Po pandemii będzie wielka fiesta, imprezy, alkohol i życie nocne? Żebyście się nie przeliczyli

Nic już nie będzie takie jak kiedyś i to nie dlatego, że rząd już zawsze będzie nam mówił, jak żyć, ale sami nauczyliśmy się żyć taniej i bez szaleństw. To złe wiadomości przede wszystkim dla barów i restauracji.

Co nas czeka po pandemii? Wielu marzy się powrót do normalności i do życia jak dawniej, do zagranicznych wakacji, weekendów w hotelu nad morzem albo o zwykłym wyjściu do restauracji, pubu albo na koncert. Wielu z nas obgryzając paznokcie, śledzi doniesienia, kiedy poziom wszczepienia będzie wystarczająco wysoki, że gospodarka zostanie całkowicie odmrożona i będziemy żyć jak kiedyś. Czerwiec? Lipiec? A może dopiero wrzesień?

Okazuje się jednak, że może już nigdy nie będzie „jak kiedyś”. Pokazuje to przykład Wielkiej Brytanii, która zaszczepiła już wystarczającą część społeczeństwa, by zacząć powoli otwierać swoją gospodarkę. Brytyjczycy mogą korzystać z pubów i restauracji, choć na razie jedynie w ogródkach na świeżym powietrzu. Ale już od maja będą mogli korzystać z nich w pełnym zakresie, zupełnie normalnie.

Bizblog.pl poleca

Nauczyliśmy się żyć bez barów i pokochaliśmy gotowanie?

Tylko okazuje się, że nie wszyscy planują wrócić do swoich starych rozrywkowych zwyczajów. Raport Portman Group zajmującej się m.in. promowaniem odpowiedzialnego spożywania alkoholu, pokazuje, że tylko połowa badanych wróci do starych zwyczajów, a ponad jedna piąta zamierza korzystać z knajp rzadziej niż przed pandemią.

Również restauratorzy nie wrócą do przedpandemicznego eldorado, bo ponad rok lockdownu spowodował, że ludzie zdążyli przystosować się do nowej rzeczywistości, a nawet ją pokochali, jak na przykład Brytyjczycy gotowanie w domu. Raport firmy Bain & Company pokazuje, że aż 40 proc. Brytyjczyków po zakończeniu pandemii nadal ma zamiar gotować w domu i to o wiele częściej niż przed pandemią.

Nie będzie szalonych lat dwudziestych

I to dla branży gastro smutne wieści, a raport Portman Group zaprzecza temu, czego powszechnie spodziewa się świat po odmrożeniu gospodarki. A spodziewa się tzw. konsumpcji rewanżowej, czyli zachłannej, kompulsywnej, ponadprzeciętnej z powodu wcześniejszego wielomiesięcznego pandemicznego wygłodzenia.

Wielu spodziewa się „szalonych lat dwudziestych” jak sto lat temu po zakończeniu I Wojny Światowej i epidemii grypy hiszpanki. Wówczas społeczeństwa z radości rzuciły się wir konsumpcji, imprezowania i picia alkoholu z radości, że złe czasy minęły.

Autorzy raportu z Portman Group uważają, że tym razem się to nie wydarzy, bo część społeczeństwa po prostu skutecznie zmieniła nawyki.

To oznacza, że koniec obostrzeń wcale nie musi oznaczać, że wszystkie bary i restauracje w końcu odetchną z ulgą i będą mogły ograbiać finansowe straty. Być może przyjdzie im się zmierzyć z nowym modelem konsumpcji.