Drogie paliwa i energia bolą? I bardzo dobrze! Niech jeszcze długo króluje drożyzna

Z cenami energii jest jak ze stopami procentowymi – mają być wysokie, żeby ludzi zabolało i zaczęli w końcu oszczędzać. Jak zaboli wystarczająco, w ciągu 2-3 lat moglibyśmy mniejszych zużycie paliw kopalnych tak, że wcale nie musielibyśmy panicznie biegać po świecie, szukając, jak zastąpić dostawy z Rosji. I zrobilibyśmy milowy krok w transformacji energetycznej. Tylko że rząd nam w tym przeszkadza, sypiąc pieniądze na lewo i prawo, również bogatym.

Przerażają was rachunki za prąd i gaz? I bardzo dobrze! Dzięki temu w końcu zaczynamy robić to, co powinniśmy już dawno – oszczędzać energię. Szkoda, że dopiero perspektywa horrendalnych cen z jednej strony i uzależnienia od agresora, który bez mrugnięcia okiem morduje ludzi w Ukrainie z drugiej strony – tak na nas zadziałała. Ale lepiej późno niż wcale.

Przy czym obstawiam, że to jednak wysokie ceny, siejąc spustoszenie w naszych portfelach, działają bardziej niż współczuje sąsiadom i lęk przed tym, co jeszcze Putin ma w głowie.

Za 2-3 lata będziemy bezpieczni dzięki drożyźnie

Fakty są takie, że w pierwszym półroczu dostawy prądu w Polsce były niemal takie same jak w analogicznym okresie rok wcześniej, choć gospodarka zwiększyła się o 7 proc. Z gazem jest jeszcze lepiej: krajowe dostawy gazu były o 30 proc. niższe niż rok temu, a Gaz-System szacuje, że na koniec roku ostatecznie będziemy mogli pochwalić się spadkiem o 10 proc. – pisze właśnie na łamach „Pulsu Biznesu” główny ekonomista Ignacy Morawski.

Ale to dopiero początek dobrych wieści, bo Morawski wylicza, że wystarczyłyby 2-3 lata, aby Europa zupełnie uniezależniła się od importu paliw kopalnych z Rosji właśnie dzięki temu, że z powodu ich wysokich cen zużywamy ich mniej. Rozumiecie? 2-3 lata i na zawsze jesteśmy uwolnieni od perspektywy szantażu Putina albo jakiegokolwiek innego zbrodniarza, który go kiedyś może zastąpić.

Główny ekonomista powołuje się przy tym na badania, według których wzrost cen gazu czy prądu o 100 proc. może w krótkim okresie zmniejszyć popyt na nie o 5-15 proc., a w dłuższym okresie już o 20-30 proc.

Najbliższy rok lub dwa lata mogą być dla europejskiej gospodarki trudne, ale istnieje duża szansa, że z tego kryzysu gospodarka wyjdzie wzmocniona, a nie osłabiona – pisze Ignacy Morawski.

A trzeba zdać sobie sprawę z tego, że nie o uniezależnienie się od Rosji tu chodzi jedynie. Stawka jest znacznie wyższa – uratowanie się przed usmażeniem na planecie Ziemia. Morawski bardzo słusznie zauważa, że szok cenowy to jedyny mechanizm, który jest w stanie zmusić ludzi do odwrotu od paliw kopalnych i przyspieszyć transformację energetyczną. 

Bizblog.pl poleca

A więc: niech będzie drogo! Bardzo drogo! Tylko tak uratujemy się przed samymi sobą.

Zobaczcie, jak tę lekcję odrabiają właśnie Amerykanie, którzy są największym konsumentem paliw na świecie. Obecnie za galon benzyny płacą 3,99 dol., jak informuje American Automobile Association, a za nim Business Insider. W przeliczeniu na litry i polskie złote – to 4,86 zł za litr. Dla Polaków to marzenie, dla Amerykanów drożyzna. I choć było jeszcze gorzej w czerwcu, kiedy galon kosztował już nawet 5 dol., to obecnie ciągle jest o jedną czwartą drożej niż rok temu.

I ta drożyzna skłania ich w końcu do oszczędzania. Jak pisze aaa.com, Amerykanie zmieniają swoje nawyki jazdy, a zapotrzebowanie na benzynę w USA spadło tydzień do tygodnia z 9,25 mln baryłek dziennie do 8,54 mln z 9,25 mln. Nic wam to nie mówi, wiem, ale to po prostu oznacza, że zapotrzebowanie jest zbliżone do końcówki lipca 2020 r., kiedy obowiązywały ograniczenia COVID-19 i Amerykanie zmuszeni byli do ograniczenia podróżowania.

Biednych rzucić na pożarcie lwom?

Ale przecież ubóstwo energetyczne… Nie można dopuścić do tego, żeby ludzie zamarzli zimą, bo nie stać ich na ogrzanie domu. No nie można. Dlatego rządy państw powinny wspomagać tych najsłabszych. Ale tylko ich. Reszta powinna zostać rzucona na pożarcie prawom rynku, a im mniej rządy będą manipulować cenami, tym szybciej obecny kryzys energetyczny wyjdzie nam wszystkim na dobre.

Tylko że w tym miejscu idee zderzają się brutalnie z polityką, bo politycy chcą kupować głosy jak najszerzej grupy obywateli nie tylko tych najsłabszych. A przynajmniej nie chcą się narazić na masowy gniew. Rozdają więc pieniądze na prawo i lewo, psując to, co rynek i historia mogłyby pięknie naprawić.

Ile tych pieniędzy rozdaje nam polski rząd, żeby osłodzić energetyczną drożyznę?

Z wyliczeń Ministerstwa Finansów, do jakich dotarła 300Gospodarka wynika, że:

  • dodatek osłonowy (od 400 zł dla jednoosobowego gospodarstwa domowego do 1150 zł dla rodziny minimum z sześcioosobowej) kosztuje nas 4,7 mld zł;
  • zamrożenie taryf gazu dla odbiorców indywidualnych i instytucji użyteczności publicznej – 9,4 mld zł;
  • dodatek węglowy, czyli 3 tys. zł dla każdego, kto ogrzewa swój dom węglem – 11,5 mld zł.

A przecież te kwoty jeszcze wzrosną, bo ministerstwo klimatu pracuje właśnie nad rozszerzeniem pomocy na inne źródła ciepła: gaz LPG, pellet, czy drewno.

Boże, jak my wszystko właśnie strasznie psujemy!

Spójrzcie jeszcze z innej strony. Prestiżowy brukselski think-tank niedawno policzył, ile poszczególne kraje UE wydają na złagodzenie skutków kryzysu energetycznego w przeliczeniu na wielkość ich gospodarki, o czym szerzej pisał w Bizblog Michał Tabaka.

W skrócie: Grecja wydaje najwięcej – aż 3,7 proc. PKB. Najmniej Dania – 0,1 proc. PKB. Dlaczego tak mało? Bo postawiła jedynie na transfery dla najuboższych – zimą 320 tys. gospodarstw domowych otrzymało czek cieplny na 800 euro, a teraz Duńczycy dopłacają do wymiany indywidualnych systemów ogrzewania gazem. Kto robi to lepiej – Grecy czy Duńczycy?

Zdecydowanie Duńczycy. Biedni powinni otrzymać pomoc, reszta powinna odczuć wysokie ceny mocno, żeby zmienić swoje energetyczne przyzwyczajenia.

Gdzie na tej skali jest Polska? Według wyliczeń Bruegela my wydaliśmy od września 2021 r. do lica 2022 r. na ochronę gospodarstw domowych i firm przed kryzysem energetycznym 1,3 proc. PKB, czyli 7,6 mld euro.

Moim zdaniem za dużo, szczególnie że te wyliczenia nie uwzględniają jeszcze dodatku węglowego. Rząd zasypuje nas pieniędzmi, żebyśmy jak najmniej odczuli szok energetyczny i tym samym robi Polsce wielką krzywdę.