Dolary są najtańsze od dwóch lat. Co się dzieje ?

Waluta Stanów Zjednoczonych traci na wartości w tempie, którego już dawno nie obserwowaliśmy. Na naszym rynku tylko we wtorek kurs spadł o ponad 3 grosze, a licząc od szczytu notowań z marca aż o 64 grosze.

W efekcie dolary w tej chwili są u nas najtańsze od września 2018 roku. Co z tego? Chociażby to, że nagle zakupy na Amazonie zrobiły się tańsze, niż oczekiwaliśmy.

Tańszy import to największy plus spadku notowań dolara. Koronawirus zdecydowanie utrudnia spędzanie wakacji w interesujących miejscach, ale gdyby go nie było, urlop w Nowym Jorku, czy też w Kalifornii nagle okazałby się łatwiejszy do sfinansowania. Mniej kosztuje sprowadzenie sobie czegokolwiek z zagranicy za dolary. W tym sensie tańszy dolar powoduje, że stajemy się trochę bogatsi.

Rośniemy też w statystykach międzynarodowych, bo w nich zwykle wszystko jest przeliczane na dolary. Nasze PKB w danych Międzynarodowego Funduszu Walutowego, czy Banku Światowego teraz wygląda bardziej okazale, bo jest przeliczane na USD po lepszym dla nas kursie.

Bizblog.pl poleca

Mniej kosztuje też obsługa zobowiązań w dolarach. Akurat Polska i polskie firmy mają długi zagraniczne znacznie częściej w euro niż w dolarach. Ale ci nieliczni z kredytami dolarowymi mają teraz zdecydowanie łatwiej. Swoją drogą euro (4,37 zł) i frank szwajcarski (4,06 zł) też w ostatnich dniach trochę tanieją. Złoty umacnia się do wszystkich walut.

Systematycznie osłabiany złoty

Ale często można usłyszeć, że silna waluta ma też swoje wady. Oficjalnie wypowiada się na ten temat w swoich komunikatach Rada Polityki Pieniężnej. Większość jej członków uważa, że mocny złoty może szkodzić polskiemu eksportowi. Jak to ujmują „może wzmacniać negatywny wpływ” silnego spadku popytu zagranicznego na dochody polskich eksporterów, a przez to źle wpływać na aktywność i poziom zatrudnienia w całej polskiej gospodarce. Nie wszyscy się z tym zgadzają. Na przykład Kamil Zubelewicz z RPP mówił ostatnio w wywiadzie dla ISB, że

„Celem gospodarowania nie jest eksport, bo to tylko środek do spłaty zadłużenia zagranicznego i zwiększania importu. Bogacimy się dzięki wymianie mniej użytecznych dóbr na te bardziej użyteczne. Polska waluta, z przyczyn wewnętrznych, jest i tak od wielu lat systematycznie osłabiana. Moim zdaniem, utrudnia to doganianie przez nas rozwiniętych państw Północy oraz niepotrzebnie zwiększa koszty obsługi zadłużenia zagranicznego.” 

Zubelewicz jednak w RPP jest w mniejszości, a Narodowy Bank Polski od początku epidemii koronawirusa wyraźnie daje do zrozumienia, że chciałby, aby złoty nieco stracił na wartości. Co ciekawe, rynek kompletnie ignoruje tego typu słowne interwencje, co sugeruje, że ostatnio NBP nie cieszy się chyba wśród inwestorów zbyt dużym poważaniem, co jest zresztą osobną ciekawą historią.

Ale są też zupełnie obiektywne, fundamentalne powody, które złotego w naturalny sposób umacniają. Przede wszystkim chodzi o nasz handel zagraniczny i rosnące coraz bardziej nadwyżki, zarówno jeśli chodzi o wymianę towarów, jak i usług. Ostatnie dane za czerwiec widać 3 mld dolarów nadwyżki naszego eksportu nad importem. Rok temu wynosiła ona tylko 227 mln USD. W ciągu ostatnich dwunastu miesięcy ta nadwyżka to ponad 8 mld dolarów.

Do tego dochodzi ponad 25 mld dolarów nadwyżki w handlu usługami (efekt ulokowania w Polsce przez firmy międzynarodowe szeregu centrów badawczych, logistycznych, rozliczeniowych, itp.). W efekcie nawet jeśli uwzględnimy to, że inwestorzy zagraniczni transferują sobie z naszego kraju zyski ze swoich firm to i tak na tak zwanym rachunku bieżącym bilansu płatniczego mamy za ostatni rok ponad 13 mld dolarów nadwyżki.

Do tego dochodzi 14 mld dolarów nadwyżki na rachunku kapitałowym, na które składają się głównie fundusze unijne płynące z Brukseli. To wszystko oznacza, że generalnie do Polski dopływa więcej pieniędzy z zewnątrz, niż z niej wypływa. Kasa ta jest w walutach obcych i jest w Polsce zamieniana na złote. Ten nieustający proces naturalnie działa wzmacniająco na złotego.

Nadwyżka handlowa to nowość

Nie zawsze tak było – nadwyżki w handlu zagranicznym zaczęły się pojawiać dopiero kilka lat temu, ale dziś wygląda na to, że to sytuacja trwała.

Do tego polska gospodarka jak dotąd przechodzi przez kryzys związany z koronawirusem dość łagodnie, a stopy procentowe pomimo, że są rekordowo niskie to i tak są wyższe niż w strefie euro, czy np. Danii, albo Szwecji. To może dodatkowo zwiększać atrakcyjność złotego w ostatnich miesiącach. Złoty w ciągu ostatniego miesiąca był drugą najsilniejszą walutą świata, ustępując pod tym względem tylko czeskiej koronie. Na trzecim miejscu w tym zestawieniu jest węgierski forint, co pokazuje, że inwestorzy na rynku walutowym generalnie ostatnio lubią Europę Środkową.

Dolar jest coraz tańszy także dlatego, że wyraźnie traci na wartości do euro. Przyjęło się uważać, że o tym, w którą stronę podąża par EUR/USD decydują oczekiwania co do przyszłych zmian stóp procentowych w euro i w USA. Jeśli rynek spodziewa się, że zaczną one rosnąć najpierw w USA, to drożeje dolar, kiedy oczekiwania takie dotyczą przede wszystkim strefy euro, to drożeje euro. Tak samo działają oczekiwania dotyczące obniżania stóp. Zwykle na wartości traci ta waluta, gdzie istnieje większe prawdopodobieństwo obniżki. Wiadomo też, że stopy idą w dół wtedy, gdy sytuacja w gospodarce jest zła, po to, aby ją poprawić. Z kolei na podwyżkę stóp można sobie pozwolić, kiedy wszystko jest okej. Czyli jest to niejako sygnał, że gospodarka ma się dobrze. Na tyle dobrze, że nawet pojawia się w niej ryzyko wzrostu inflacji.

Przez ostatnich kilka lat trend był taki, że częściej to dolar zyskiwał wobec euro, bo Stany Zjednoczone lepiej przeszły przez kryzys finansowy 12 lat temu, miały szybszy wzrost gospodarczy, a strefa euro miała problemy z wyjściem z recesji po bankructwie Grecji w 2012. W 2008 roku za euro płacono ponad 1,5 dolara, a w 2017 już tylko 1,05 dolara.

Sytuacja zmieniła się wraz z nadejściem koronawirusa. Przez ostatnie miesiące widać było, że Europa radzi sobie z tym problemem znacznie lepiej niż Stany Zjednoczone. Rynek w pewnym momencie zaczął nawet obstawiać, że w reakcji na kryzys Fed będzie musiał obniżyć stopy poniżej zera, tak jak to kilka lat temu zrobiono w strefie euro. Czyli zmiana oczekiwań zaczęła tym razem premiować euro. Na początku pandemii euro było po 1,08 dolara, teraz jest już prawie po 1,20.

Euro jest najsilniejsze względem dolara od ponad dwóch lat. Nie zmienia tego nawet wyraźny ponowny wzrost zachorowań w Europie, bo sytuacja w USA i tak nadal jest gorsza. Co więcej, Amerykanie mają poważny problem polityczny w postaci nadchodzących wyborów prezydenckich. Trwająca kampania wyborcza powoduje, że Republikanie i Demokraci od miesiąca nie są w stanie dogadać się w Kongresie w kwestii uchwalenia kolejnych tarcz antykryzysowych, których amerykańska gospodarka pilnie potrzebuje.

W Europie ku zaskoczeniu wielu obserwatorów idzie to sprawniej. W tej chwili wszystko wskazuje na to, że dolar nie odzyska sił, dopóki amerykańscy politycy nie dogadają się między sobą w sprawie ochrony gospodarki przed pandemią.