Deweloperzy wycofują mieszkania ze sprzedaży. Powód? Teraz jest ZA TANIO

Deweloperzy wstrzymują sprzedaż mieszkań – ogłasza HRE Investments. Nie chodzi o to, że sprzedają mniej, bo koniunktury nie ma, klienci kredytów nie dostają, więc nie przychodzą na zakupy po własne M. Niektórzy deweloperzy wręcz wycofują część mieszkań ze swojej oferty, bo teraz nie opłaca im się sprzedawać. Cóż, chyba nikt im nie uwierzył, że Polacy kupują masowo domy w Hiszpanii zamiast kawalerki w Warszawie, więc trzeba czym prędzej ratować rodzimy rynek budowlany.

Tak, wiem, ceny mieszkań przecież jeszcze wcale nie spadły, to jakie „tanio”? Nawet jak gdzieniegdzie odrobinę spadły, a są w ostatnich miesiącach takie drobne korekty o ok. 1 proc. w niektórych miastach, to rzecz w tym, że już przestały drożeć. To już nie deweloper dyktuje warunki, już nie ma kolejek ludzi pod biurem sprzedaży. Lepiej więc poczekać, aż duży popyt wróci, kiedy tylko stopy procentowe spadną. A w optymistycznym scenariuszu mogą zacząć spadać w III/IV kwartale 2023 r.

Wtedy klientom zostanie znów odkręcony kurek z pieniędzmi i znów zaczną walić do deweloperów.

Szkoda sprzedawać

Potrzeby kupujących zaczynają się akumulować – ci, którzy w standardowych warunkach kupowaliby dziś mieszkania, nie chcą lub nie mogą tego zrobić, a ich potrzeby mieszkaniowe pozostają niezaspokojone. W efekcie rośnie nam popyt potencjalny, który wcześniej czy później zacznie się realizować

– pisze HRE Investments.

Po co więc sprzedawać, teraz kiedy można trochę poczekać – o ile można – i rzucić towar wtedy, kiedy znów zacznie się na niego ssanie? Po pierwsze, znów można będzie dyktować kupującym warunki. A po drugie, teraz przecież „szkoda sprzedawać”, wiedząc, że otrzymana ze sprzedaży gotówka będzie topniała przez inflację.

No więc ci deweloperzy, których na to stać, wycofują mieszkania ze sprzedaży lub chociaż oszczędnie zasilają ofertę swoich biur sprzedaży – twierdzą analitycy HRE. Jak ludzie wrócą i znów będą gotowi odpowiednio dużo zapłacić, zapasy znajdą się wtedy w sam raz.

Bizblog.pl poleca

Strachy na lachy

Cóż, nie jest lekko na rynku, a jakoś radzić sobie trzeba. Pamiętacie, jak kilka tygodni temu pisałam, że deweloperzy lobbowali w Senacie podczas spotkania Parlamentarnego Zespołu ds. Miast za programem pomocowym dla branży deweloperskiej? 

Już wiedzieli, że popyt im siada, więc postulowali, że trzeba zachęcić znowu bogatych Polaków, żeby kupowali więcej mieszkań na wynajem w Polsce, a teraz niepotrzebnie uciekają z kapitałem za granicę, kupując mieszkania i domy, najchętniej na południu Hiszpanii. Że to niby taka świetna alternatywa dla inwestycji w Polsce, więc czym prędzej trzeba ich zatrzymać w kraju, żeby się nie kusili hiszpańskim słońcem, wspomagający zagraniczny rynek zamiast nasz własny.

Cóż, skoro decydują się wycofywać mieszkania z oferty, bo popyt za mały, wygląda na to, że nikt ich za bardzo nie posłuchał wtedy i politycy jednak nie mają zamiaru zachęcać bogatych Polaków do inwestycji w mieszkania na wynajem w Polsce.

Ale ciekawe jest to, że portal Rynek Pierwotny zrobił w pewnym sensie fact-checking i poszperał w ofertach cen nieruchomości w Hiszpanii. Efekt? Cóż, wygląda to tak, jakby pokazał figę deweloperskim lobbystom. Bo opowieści o tym, że za cenę kawalerki w Warszawie, można kupić mały apartament nad morzem w Hiszpanii, albo i dom, bo takie kwiatki też czasem w mediach czytam, można włożyć między bajki.

Chyba trzeba robić deal z sąsiadem

Po kolei. Średnia cena metra kwadratowego w Warszawie to ok. 13,5 tys. zł. Za mieszkanie o powierzchni 50 mkw trzeba zapłacić więc 600-650 tys. zł , czyli 130-140 tys. euro – wylicza Rynek Pierwotny. Czy za tyle naprawdę da się kupić dom nad morzem na południu Hiszpanii? Bo przecież w optymistycznych powieściach o południu właśnie chodzi o apartament nad morzem, a nie o zabitą dechami wieś w szczerym polu.

Otóż tak, da się kupić taką nieruchomość, o ile do tych 130-140-tys. euro dorzucicie jeszcze drugie tyle. Może sąsiad chciałby taki dom na spółę? Niewielki dom w Andaluzji, blisko wybrzeża, ale wcale nie w jakiejś najbardziej atrakcyjnej lokalizacji to przeciętnie koszt 300 tys. euro – pisze Rynek Pierwotny na podstawie analizy ofert z serwisu Spainhouses.net. No i pamiętacie oczywiście, że to musi być za gotówkę, bo polski bank co do zasady nie da wam hipoteki na nieruchomość za granicą.

Może niektórym się pomieszało i jeszcze pamiętają te nagłówki z gazet z sprzed kilku lat, krzyczące o dramatycznie spadających cenach mieszkań w Hiszpanii czy Portugalii. Ale to było dawno, po kryzysie finansowym sprzed ponad dekady. Tymczasem od początku 2013 r. do końca 2021 r. ceny nieruchomości w Hiszpanii wzrosły o 40 proc., a w Portugalii to nawet i o 90 proc.

A więc deweloperzy, głowa do góry, Polacy masowo nie przerzucą się wcale na Półwysep Iberyjski. Grzecznie poczekają, aż wyjmiecie z piwnicy te wszystkie przykitrane teraz mieszkania.

Czytaj także: Flipperzy tną się pewnie żyletkami, wkrótce zacznie się wielka wyprzedaż