Coliving to nie akademik 2.0. Wynajmujący celują w korporacje i dzianych singli

Tanio i komfortowo – tak reklamują się colivingi. Zlokalizowane w centrach miast mają oszczędzić czas, zapewnić wygodny odpoczynek i poznanie innych ludzi.

Nowy trend dotarł do Polski. Colivingi znajdziemy już w największych miastach – Poznaniu, Warszawie, Wrocławiu, Trójmieście i Krakowie. Są alternatywą dla wynajmu pokoju lub kawalerki, ale mogą również pomóc zabieganym i samotnym.

Cohousing, kooperatywa czy bardzo dobrze znana spółdzielnia mieszkaniowa – to kilka z wielu form dzielenia przestrzeni z innymi ludźmi, mieszkającymi w mieście. Najnowszym trendem jest jednak coliving, w którym dzielimy przestrzeń wspólną, jak salon czy kuchnię, ale zachowujemy pokój tylko dla siebie. Dzielimy koszty, zyskujemy więcej przestrzeni i wspólnie spędzamy czas wolny. Brzmi znajomo? Czy podobnie nie zdefiniowaliśmy akademika?

Bizblog.pl poleca

Porównanie coliviningu z akademikiem jak tak samo trafne, jak wrzucenie do jednego wora kilkugwiazdkowego hotelu i hostelu z piętrowymi łóżkami

– mówi Marta Telenda, prezes zarządu w firmie Colivia.

I podaje przykład dwóch grup docelowych, do których skierowane są colivingi. Po pierwsze, to managerowie wyższego szczebla, którzy z powodów biznesowych na tyle często bywają w danym mieście, że chcą mieć w nim własne cztery kąty. Po drugie to amatorzy slow travel z kraju i zza granicy, których nie usatysfakcjonuje odhaczenie najważniejszych turystycznych atrakcji, pragną bowiem posmakować życia w danym mieście.

Akademik to opcja budżetowa, na którą studenci decydują się najczęściej z braku innych możliwości. Coliving wybieramy świadomie, najczęściej ze względu na benefity i wartości z nim związane.

– dodaje Telenda.

Co może wchodzić w skład colivingu?

Paczka usług może być znacznie szersza niż tylko pokój. To m.in. dostęp do Netfliksa, prywatne ubezpieczenie zdrowotne, sprzątanie czy dostawa owoców, a nawet… możliwość opieki nad psem.

W jednej z naszych lokalizacji mieszka pies, którym opiekuje się już nie tylko jego właściciel, lecz również pozostali lokatorzy, którzy zakochali się w czworonogu i się z nim zżyli. Tworzą się organiczne więzi, powstaje pewnego rodzaju wspólnota

– zauważa Telenda.

Coliving może być odpowiedzią na epidemię samotności, która objawia się tym, że nie znamy nawet swoich sąsiadów z klatki. Tu przestrzeń wspólna ma za zadanie stworzyć społeczność. Single mogą poznawać innych lokatorów i wspólnie spędzać czas po pracy. Podobnie seniorzy, którzy na emeryturze mogą narzekać na brak towarzystwa.

Milenialsów charakteryzuje się jako pokolenie, które woli wynajmować lub pożyczać zamiast kupować. Dodatkowo młodzi cenią sobie elastyczność i łatwość zmiany kontraktu w zależności od preferencji lub zmiany pracy. Tu mogą ich przyciągnąć sieci colivingów, które mają swoje lokacje w różnych miastach. Wówczas lokatorzy mogą się bezproblemowo przenosić pomiędzy Trójmiastem, Warszawą, a Krakowem. Jeśli zaś wyjeżdżają za granicę, mogą anulować kontrakt – często z zaledwie miesięcznym wypowiedzeniem.

Ile kosztuje coliving?

W Łodzi (Basecamp) ceny za pokój oscylują wokół tysiąca złotych. W Poznaniu (Colivia) od 700 do 1500 zł w zależności od tego, czy pokój ma prywatną łazienkę i kuchnię oraz ile mieszka w nim osób.

Proponujemy tanie pokoje w centrach miast, 1- lub 2-osobowe, o minimalnej powierzchni około 15 metrów kwadratowych, bo nie chcemy, żeby lokatorzy żyli w pokojach, w których mieści się tylko łóżko

– dodaje Telenda.

Coliving dopiero raczkuje w Polsce. Jego popularyzacji zapewne nie pomoże zapowiadana przez ekonomistów recesja wywołana koronawirusem. Ludzie mogą wynosić się z centrów miast, gdzie zwykle zlokalizowane są colivingi i przenosić w bardziej wiejskie tereny, skąd mogą pracować zdalnie. Z Polski wyjechało też wielu Ukraińców, co w przyszłości może obniżyć ceny wynajmu, które wciąż nawet nie drgnęły.

Coliving zdaje się idealnie trafiać w potrzeby młodych dorosłych. Pokazują to dane z Europy, gdzie w colivingach mieszka już 23 mln ludzi.