 48 mln zł – do niemal 700 mln zł. I będzie rosło nadal, bo okres wakacyjnego poluzowania obostrzeń okazał się tylko chwilowym wytchnieniem.

Niestety rosnąca liczba zachorowań, wynikające z tego obostrzenia, ale i większa dbałość konsumentów o własne zdrowie, ponownie wpędziły branżę w kłopoty

– tłumaczy Sławomir Grzelczak, prezes zarządu BIG InfoMonitor

Restauratorów nie przekonuje też program pomocowy zaprezentowany przez premiera Morawieckiego. Lokale gastronomiczne mogą liczyć na zwolnienia w opłacaniu składek ZUS i postojowe dla pracowników. Warunkiem jest jednak wykazanie strat względem ubiegłego roku. Co z właścicielami, którzy działalności rozpoczęli tuż przed marcowym lockdownem? O tym rozporządzenie milczy.

Maciej Żakowski z ORZO rysuje w rozmowie z money.pl ponurą prognozę – drugi lockdown restauracje zdołają wytrzymać maksymalnie do świąt Bożego Narodzenia. Później czeka nas fala bankructw. Być może jeszcze większa niż ta, z którą mieliśmy do czynienia w ostatnich miesiącach. Bisnode Polska szacuje, że do końca roku pandemia może wymieść z rynku 10 proc. firm gastronomicznych.

Siłownie: 80 proc. branży ledwo dyszy

Poważnie wygląda również sytuacja w branży fitness. W trakcie pierwszego zamknięcia klienci sieci siłowni CityFit otrzymywali SMS-y z prośbą o kontynuowanie opłacania abonamentu. Okres, w którym opłacali składki bez możliwości pojawienia się na siłowni, miał im zostać później dodany po złożeniu wypowiedzenia umowy.

CityFit przetrzymało pierwszą fazę epidemii. Teraz klienci dostali wyłącznie informację o zawieszeniu pobierania składek. Na LinkedInie pojawiają się ogłoszenia wrzucane przez pracowników sieci, którzy szukają nowej pracy. Zapytaliśmy biuro prasowe CityFit o kondycję finansową i ewentualne plany zamknięcia części siłowni. Do momentu publikacji  nie otrzymaliśmy jednak odpowiedzi.

Karnety zawieszone zostały także w konkurencyjnym Zdrofit. Obie sieci na pytania zadawane przez użytkowników na fanpage’ach odpowiadają lakonicznie: zapraszamy do indywidualnego kontaktu.

Duże sieci i tak są w relatywnie dobrej sytuacji. Badania Bisnode Polska przeprowadzone dla BIG Infomonitor pokazują, że tylko 1 proc. klubów i siłowni znajduje się w dobrej kondycji finansowej. Kolejne 14 proc. określa swoją sytuacją finansową jako „dobrą”. Dalej możemy spodziewać się pogromu. Dwa na trzy klubu fitness twierdzą, że ich kondycja jest „raczej słaba”, a co piąty twierdzi, że jest już bardzo źle.

W rozmowie z Bizblog.pl Tomasz Napiórkowski, prezes Polskiej Federacji Fitness podkreśla, że utrzymanie klubu to wydatek średnio 100 tys. zł miesięcznie bez kosztów pracowniczych.

Pierwszy lockdown przedsiębiorcy przeżyli dzięki zgromadzonym wcześniej oszczędnościom. To nie tarcza ich uratowała, tak samo jak nie uratuje ich tym razem

– uzupełnia.

Tak samo jak gastronomii, rząd zaoferował branży fitness zwolnienie ze składek ZUS za listopad, postojowe i 5 tys. zł pożyczki. W świetle powyższych kosztów, to kropla w morzu potrzeb, wskazuje prezes Polskiej Federacji Fitness

W Niemczech przedsiębiorcy dostaną w listopadzie od państwa pomoc w wysokości 75 proc. obrotów za zeszły rok. Polski rząd obiecuje tymczasem 5 tys. zł pożyczki. Gdy zaczynaliśmy lockdown, należało się zastanowić, czy państwa stać na taki ruch

– mówi Napiórkowski.

Czy zaskórniaki siłowni wystarczą do końca roku? Napiórkowski wskazuje, że czasu jest nawet mniej, kluby fitness mają de facto 1,5 miesiąca, by zarobić na koszty do końca roku. Druga część grudnia to dla siłowni martwy okres. Kluby będą zaciskać pasa i próbować przetrwać do stycznia.

Nie wiemy, jak przywita nas nowy rok. Pełną odpowiedź na pytanie ile klubów fitness zdoła przeżyć lockdown poznamy w II kwartale przyszłego roku

– prognozuje.

Kwarantanna uziemi polskie firmy

Czy sytuacja przedsiębiorców w trakcie drugiego lockdownu będzie trudniejsza? Na pewno będą inne problemy

– zastanawia się w rozmowie z Bizblog.pl Aleksander Łaszek, główny ekonomista FOR.

Łaszek wskazuje, że przy poprzednim zamrożeniu gospodarki strzałem w kolano okazało się zamknięcie granic, które dotknęło bardzo wiele branż. Teraz tego problemu raczej nie będzie. W czasie, gdy Europa przeżywa potężny kryzys, finanse polskich przedsiębiorców częściowo będzie ratował popyt z Chin i pozostałych państw Azji.

Coraz bardziej dotkliwy może się natomiast okazać brak rąk do pracy. 29 października Ministerstwo Zdrowia podało, że kwarantanną objętych jest już 490 tys. osób. To potężna armia pracowników. Część z nich w wyniku przymusowego uziemienia nie stawi się w fabrykach, kuchniach czy za ladami hotelowych portierni .

Duże koncerny potrafią się częściowo bronić. Volkswagen zainwestował kilka milionów złotych w badania dla swoich pracowników. To jednak luksus, z którego mogą korzystać tylko najwięksi. Pozostałym pozostaje nadzieja, że ich szeregi nie zostaną przetrzebione przez pandemię. W trakcie pierwszego lockdownu Maciej Herman, dyrektor zarządzający Lotte Wedel przyznał, że wykrycie zakażenia u choćby jednej osoby może wiązać się z całkowitym wstrzymaniem produkcji.

Gdy na wiosnę zrobiliśmy badania w ramach Centrum Monitoringu Sytuacji Gospodarczej tylko kilka branż zgłaszała problemy z brakiem pracowników. Teraz firmy odczują Covid-19 zdecydowanie mocniej

– nie ma wątpliwości ekonomista FOR.

Rząd szykuje drugi lockdown

Dodatkowe obostrzenia i, być może, pakiet ratunkowy, dla polskich firm poznamy w trakcie konferencji rządu w piątek po południu. Dzień wcześniej premier Morawiecki zapewniał: „Nie chcemy zamykać gospodarki tak długo jak to będzie możliwe”.

Rosnąca liczba zakażeń, która przebiła już psychologiczną barierę 20 tys. dziennie, sprawia jednak, że kolejne ograniczenia wydają się tylko kwestią czasu. Naukowcy z Uniwersytetu Warszawskiego przewidują, że szczyt drugiej fali przypadnie na koniec listopada, a w styczniu liczba zakażeń wciąż utrzymywać się będzie na poziomie 10 tys. dziennie. Pytanie, czy budżet udźwignie kolejną tarczę antykryzysową, która miesiącami będzie podtrzymywać przy życiu polskie firmy?

Mam wrażenie, że zbyt dużo uwagi poświęcamy programom pomocowym. To jednorazowe koszty, w tym roku wydamy na nie 6-10 proc. PKB., a w kolejnych latach zapłacimy tylko od odsetki. Tymczasem po cichutku wchodzi w życie piątka Morawieckiego, wzrost wydatków na zdrowie i armię.

A to już trwałe pozycje

– wskazuje Aleksander Łaszek.

Trwałe wydatki wpisane do budżetu w 2020 r. blokują na sztywno 2-3 proc. PKB. Nowe podatki nie dadzą rady ich zasypać. CIT od spółek komandytowych przyniesie ok. 2 mld zł, podatek od cukru następne 3-4 mld zł. Tymczasem sama 14 emerytura wiąże się z wysupłaniem z budżetu państwa około 14 mld.

Poduszka finansowa w finansach państwa jest mniejsza niż przy pierwszym lockdownie

– dodaje ekspert.

Jedno jest jednak pewne. Rząd nauczony doświadczeniem powinien tym razem precyzyjniej kierować pieniądze do potrzebujących.

Część pieniędzy trafiła nie tam, gdzie powinna. Było to widoczne w automatycznych zwolnieniach z ZUS , z których korzystali na przykład informatycy. Podobnie było z mikropożyczkami do 5 tys. zł

– uważa Łaszek.

FOR proponował by punktem odniesienia były przychody z całego roku. Na początku roku wszyscy przedsiębiorcy mogli dostać pożyczki, a umorzenia dotyczyłyby tych, którzy na koniec roku wykazaliby straty związane z pandemią. Teraz na wdrożenie tego pomysłu jest już za późno. Co nie oznacza, że pomocy dla przedsiębiorców nie można skierować po prostu lepiej.