Walka ze smogiem „zbyt wymagająca”. Kraków nadal będzie truty przez okoliczne gminy

Marszałek województwa małopolskiego Witold Kozłowski wsłuchał się w głos samorządowców z okalających Kraków gmin i uznał, że rozpisane na następne lata plany walki o czyste powietrze trzeba zmienić. Bo dla wielu już teraz bój ze smogiem jest zbyt wymagający.

Fot. summa/Pixabay

Było tak: we wrześniu 2019 r. Kraków, jako pierwsze miasto w Polsce (podobnie jak małopolskie jako pierwsze województwo przyjęło uchwałę antysmogową) zakazał palić w domach paliwami stałymi, czyli węglem i drewnem. Od początku przeciwnicy tej inicjatywy podkreślali, że taka regulacja nic nie da. No, chyba że na tych samych zasadach ze smogiem zaczną postępować w okolicznych, sąsiadujących z grodem Kraka gminach. 

Bizblog.pl poleca:

Wtedy jeszcze informacje napływające z tzw. krakowskiego obwarzanka mogły dawać nadzieję. Przecież już w październiku zeszłego roku, raptem po miesiącu obowiązywania krakowskiego zakazu na paliwa stałe, samorządowcy ze Skawiny zaczęli prężnie wypinać pierś i dumnie zapowiedzieli, że do 2022 r. ze swoich domów wyrzucą wszystkie piece niespełniające norm. To dawało nadzieję, że inni sąsiedzi Krakowa też w tej mierze podejmą jakieś decyzje, co rzeczywiście będzie oznaczać coraz cięższe czasy dla małopolskiego smogu. 

Czyste powietrze? Zbyt duże wyzwanie dla „obwarzanka”

Teraz okazuje się, że Kraków w walce ze smogiem będzie jednak osamotniony. Wszystko za sprawą marszałka województwa małopolskiego, który miał uważnie wsłuchać się w argumenty samorządowców z gmin sąsiadujących z Krakowem. I teraz planuje dokonać wyraźnych korekt we wcześniej już skreślonym Planie Ochrony Powietrza. Bo obecna wersja jest „zbyt wymagająca”. 

Urzędnikom z gmin sąsiadujących z grodem Kraka i marszałkowi województwa nie podoba się m.in. zapis o konieczności powołania w tych samorządach straży gminnych, które mogłyby efektywniej sprawdzać, czym tak naprawdę palą w swoich piecach mieszkańcy i w razie konieczności nakładać mandaty za złamanie w tym zakresie przepisów.

Nie widzę uzasadnienia, żebyśmy mieli zmuszać gminy do tworzenia takich jednostek – stwierdził na antenie Radia Kraków marszałek Witold Kozłowski.

Bez jednoprocentowej, obligatoryjnej rezerwy

Marszałek województwa małopolskiego obiecał też, że osobiście dopilnuje, by z obecnej wersji POP zniknął jeszcze jeden zapis – dla przedstawicieli krakowskiego „obwarzanka” nie do przyjęcia. Chodzi o zobowiązanie gmin do przeznaczania jednego procenta z budżetu na działania na rzecz czystego powietrza. Po zmianach może i takie dalej będą – ale jak już to dobrowolne. Nikt przecież do walki ze smogiem nie będzie nikogo zmuszał.

Na pewno w Programie nie będzie – dopilnuję tego osobiście – jednoprocentowej, obligatoryjnej rezerwy. Jeśli już to fakultatywna, na zasadzie wyboru przez dany samorząd – przekonuje małopolski marszałek. 

Polski Alarm Smogowy:: albo razem albo wcale

Gminy od obligatoryjnej rezerwy budżetowej na czyste powietrze odwróciły się plecami, bo nie mają pieniędzy. Tamtejsi samorządowcy wskazują, że tylko w samej Metropolii Krakowskiej, skupiającej 14 gmin, na wymianę pieców brakuje ok. 200 mln zł. Z takim stanowiskiem nie mogą zgodzić się przedstawiciele Polskiego Alarmu Smogowego, dla których jest jasne, że walka ze smogiem bez odpowiednich nakładów finansowych nie ma żadnego sensu. 

„Nie da się poprawić jakości powietrza bez zaangażowania budżetów gminnych. Dlatego postulujemy, żeby gminy włączyły się w realizację Programu Ochrony Powietrza ze swoimi środkami. Jeśli chodzi o straże gminne, to dla nas jest niezrozumiałe, żeby gminy nie włączały się w kontrolę domowych palenisk. W 80 proc. gmin mieszkańcy nie mają dostępu do kontroli interwencyjnej” – argumentuje Andrzej Guła, jeden z liderów Polskiego Alarmu Smogowego.