Bierzcie, ile dajemy i siedźcie już cicho. Dieselgate w Europie to dla Volkswagena drobne kwoty

Dajemy 830 mln euro i wycofujecie pozew zbiorowy w sprawie afery z silnikami Diesla. Taką propozycję niemieckiej federacji konsumenckiej VZBV złożył właśnie Volkswagen. To ułamek kwoty, jaką niemiecki producent musiał wydać na zaspokojenie roszczeń swoich klientów w USA, gdzie sprzedał bez porównania mniej samochodów z silnikami TDI.

Oferta jest dość zaskakująca, ponieważ niemiecki gigant już we wrześniu zeszłego roku zerwał negocjacje z VZBV w sprawie zadośćuczynienia za auta ze zmanipulowanym oprogramowaniem silników TDI. Argumentował wtedy, że „samochody te są prowadzone codziennie przez setki tysięcy klientów, dlatego nie można mówić o żadnej ich szkodzie”.

Bizblog.pl poleca:

Fiasko rozmów z VZBV nie powinno nastąpić ze szkodą dla klientów

– stwierdził VW w komunikacie.

Volkswagen za zerwanie rozmów obwinił drugą stronę i nadmierne – jego zdaniem – koszty obsługi prawnej VZBV.

Producent wyjaśnił też, że każdy jego klient, który przyłączył się do akcji VZBV, jest uprawniony do zadośćuczynienia. Niestety nie wiadomo, ile ma wynieść kwota takiej wypłaty.

Warto przypomnieć, że w Stanach Zjednoczonych Volkswagen już w 2016 roku bez szemrania odkupił od swoich klientów około 350 tysięcy samochodów. Do dzisiaj te warte kiedyś około 7,5 mld dol. auta są składowane na 37 gigantycznych pustynnych cmentarzyskach. Łączne koszty afery przekroczyły już 30 mld euro.

W Stanach Zjednoczonych prawa konsumenta są na zupełnie innym poziomie niż w Niemczech czy gdziekolwiek indziej w Europie, dlatego Volkswagen po przyznaniu się do oszustwa musiał odkupić od swoich klientów większość felernych „tedeików” i wypłacić im sowite rekompensaty.

Pozew zbiorowy w Niemczech pojawił się bardzo późno, bo umożliwiły to dopiero zmiany w niemieckim prawie wprowadzone w 2018 roku. Po raz pierwszy dopuszczono możliwość składania takich pozwów przez organizacje obrony praw konsumentów, a nie tylko przez samych konsumentów.

Z takim pozwem zbiorowym Volkswagen musiał się liczyć, po tym, gdy w 2015 roku przyznał się do instalowania w milionach samochodów z silnikami diesla oprogramowania, które służyło do oszukiwania podczas badań homologacyjnych.

Podczas testów na hamowni emisja szkodliwych substancji była tak niska, że producent nawet ukuł slogan „TDI clean diesel”, mając pełną świadomość, że podczas normalnej eksploatacji silniki przekraczają normy nawet kilkudziesięciokrotnie.

Diesel był dumą i pupilem Europejczyków, jest wyrzutem sumienia. Co poszło nie tak?