Nowy trend. Sklepy opuszczają żaluzje, a klientów przeganiają do internetu

Pandemia COVID-19 okrutnie przeorała handel detaliczny. Klienci rozbestwili się i czasami nie chce robić im się nawet kilku kroków do najbliższego sklepu. Bo i po co? Dlatego sklepy dostają porady w stylu: opuść żaluzje, zarygluj drzwi, sprzedawaj tylko przez internet. Przynajmniej w wybranych godzinach.

Hello, mamy trzecią dekadę XXI w., a ty wciąż chodzisz do Żabki na piechotę, jak jakiś neandertalczyk? Nie zdziwcie się, jeśli w ciągu kilku lat zagadnie was w ten sposób na ulicy przypadkowo napotkany znajomy. O ile w ogóle go spotkacie, bo być może będzie w tym czasie siedział w domu i zamawiał zakupy przez smartfona.

Siatki z pieczywem, jogurtami, mlekiem i passatą pomidorową przyjadą do niego z podobnego sklepu, w jakim robimy zakupy dzisiaj. Tyle że ten sklep będzie sklepem tylko z zewnątrz. W środku znaleźlibyśmy długie, wąskie alejki z półkami.

Obsługi klienta brak. Będzie kompletnie niepotrzebna, bo do środka i tak nas nie wpuszczą. Pracownicy mają tylko skompletować zamówienie online i dowieźć je pod wskazany adres. Może i dobrze, bo ich widok może okazać się nieco krępujący. W formacie proponowanym pod spodem zamieniają się, jak zażartował prowadzący, w Spider-Menów:

Zamykaj sklep i do roboty

Taki format sklepów na Zachodzie staje się coraz bardziej powszechny. Tzw. dark stores wdzierają się do centrów miast. Placówki muszą być blisko, bo model biznesowy zakłada, że zakupy będą dostarczane do klienta w ciągu 10-15 minut. W większych miastach sieci handlowe będą więc potrzebowały co najmniej kilkudziesięciu sklepów.

Bizblog.pl poleca

Gdzie powstaną? Eksperymenty toczą się od kilku lat. Sieci Stop&Shop, Bed Bath&Beyond oraz Hy-Vee pozamieniały zwykłe stacjonarne placówki w ciemne sklepy. Inne, jak w należącym do Amazona Whole Foods, budowane są czasami od zera. Pojawiają się też koncepcje, by dark store umiejscawiać na zapleczu normalnego sklepu. Mamy wtedy 2 w 1.

Startup Packaly, który chwali się, że dostarcza przesyłki od sprzedawcy do odbiorcy w godzinę, radzi w tym czasie na swoim blogu potencjalnym klientom: Nie stać cię na duże powierzchnie magazynowe?

Po prostu zamykaj swój sklep w wybranych godzinach

Dark Stores w Polsce

Polacy do grona konsumentów korzystających z dark stores dołączają stosunkowo późno. Na początku czerwca w Warszawie pojawił się Jokr. Firma szuka lokali o powierzchni 200-250 mkw., na parterze i w gęsto zaludnionych okolicach. Współzałożyciel Jokra, Piotr Lagowski odważnie zapowiada, że jego magazyny mają stać się dla nas drugimi lodówkami. Z tą różnicą, że wyjęcie z nich mleka zajmie nam kilkanaście minut dłużej i będzie wymagało przeklikania się przez kilka podstron w aplikacji.

W rozmowie z Business Insiderem Lagowski precyzuje, że jego firma chciałaby wręcz zastąpić nam panią Krysię z warzywniaka za rogiem (który znikł kilka lat temu wyparty przez duet pewnego płaza i owada). Aplikacja zapamięta nasze wybory i będzie nas informować, ilekroć do magazynu rzucą nasze ulubione awokado. Nawiasem mówiąc, takie wodzenie na pokuszenie może sprawić, że millennialsi już nigdy nie dorobią się własnych mieszkań.

Idźmy jednak dalej. Niespełna rok temu o o zamiarze uruchomienia ciemnych sklepów przez Żabkę informowały Wiadomości Handlowe. Sieć nabrała wody w usta, przyznając ogólnikowo, że pracuje nad rozwiązaniami „które wpłyną na komfort i szybkość zakupów w sklepach”. W przeciwieństwie do Jokra, detalista mógłby na starcie wesprzeć się kilkoma tysiącami placówek, zamieniając część z nich w dark stores.

Do debiutu nad Wisłą ze sklepami, do których nie wolno będzie wchodzić, przymierza się też Bolt i niemiecki startup Gorillas.

Handel w czasach pocovidowych

Z uruchomieniem takich sklepów nad Wisłą warto się pospieszyć. Dark Stores interesują się wszyscy branżowi giganci. Wyobraźnię rozpala dodatkowo przykład wspomnianego Gorillas. Niemiecka firma powstała w 2020 r., a jest już uznawana za jednorożca, co oznacza, że jej rynkowa wycena przekroczyła miliard dolarów.

Tuż obok ciemnych sklepów na naszych ulicach zagoszczą ciemne kuchnie. Według danych Euromonitora ten drugi rynek jest wyceniany na okrągły bilion dolarów. Fundusze inwestycyjne pchają w ciemnokuchenne startupy potężne pieniądze:

  • Getir – 555 mln dol
  • Flink – 240 mln dol.
  • Curb – 20 mln euro

Restauratorzy narzekają, że pandemia zmieniła nasze przyzwyczajenia. Owszem, w weekendy lokale i ogródki pękają w szwach jak za najlepszych czasów. Od poniedziałku do piątku Polacy wolą jednak zamawiać jedzenie do domu. Gdy pisałem o tym zjawisku tuż przed atakiem koronawirusa nie spodziewałem się, że ekspansja dark kitchen chwilę później znajdzie aż tak żyzną glebę do rozwoju.

To truizm, ale powrotu do normalności już nie ma. Im szybciej firmy uświadomią sobie, jak bardzo zmieniły się nasze zwyczaje w trakcie lockdownów, tym większe mają szanse, by nie zamienić się w branżowe skamieliny.