Po lockdownie Polska pogrąży się w żałobie. Europa pójdzie w tango, a my będziemy się przyglądać

Podczas gdy przeciętny Europejczyk skrupulatnie wrzuca do świnki-skarbonki coraz więcej euro, Polacy chętnie wydają złotówki na prawo i lewo. Efekt? Gdy zakończy się lockdown, będziemy przyglądać się, jak reszta Unii Europejskiej bawi się na całego.

Przyznam, że wszystko zaczęło się od tego, że natrafiłem na Twitterze na grafikę przygotowaną przez agencję Reutera. I szczerze się ucieszyłem, bo wynika z niej, że gdy tylko politycy luzują obostrzenia, konsumenci ruszają na zakupy. A ruszają, bo w trakcie lockdownu chowają pieniądze po bankowych lokatach, materacach, skarpetkach i kto wie, gdzie jeszcze.

W 2020 r. stopy oszczędności w Unii Europejskiej wzrosły w pewnym momencie do ponad 23 proc. Odsetek ten określa proporcje zaskórniaków do dochodu rozporządzalnego, czyli tego, co zostaje nam w kieszeni po oddaniu podatków i składek.

Bizblog.pl poleca

Od 2000 r. ta relacja była dość stabilna i wahała się między 11 a 13 proc. W szczytowych momentach w takich krajach jak Luksemburg czy Szwecja dobijała do poziomu 20 proc.

Tymczasem wystarczyło kilka miesięcy zamknięcia w domach, by średnia stopa oszczędności skoczyła do rekordowego poziomu.

Wiceminister Patkowski mógłby zatryumfować

Restrykcje naprawdę sprawiają, że w kieszeniach zostaje nam więcej pieniędzy.

Oczywiście wystarczyło nieco poluzować ograniczenia, by Europejczycy rzucili się do wydawania. W II kwartale oszczędności stopniały o 7 proc. I sytuacja wróciła właściwie do normy.

Poza Irlandczykami, którzy mimo lekkiej odwilży w połowie maja, konsekwentnie odkładali pieniądze. Dorabiając się w ten sposób europejskiego rekordu, bo w II kwartale ich oszczędności przekraczały już jedną trzecią dochodu rozporządzalnego.

Trzy miesiące później oszczędności wciąż rosły w porównaniu z 2019 r., ale już zdecydowanie wolniej.

Wynika to z faktu, że wydatki na spożycie indywidualne gospodarstw domowych wzrosły z poprzedniego kwartału, chociaż nadal były niższe niż rok temu we wszystkich państwach członkowskich z wyjątkiem dwóch

– odnotował Eurostat

Już zdążyłem się ucieszyć, że po otwarciu gospodarki Polacy rzucą się do wydawania i napędzą gospodarkę, ale po chwili doczytałem, jakie to wyjątki. Jeśli przeczytaliście nagłówek, to już wiecie o co chodzi.

Na czele rozpustników Starego Kontynentu stanęli Polacy

Mimo kryzysu konsumpcja gospodarstw domowych poszła w górę o 3,8 proc.

Poza Polską, na lekkie poluzowanie pasa zdecydowali się tylko Portugalczycy. Tu wzrost wyniósł jednak mierne 0,2 proc. W tym czasie na Zachodzie trwało gromadzenie zapasów. Hiszpanie zmniejszyli konsumpcję o 8,5 proc., Włosi o 7,4 proc.,

Fakt, dochód rozporządzalny rósł nam wtedy najszybciej w UE. Szybko bogacili się jednak też Holendrzy i Czesi. A mimo tego udawało im się zmniejszać wydatki. Efekt był łatwy do przewidzenia. Wzrost stopy oszczędności był nad Wisłą wyjątkowo rachityczny. Na tle większości Europy wyglądamy jak ubogi krewny.

Poniżej średniej europejskiej byliśmy też w drugim kwartale. Podczas gdy oszczędności innych obywateli UE rosły średnio o 26 proc., w Polsce wzrost wyniósł 20 proc.

Wyjątek stanowił początek roku, który był jednak okresem przedpandemicznym. Polska była wtedy w czołówce oszczędnych choć wynikało to nie tyle z zaciskania pasa, co rosnących zarobków.

Jak było pod koniec roku, gdy obostrzenia w Polsce powróciły? Danych na ten temat od Eurostatu jeszcze nie mamy. Inna sprawa, że choć wrzucamy do skarbonek proporcjonalnie dużo mniej nasi koledzy z Unii, to jednak wciąż mamy więcej niż rok wcześniej. Według szacunków Credit Agricole oszczędności w 2020 r. urosły nam o ok. 90 mld zł.

Nie ma sensu się tym jednak zachłystywać

Podczas gdy w Zakopanem polewaliśmy się szampanem, Mazury, Bieszczady i nadmorskie miejscowości pękały w szwach, a sieci handlowe robiły na nas rekordowe obroty, reszta Europy wypychała sobie kieszenie. Będziemy mieć więcej niż przed pandemią, ale nasi sąsiedzi wzbogacą się jeszcze bardziej.

A to według wszelkich psychologicznych prawideł oznacza, że kiedy lockdown się skończy, będziemy zielenieć z zazdrości, patrząc, jak Niemiec z Francuzem odbijają sobie długie miesiące spędzone w przymusowym zamknięciu.