Aż miło popatrzeć na to, co złoty wyprawia z dolarem, nie? To módlcie się, by za chwilę PLN nie poszedł na dno

Od kilku dni złoty sukcesywnie się umacnia do amerykańskiej waluty. Można nawet odnieść wrażenie, że apetyt na PLN z każdym dniem rośnie. Groźba eskalacji konfliktu USA-Chiny ani widmo drugiej fali zachorowań na COVID-19 nie robi na nikim wrażenia. Boję się, że do czasu.

Dolar wyraźnie oklapł. Na rajdzie, który przeprowadziło w ostatnich dniach euro (+1,04 proc.), korzystają teraz inne europejskie waluty, w tym nasza.

Kurs USD/PLN. Źródło: Stooq.pl

O ósmej rano we wtorek euro kosztowało 4,44, dolar 3,94, frank 4,16,a funt 4,91 zł. Około 18. sytuacja wyglądała niemal identycznie poza tym, że dolar był 2 gr tańszy. Ceny pozostałych walut właściwie się nie zmieniły.

Bizblog.pl poleca

Amerykańska waluta traci na wartości od początku tygodnia. W porównaniu do piątkowego wieczora potaniała o 8 gr i wszystko wskazuje, że nadal może się osłabiać.

Kurs EUR/USD. Źródło: Stooq.pl

To tylko chwilowa słabość dolara

Tomasz Gessner, analityk Exeria.com, ostrzega jednak w komentarzu dla Stooq.pl, że osłabienie dolara może być chwilowe i jeśli kupimy teraz dolary, to za niedługi czas będziemy mogli z zyskiem je sprzedać.

Analizując wykres USD/PLN wskazuje, że dolar tanio skóry nie sprzeda.

Aktualnie rynek został dociśnięty w obszar ich dolnych cieni. Biorąc pod uwagę, że w obronę rynku na tych poziomach cenowych zaangażował się już większy kapitał, co widać właśnie po zachowaniu kursu z poprzednich dwóch tygodni, z punktu widzenia analizy technicznej jest to dobre miejsce, w którym taka obrona powinna być kontynuowana

– wyjaśnia.

I dodaje, że aktualne zejście może może być niezłą opcją do zakupu dolara z dobrym stosunkiem zysku do ryzyka.

Do stracenia jest jakieś 5 groszy (…), a do zyskania przynajmniej powrót w stronę niedawnych maksimów

– komentuje.

Czeka nas powtórka z armagedonu walutowego?

Najgorsze moim zdaniem jest to, że biorąc pod uwagę szerszy kontekst perspektywy dla złotego też nie wyglądają za fajnie.

Marek Rogalski, analityk Domu Maklerskiego BOŚ, wskazuje, że nasza waluta zyskuje obecnie w efekcie pędu do otwierania ryzykownych pozycji. Na dodatek złe informacje napływające ze świata o napięciach między USA a Chinami czy wzroście zachorowań na COVID-19 za oceanem, w Niemczech i na Dalekim Wschodzie są skwapliwie pomijane przez rynek.

Zastanawiam się, czy przypadkiem nie będzie tak, że jak znowu nagle huknie, to nie będzie co zbierać i będziemy odhaczać kolejne rekordy, jakie będą bić frank, dolar i euro.

Ekspert uspokaja jednak, że zamieszanie, które obserwowaliśmy w marcu, wynikało głownie z problemów płynnościowych, okazało się, że dolarów jest na rynku za mało, ale po ostatnich ruchach FED jest ona teraz wręcz za duża. Przynajmniej tyle.

Ta świadomość działa na mnie pokrzepiająco, podobnie jak na pół miliona innych Polaków spłacających wciąż kredyty we CHF. Jest tylko jeden szkopuł, jeśli znowu dojdzie do lockdownu, jak przewidują niektórzy pesymiści, to co wtedy? Czy na pewno się uda uniknąć paniki na rynku walutowym?

Wszyscy udają, że już po epidemii. Akurat!

Marek Rogalski zastanawia się, dlaczego rynki tak lekkomyślnie ignorują sygnały o pojawiającej się drugiej fali zakażeń COVID-19

Ponieważ dostają takie, a nie inne sygnały od decydentów – żaden z zachodnich polityków nie mówi otwarcie o ryzyku przywrócenia obostrzeń na wzór tych, które miały miejsce wiosną, chociaż to jest najbardziej skuteczna forma duszenia nowych ognisk zakażeń w zarodku. Czym to się skończy? Trudno ocenić – uważa ekspert.

Jego zdaniem niektórzy pocieszają się, że mamy do czynienia z falą 1-B, a nie pełną drugą falą, ale nie za bardzo są w stanie wskazać, co miałoby teraz ograniczyć transmisję wirusa w społeczeństwie.

Obawiam się, że obostrzenia powrócą, ale zbyt późno, przez co okres kwarantanny będzie dłuższy i bardziej dotkliwy dla gospodarki. Mowa oczywiście bardziej o sytuacji w USA, chociaż Europa (w tym Niemcy) powinna też zachowywać dużą ostrożność…

– konkluduje.