Nie można odsprzedać biletu lotniczego? Ten kraj się za to wziął, przewoźnicy w płacz

Linie lotnicze nie zostawiają pasażerom miejsca na błędy. Kupiłeś bilet i nie możesz polecieć? Twój problem, trzeba było pomyśleć przed kliknięciem. Szanse na to, że ta sytuacja się zmieni są niewielkie, bo przewoźnicy śpiewają sobie za zmianę danych na bilecie potężne pieniądze, albo w ogóle ją uniemożliwiają. W Brazylii politycy postanowili więc uregulować tę kwestię odgórnie.

Przyjęło się, że bilety lotnicze są imienne, dlatego gdy kupimy już kartonik ze swoim nazwiskiem, możemy tylko czekać na lot. PLL LOT na swojej stronie internetowej pisze tak:

Zmiana pasażera nie jest możliwa w naszych liniach lotniczych. Dokonasz korekty danych, jednakże każda taka sprawa powinna zostać skonsultowana z naszym Działem Obsługi Klienta.

Dziwne prawda? Podobną politykę prowadzi wiele tradycyjnych linii lotniczych. Pasażerowie stają się w zasadzie niewolnikami wartych nieraz tysiące złotych biletów, bo kto to widział zrezygnować z przelotu po wydaniu takiej sumy.

Ryanair: zmiana kosztuje krocie

Lowcosty podchodzą do kwestii odsprzedaży w bardziej liberalny sposób. Formalnie jest ona zabroniona, ale przewoźnicy zezwalają na zmianę danych osobowych. Część klientów omija w ten sposób zakaz, dogadując się z kupcem, a następnie, gdy ten uiści umówioną kwotę, zmieniają dane osobowe.

Bizblog.pl poleca

Ryanair pozwala na taki myk w miarę bezkarnie tylko do 48 godzin po rezerwacji. Później zaczynają się schody. Bezpłatnie może poprawić tylko literówki, ograniczone zresztą konkretnie do trzech znaków na imię.

Dalsze zmiany będą podlegały opłacie, zaczynając od 115 € za pośrednictwem samoobsługi online – pisze Ryanair.

To ponad 600 zł za bilet w jedną stronę. W większości przypadków taniej wyjdzie kupić nowy. Irlandczycy zostawiają swoim klientom dość iluzoryczny wybór sprowadzający się do tego, żeby skutecznie zniechęcić pasażera do odsprzedaży.

Brazylia postawiła się liniom lotniczym

Takie praktyki utrwaliły się na rynku i nie ma na razie widoków na to, by przewoźnicy zmienili coś sami z siebie. A gdyby ich do tego zmusić? Na taki szalony pomysł wpadli brazylijscy senatorzy. Ustawa, która wylądowała w tamtejszym parlamencie zezwoli na sprzedaż biletu innemu pasażerowi do 72 godzin przed odlotem.

Autor nowelizacji pan Mecias de Jesus wskazuje, że klienci linii lotniczych są stratni, ilekroć próbują pozbyć się biletu. Dlatego jego zdaniem trzeba zignorować wewnętrzne uchwały brazylijskiej Narodowej Agencji Lotnictwa Cywilnego (ANAC), która zabrania odsprzedaży, i wprowadzić do prawa prokonsumenckie przepisy.

Faktem jest, że dziś wygrywają tylko linie lotnicze, co podważa niezbędną równowagę, która musi istnieć w relacjach z konsumentem, aby uniknąć nadużyć. Jest to niewątpliwie jeden z powodów, dla których linie lotnicze są jednymi z głównych adresatów skarg w Procon (brazylijska instytucja zajmująca się prawami konsumentów – przyp. red.) na częsty brak poszanowania praw konsumentów – stwierdził senator.

Przewoźnikom takie ustawodawstwo będzie głęboko nie w smak, ale jeżeli przepisy zostaną przegłosowane, nie zostanie im nic innego jak pokornie dostosować się do nowych zasad gry. Brazylia nie jest zresztą na tym polu innowatorem, wcześniej podobne prawo wprowadziły inne południowoamerykańskie kraje – Chile i Peru. Można? Można.