Polaku, szykuj się, na: powrót maseczek, drugi lockdown, falę bankructw, galopujące bezrobocie…

Dziwne to wszystko jak jasna cholera albo inny koronawirus. Sporo rodaków straszy nas rakiem mózgu wywołanym przez sieć 5G, ale jednocześnie wielu z nich ma w nosie wszystkie zalecenia wprowadzone w związku z COVID-19. Jak tak dalej pójdzie, to całe to odmrażanie, niektórych wpędzi do grobu, a tych, co przeżyją, srogo łupnie po kieszeni.

Najpierw rzecznik resortu zdrowia przypominał Polakom o noszeniu w sklepach maseczek, a potem minister Szumowski, apelował, do kasjerów, by nie obsługiwali klientów bez osłoniętej twarzy. Problem jest już jednak szerszy, ponieważ nie dotyczy tylko sklepów, ale właściwie już całej tzw. przestrzeni publicznej.

Hel, długi weekend po Bożym Ciele, zakręcona kolejka do fokarium. Część chętnych, widząc kłębiący się tłum, macha ręka i odchodzi. Dwa metry odstępu? Ludzie wiszą sobie na plecach. Do restauracji kolejki jak przed trzynastą przed monopolowym w PRL-u, nikt nie trzyma dystansu. Przewrażliwieni, którzy ośmielają się zwrócić uwagę, żeby ktoś się odsunął, w najlepszym razie są zbywani śmiechem, ale są i tacy, co potrafią pojechać grubszym tekstem. Na plaży jako pierwsze przełamują lody dzieciaki, potem w ich ślady idą dorośli, na pod koniec dnia wszyscy zbratani idą do pobliskiej tawerny na smażoną rybkę…

Maseczki, głupcy!

Widzimy, że nasza strategia była właściwa. Szybki lockdown i w ślad za tym dość szybkie otwieranie działów gospodarki. Mamy targetowane programy dla poszczególnych branż po to, żeby w miejsce malejącego popytu wchodziły inwestycje

– powiedział na czwartkowej konferencji premier Mateusz Morawiecki.

Ale patrząc na to, jak się zachowują Polacy, uważam, że to całe otwieranie, przynajmniej pod pewnymi względami, nastąpiło trochę za szybko. Przynajmniej jeśli chodzi o psychologię. Wielu rodaków doszło do wniosku, że skoro maseczki nie trzeba już nosić na ulicy, to zagrożenie minęło i nic już nam nie grozi. A przecież wcale nie minęło.

Dyrektor WHO w Europie Henri Kluge poinformował w czwartek, że po raz pierwszy od kilku miesięcy na Starym Kontynencie doszło do wzrostu liczby infekcji.

Codziennie w Europie wykrywa się teraz blisko 20 tysięcy zakażeń i dochodzi do ponad 700 zgonów. W ciągu ostatnich dwóch tygodni łączna liczba wykrytych zakażeń zwiększyła się w 30 krajach Europy, a przyspieszona transmisja w jedenastu krajach doprowadziła do znaczącego odrodzenia się koronawirusa

– wylicza Kluge.

Ekspert WHO alarmuje, że jeśli wirus znowu wymknie się spod kontroli, to sytuacja w europejskich szpitalach może niebawem przypominać tę z początku epidemii we Włoszech i Hiszpanii.

W USA wzbiera fala zachorowań

Z koronawirusem naprawdę nie ma żartów. Zobaczcie, co się dzieje w USA albo Brazylii, gdzie w ciągu doby diagnozuje się 40 tys., najwięcej obecnie na świecie. Łączny bilans pandemii w tym kraju to 1,14 mln stwierdzonych zakażeń i ponad 52,6 tys. zgonów.

Z każdym dniem coraz poważniejsza staje się sytuacja w Stanach Zjednoczonych. Liczba nowych przypadków wróciła tam do poziomu z kwietnia. W środę wykryto ponad 38 tys. zachorowań i był to drugi najwyższy wynik od momentu wybuchu epidemii. W stanach, gdzie sytuacja jest najpoważniejsza (Teksas, Floryda, Kalifornia), liczba infekcji wykrytych w ciągu jednego dnia przekracza 5 tys. W niektórych szpitalach zaczyna brakować miejsc.

Bizblog.pl poleca

Kumulacja złych informacji zza oceanu

Przez kilka dni rynki konsekwentnie ignorowały napływające zza oceanu informacje na temat rosnącej liczby nowych zakażeń. W końcu w środę inwestorom puściły nerwy, zwłaszcza że peak zachorowań zbiegł się w czasie z zapowiedziami wprowadzenia ceł na towary z Europy i wciąż niejasną sytuację w stosunkach handlowych z Chinami.

S&P500, najważniejszy indeks nowojorskiej giełdy, zamknął środę 2,6 proc. poniżej kreski, najgorzej od dwóch tygodni. W czwartek też zaświecił się na czerwono, a kilka minut po 16. polskiego czasu dynamicznie zjechał poniżej 3030 pkt. Dokładnie wtedy Robert Kaplan z Fed na wirtualnym panelu Bretton Woods stwierdził, że PKB USA w II kwartale spadnie o 35-40 proc.

Wykres trzydniowy S&P500. Źródło: Stooq.pl

Czy te informacje na dobre podetną skrzydła inwestorom? Prawdopodobnie sytuacja stanie się tak samo nieprzewidywalna, jak w szczycie lockdownu, i tak jak wtedy okresy wzrostów będą przetykane nieoczekiwanymi spadkami i odwrotnie, w zależności od tego, jak poszczególne kraje będą sobie radzić z koronawirusem.

Szumowski: powtórki z lockdownu nie będzie. Akurat!

Na początku tygodnia alarm podniósł koreański odpowiednik sanepidu, podając, że zmaga z drugą falą epidemii.

Początkowo spodziewaliśmy się, że druga fala pojawi się jesienią. Nasze prognozy okazały się błędne. Uważamy, że dopóki ludzie mają ze sobą bliskie kontakty, wciąż będzie dochodziło do infekcji

– uważa Dzeong Eun Kiong, szefowa Koreańskich Centrów Kontroli Chorób (KCDC) .

I teraz uwaga: w kraju tym odnotowano w poniedziałek 17 nowych przypadków zakażeń. Tego samego dnia w Polsce wykryto 296 nowych przypadków koronawirusa.

Nie dziwię się, że w poniedziałek minister zdrowia zapowiedział przywrócenie obowiązku zasłaniania twarzy nie tylko w budynkach, ale i na ulicy.

W formule, jaką mieliśmy, maski powrócą, jeśli będziemy mieli drugą falę epidemii. To rzecz, którą można łatwo wprowadzić

– zapowiedział Łukasz Szumowski.

Jednocześnie minister wykluczył wprowadzenie drugiego lockdownu, mimo że zakażeń może być więcej niż obecnie.

A co się stanie, jeśli się spóźnimy?

I tak mi tylko przemknęło przez głowę: a co, jeśli trzeba będzie go wprowadzić i zrobimy to za późno? Nieoczekiwanie odpowiedział mi na to pytanie Marek Rogalski, analityk walutowy Domu Maklerskiego BOŚ:

Żaden z zachodnich polityków nie mówi otwarcie o ryzyku przywrócenia obostrzeń na wzór tych, które miały miejsce wiosną, chociaż to najbardziej skuteczna forma duszenia nowych ognisk zakażeń w zarodku (…). Czym to się skończy? Trudno ocenić. (…) Obawiam się, że obostrzenia powrócą, ale zbyt późno, przez co okres kwarantanny będzie dłuższy i bardziej dotkliwy dla gospodarki…

Rozważcie więc dobrze, czy opłaca się teraz paradować bez maseczki. Bo na tarczę 5.0 polskiemu rządowi już nie wystarczy, a to oznacza: falę bankructw i galopujące bezrobocie.