Crowdfunding to już nie tylko browary, ale OZE i IT. Nowe limity przyspieszą rynek

Rynek crowdfundingu w Polsce jest młody, a co za tym idzie mały. W samym 2020 r. spółki pozyskały na nim 76,8 mln zł według wyliczeń UKNF. Nie oznacza to jednak, że nie zachodzą na nim dynamiczne zmiany. Wkrótce limit publicznych ofert bez prospektu podwoi się do 5 mln euro, a spore znaczenie może mieć również wprowadzenie Prostej Spółki Akcyjnej (PSA), jako formy działalności gospodarczej.

Właśnie o tym rozmawiam z Piotrem Łuszczkiem z Forc.ee, nowego startupu, który chce tworzyć przestrzeń do dyskusji o spółkach prowadzących emisję.

Bizblog.pl poleca

Karol Kopańko, Spider’s Web: Pandemia mocno wpłynęła na biznes – jak odbiła się na crowdfundingu?

Piotr Łuszczek, Business Development Manager w Forc.ee: Z jednej strony widać było kilka emisji spółek, które kiedyś korzystały z crowdfundingu, a potem decydując się na zmianę modelu działalności, prowadziły nawet emisję ratunkowo-inwestycyjną.

W czasie pandemii słychać było też rekomendacje przedstawicieli platform dotyczące innego konstruowania oferty akcji – przykładowo sugerowano emitentom pozyskiwanie mniejszych kwot. Pandemia zintensyfikowała też liczbę emisji, bo to właśnie w czasie pandemii padł rekord jednocześnie prowadzonych emisji na wszystkich platformach. Było widać też, że coraz częściej na finansowanie liczą dorosłe biznesy, a nie tylko startupy z pomysłem.

Czy widać zmiany pod kątem branż, w których działają firmy pozyskujące w ten sposób kapitał?

Kiedy jeszcze w 2018 r. crowdfunding kojarzył się z browarami, to teraz z tej formy korzystają producenci gier, firmy z branży OZE, czy IT. Zauważalne było też to, że wraz z pandemiczną hossą z 2020 r. rósł popyt na biznesy, które szybko pozwalały na exit na NewConnect – jednak takich spółek nie było też dużo.

Teraz działa już Navigator, który ma stanowić pomost pomiędzy crowdfundingiem, a wejściem na NewConnect.

Mało który projekt jest w stanie podbić świat z kapitałem rzędu 1 mln euro, więc to ciekawa nisza. Szczególnie dlatego, że część spółek nie znajduje się w obszarze zainteresowań VC.

Z czego biorą się te różnice w zainteresowaniach obu grup?

Obszar konsumencki (akcesoria, aplikacje fitnesowe) jest zrozumiały dla „crowdowego inwestora”. W projektach zaawansowanych technologicznie, których weryfikacja wymaga dostępu do danych, ekspertów i w ogólnie jest droga, spółka na ogół w pierwszej kolejności kieruje się do VC. Mamy więc ryzyko negatywnej selekcji – do „crowdu” trafiałyby spółki odrzucone przez VC.

Może więc odpowiedzią są wspólne inwestycje „crowdu” i VC? W końcu limit finansowania ma zostać podwyższony do 5 mln euro. Może to być duża zmiana, bo w tych granicach operują już fundusze.

Tak, ponieważ fundusze mają określone kategorie, według których wybierają spółki, w które inwestują. Często poza ich radarem znajdują się projekty hardware’owe, gry wideo czy filmy. Dla takich projektów może to być ogromna szansa na zdobycie funduszy, porównywalnych kwotowo do tych inwestowanych przez VC. Pozostaje tylko do rozwiązania kwestia zachęcenia inwestorów.

W przypadku projektów B2C jest to jednak zdecydowanie prostsze, o ile oczywiście produkt znajdzie swoją grupę docelową i obroni się biznesowo. Z perspektywy rozwoju rynku, ważne jest to, aby kapitał inwestorski był lokowany w projektach, które mają relatywnie wysoką szansę na sukces.

Oczywiście – nikt nie chce inwestować tam, gdzie szansa na sukces jest nikła. Jednak często przeprowadzenie rundy inwestycyjnej nadawało startupowi glejt bycia „zweryfikowaną spółką” – w końcu „poważny” fundusz zdecydował się na jej wsparcie. Crowdfunding nie wiązał się dotychczas z taką nobilitacją, bo proces emisji był uproszczony.

Wciąż stempel poważnego funduszu znaczy dużo więcej. Rynek crowdfundingu jest młody, a spółki z portfeli VC statystycznie częściej pozwalają inwestorowi zarobić. Nie znaczy to jednak, że udane emisje społecznościowe są bez znaczenia, a rośnie i będzie ono rosło wraz z rozwojem tego rynku.

Na razie rządzą na nim lokalni gracze: Crowdconnect, Beesfund i Crowdway. Czy nasz rynek nie jest wystarczająco atrakcyjny dla zagranicznych platform?

Rynek (podaż kapitału poszukująca projektów) jest nadal ograniczony. Rocznie wszystkie spółki nie pozyskują łącznie nawet 100 mln złotych. Nie ma jeszcze historii spektakularnych exitów czy zwrotów dla inwestorów, które rozpalałyby wyobraźnię i przyciągały kolejnych chętnych. Dlatego rozwój rynku następuje stopniowo. Wymaga samoregulacji, większej transparencji i narzędzi wsparcia dla inwestorów pozwalających z większą trafnością wybierać dobre spółki – ale potencjał ma duży. Póki co fundusze VC mają ok 20-krotnie większe znaczenie (pod względem kwot przekazywanym spółkom).

Na koniec pytanie o to, jak będzie się rozwijał rynek w przyszłości – czy crowdfunding będzie pomostem w rozwoju firm poszukujących finansowania?

Obecnie za dużo projektów ginie w zarodku przez brak lub zbyt płytkie finansowanie. Najbardziej dostępny instrument, Bridge Alfa, zapewnia 1 mln zł. Rośnie jednak rola marketingowa inwestorów. Stając się ambasadorami marki, niejako sami promują spółkę, co jest póki co zbyt rzadko wykorzystywane.