Zielone piekło pokazało się na GPW. Widzieliście już, co goście z Creepy Jar mają zamiar zrobić?

Producent gier z impetem wpadł na rynek główny GPW, nie zważając na to, że inwestorzy mają trochę dość producentów gier. I nie, nie chodzi o jakieś rewelacyjne notowania, a o niesamowite plany producenta „Green Hell”.

Creepy Jar zadebiutował w czwartek na rynku głównym jako 433. spółka i szesnasta z branży gamingowej. Kurs na otwarciu nie zmienił się i wyniósł 974 zł. Potem szybciutko skoczył do 981 zł, ale chwilę potem zanurkował, tracąc ponad 1,3 proc. Pierwsze koty za płoty.

Notowania Creepy Jar. Źródło: Stooq.pl

Warszawiacy pokazali, że jak przystało na klasyka gatunku survival nie pękają w trudnych sytuacjach. Bo przecież po wpadce CD Projektu z „Cyberpunkiem” sentyment do spółek gamingowych jest taki sobie i trzeba było odwagi, by wypłynąć na szersze wody.

WIG_GAMES – wykres miesięczny. Źródło: Stooq.pl

Producent „Green Hell” był notowany na NewConnect od sierpnia 2018 roku. Miesiąc temu Komisja Nadzoru Finansowego zatwierdziła złożony przez Creepy Jar prospekt, godząc się na wprowadzenie do obrotu na rynku regulowanym wszystkich akcji spółki. Warszawiacy mieli więc czas, by przemyśleć, czy to na pewno dobra pora na pokazanie się na dużej giełdzie.

Przejście na GPW jest dowodem, że należymy do najważniejszych polskich spółek z sektora gamedev. Finansowanie działalności mamy zapewnione, a celem przejścia jest utrzymanie tempa rozwoju

– przekonuje w rozmowie z PAP Biznes Krzysztof Kwiatek, prezes Creepy Jar

Bizblog.pl poleca

Zysk Creepy Jar mocno w górę

Od dnia debiutu na New Connect wartość producenta „Green Hell” wzrosła o 900 proc., przekraczając 600 mln zł.

Dynamiczny wzrost wartości rynkowej, ambitne plany i debiut na rynku głównym stały się możliwe dzięki sukcesowi, jaki odniósł „Green Hell”. Od 2018 roku, gdy stała się dostępna w ramach wstępnego dostępu (pełna wersja weszła do sprzedaży we wrześniu 2019 r.), produkcja sprzedała się w 1,5 mln kopii. W efekcie zysk netto spółki skoczył z 137 tys. w 2019 r. do 18,6 mln zł w 2020 r.

Patrząc na nie słabnącą sprzedaż, trudno się dziwić, że Creepy Jar cały czas rozwija „Green Hell”, wypuszczając aktualizacje i darmowe dodatki. Ostatnio, pod koniec stycznia, do graczy trafiła pierwsza część „Spirits of Amazonia”.

W ubiegłym roku Creepy Jar wypuścił wersję gry na Nintendo Switch, a do wakacji zamierza udostępnić ją użytkownikom PlayStation 4 i Xbox One. Potem przyjdzie czas na PlayStation 5 oraz Xbox Series X oraz dokończenie dwóch części dodatku „Spirits of Amazonia”, które mają ukazać się do końca 2021 r.

Nowa gra od Creepy Jar już w 2023 r.?

Równolegle Creepy Jar prowadzi prace prace nad wersją VR „Green Hell” oraz nową grą SF, która zyskała roboczy tytuł „Chimera”. Produkcja ma mieć jeszcze większy rozmach niż „Green Hell”, budżet opiewający na kilkanaście milionów złotych i cztery razy większą mapę. Z tego między innymi powodu spółka zdecydowała się na opracowanie własnego generatora światów.

Prace nad nowym tytułem mają potrwać 2-3 lata, a priorytetem jest – jak zapewnia prezes Krzysztof Kwiatek – by studio opuścił produkt najwyższej klasy. Jak widać, spółka wyciągnęła wnioski z wpadki CD Projektu.