Jedzenia będzie mało i będzie bardzo drogie. Ceny żywności mają uspokoić się dopiero w 2024 r.

Już w 2020 r. co trzecia osoba na świecie nie miała dostępu do wystarczającej ilości jedzenia. W ciągu ledwo roku przybyło aż 320 mln głodnych ludzi. Ale to jeszcze nic w porównaniu z tym, co nas czeka w najbliższych miesiącach. Wszak wywołana przez Putina wojna całkowicie zdemolowała rynek pszenicy, jęczmieniu i kukurydzy. I za niedługo rosnące ceny żywności nas do tego boleśnie przekonają.

Chociaż świat technologicznie i pod względem zasobów jest przygotowany na to, żeby zapewnić każdemu mężczyźnie, kobiecie i dziecku ponad 2300 kilokalorii dziennie, to jednak dane ONZ z początku roku pokazuje, że na całym świecie głoduje lub jest poważnie niedożywionych aż 850 mln ludzi. Bank Światowy uważa, że obecnie wiele krajów stoi w obliczu rosnącego poziomu braku bezpieczeństwa żywnościowego, co odwraca lata osiągnięć rozwojowych i zagraża realizacji Celów Zrównoważonego Rozwoju do 2030 r. 

Perspektywy bezpieczeństwa żywnościowego i żywieniowego dla wielu krajów o niskich i średnich dochodach są bardzo niepokojące – przekonuje w najnowszym raporcie Banku Światowego.

Ceny żywności: drożyzna do końca 2024 r.

Najpierw rynki żywnościowe dostały w kość i przy okazji łańcuchy dostaw też – przez pandemię koronawirusa i ogłaszane lockdowny. Teraz dobija je wywołana przez Rosję wojna na Ukrainie. Jeszcze zanim ktokolwiek pomyślał, że Putin jednak zdecyduje się zaatakować Ukrainę, piekarnie i cukiernie musiały zmagać się w Polsce z podwyżkami cen gazu nawet o 600 proc. i cen energii o jakieś 340 proc. Patrząc rok do roku, w styczniu 2022 r. zwykła mąka poszła w górę o ponad 75 proc., a ta żytnia nawet o przeszło 90 proc. Do tego masło jeszcze zdrożało o co najmniej 80 proc., a cukier – ok. 40 proc. I na całym świecie jest bardzo podobnie. Bank Światowy wylicza, że na początku maja 2022 r., w porównaniu ze styczniem 2021 r., indeks cen rolnych wzrósł o 41 proc. Ceny kukurydzy i przednicy spuchły odpowiednio o 54 i 60 proc. I z tą drożyzną żywności powinniśmy się zaprzyjaźnić na nieco dłużej.

Bizblog.pl poleca

Wojna na Ukrainie zmieniła światowe wzorce handlu, produkcji i konsumpcji w sposób, który utrzyma ceny na historycznie wysokim poziomie do końca 2024 r., zaostrzając brak bezpieczeństwa żywnościowego i inflację – przewiduje Bank Światowy.

Będzie też występował kłopot z dostępnością. Ma on w głównej mierze dotyczyć pszenicy, kukurydzy, olejów jadalnych i nawozów. Zwłaszcza w przypadku tych ostatnich sytuacja staje się dramatyczna. Już w marcu ceny nawozów w porównaniu do stycznia 2022 r. skoczyły o 20 proc. Patrząc od roku, ich wartość wzrosła zaś prawie trzykrotnie. Stało się tak, bo Białoruś i Rosja są głównymi eksporterami nawozów na świecie. Razem wytwarzają 38 proc. nawozów potasowych, 17 proc. nawozów wieloskładnikowych i 15 proc. nawozów azotowych.

Indie raczej nie zakopią tej dziury

W pierwszej kolejności wywołane wojną na Ukrainie niedobory mają uderzyć w 45 najsłabiej rozwiniętych krajów afrykańskich, co wywoła zdaniem Sekretarza Generalnego ONZ Antonio Guterres’a huragan głodu. Oczekiwano, że częściowo braki wywołane wojną uda się nadrobić dostawami z Indii, drugiego producenta pszenicy na świecie po Chinach. Ale tamtejszy rząd zmienił plany i nagle zakazał eksportu pszenicy. Z dwóch powodów. Po pierwsze krajowe ceny znów z Indiach osiągnęły rekordowy poziom. Po drugiej zaś ich produkcję ograniczyła fala upałów – już piąta, licząc od marca. Przez tę w niektórych rejonach Delhi osiągnięto temperaturę na poziomie ponad 49 st. C. Takie stanowisko rządu Indii, który postanowił w pierwszej kolejności zadbać o potrzeby żywnościowe własnych mieszkańców, skrytykowała grupa najbogatszych państw G7.

Jeśli wszyscy zaczną nakładać ograniczenia eksportowe lub zamykać rynki, to pogorszy to kryzys – stawia sprawę jasno Cem Ozdemir, niemiecki minister rolnictwa.

Rząd Indii chce też dodatkowych regulacji w tym zakresie. Boją się, że w niektórych przypadkach pszenica może być sztucznie gromadzona, co będzie w przyszłości wykorzystane. Kilka dni wcześniej z kolei podobną decyzję podjęła też Indonezja, która zdecydowała się całkowite zakaz eksportu oleju palmowego. Rząd w Dżakarcie oznajmił, że zdanie zmieni dopiero wtedy, jak cena oleju palmowego za litr będzie w okolicach 97 centów. Ostatnio jednak wrosła do rekordowego poziomu 1,8 dol.