Zieloną kasę chcieli wydać na węgiel. Polskim ciepłowniom nie udało się zrobić Brukseli w konia

Pięć ciepłowni węglowych z Podkarpacia chciało zmodernizować swoje sieci przy pomocy unijnych pieniędzy. Umknęło im jednak, że unijna kasa nie może wspierać „nieefektywnych systemów ciepłowniczych”. Teraz, zamiast przeliczać miliony euro, szefowie ciepłowni mają na karku postępowanie Komisji Europejskiej. Problem może rozlać się na kilkaset ciepłowni w całej Polsce.

A miało być tak pięknie. Ciepłownie węglowe z województwa podkarpackiego w Lesku, Dębicy, Ropczycach, Tarnobrzegu i Ustrzykach Dolnych planowały wydać na modernizacje własnych sieci w sumie ok. 43 mln zł. Dwie trzecie kosztów inwestycji miało pochodzić z Regionalnego Programu Operacyjnego Unii Europejskiej. 

Urzędnicy przeoczyli jednak, że Bruksela w ramach polityki neutralności klimatycznej zabrania łożenia pieniędzy publicznych na nieefektywne systemy ciepłownicze, czyli takie, które co najmniej w połowie nie wykorzystują do produkcji ciepła źródeł odnawialnych lub odpadów.

Co więcej, unijne przepisy stanowią, że takie instalacje muszą produkować nie tylko ciepło, ale także prąd, i to jednocześnie. Podkarpackie ciepłownie tego warunku także nie spełniają.

Ciepłownie zamiast pieniędzy mają postępowanie KE

Bolesław Regulski, wiceprezes Izby Gospodarczej Ciepłownictwo Polskie, w rozmowie z serwisem Wysokienapiecie.pl przyznaje, że wszczęte postępowanie przez Komisję Europejską to pierwszy taki przypadek w kraju. Jak się może zakończyć? To akurat jest w miarę łatwe do przewidzenia.

Znowelizowana Dyrektywa Efektywności Energetycznej UE stawia sprawę czarno na białym. Pod względem oszczędności energii w 2030 r. mamy osiągnąć poziom 32,5 proc. By to było w ogóle możliwe, kraje członkowskie muszą zastosować mechanizmy, dzięki którym co roku można byłoby oszczędzić ok. 4,4 proc. rocznego zużycia energii. 

Jednocześnie łożenie milionów euro na modernizację węglowych instalacji – jest zdecydowanie podążaniem w odwrotnym kierunku. Tak jak w przypadku sprawdzanych obecnie przez KE polskich ciepłowni. Te podkarpackie nie dość, że wykorzystują w swojej produkcji przede wszystkim węgiel, to na dodatek produkują wyłącznie ciepło. Żadnego prądu. 

Przykład z Podkarpacia w ujęciu całego kraju

Wszczęte przez KE postępowanie może odbić się czkawką na całym miksie energetycznym nad Wisłą. Już pal licho, że ciepłownie z Podkarpacia najprawdopodobniej muszą szukać innych źródeł pokrycia planowanych przez siebie inwestycji. Ale wczytując się w unijne regulacje, wychodzi, że aż 83 proc. polskich ciepłowni (w sumie jest ich w Polsce ok. 400) uznanych jest przez Brukselę za nieefektywne.

Tymczasem analizy pokazujące, że po zmianie każdej na elektrociepłownie można uzyskać nawet do 3 tys. MW, czyli tyle mocy, ile ma wytwarzać planowana przez rząd elektrownia jądrowa. Zamiast tego mamy spalonych 4,7 mln ton węgla w ubiegłym roku w polskich ciepłowniach, z czego ok. milion ton pochodził z Rosji. 

Istotniejsze, także w ujęciu całej gospodarki Polski, jest to, że na próżno wypatrywać jakiegoś planu, który byłby szansą dla polskich ciepłowni. Te, z zamkniętym kurkiem finansowym po stronie UE – nie mają na przetrwanie w perspektywie kilku lat żadnych szans.