Efekt zamrożenia cen prądu: rachunki poszły w górę nawet trzykrotnie

Eksperci nie zostawiają na ustawie prądowej suchej nitki. Podkreślają, że nie dość, że ceny energii dla niektórych odbiorców poszły w górę, to jeszcze nowe przepisy spowodowały chaos, na którym tracą najmniejsi dostawcy. Część z nich już poszła z torbami.

Na papierze wszystko wyglądało klarownie. Rząd, starając się ratować Polaków przed drastycznymi podwyżkami cen energii, postanowił zamrozić je na poziomie z połowy ubiegłego roku. Miało to być to możliwe dzięki zablokowaniu wzrostu cen opłat przesyłowych i dystrybucyjnych, zmniejszeniu akcyzy oraz obniżeniu opłaty przejściowej o 95 proc.

By koncerny energetycznie nie były na tym stratne, powołano do życia Fundusz Wypłaty Różnicy Ceny, który miał wypłacać różnicę między ustaloną przez rząd ceną sprzedaży, a rzeczywistym kosztem zakupu prądu na rynku. FWRC miał być w dużej mierze zasilany ze sprzedaży dodatkowych uprawnień do emisji CO2.

I jest tylko jeden problem. Ministerstwo Energii wciąż nie wydało rozporządzenia.

Firmy energetyczne są w kropce, bo nie wiedzą, czy dostaną od państwa rekompensatę.

Duże koncerny mogą sobie jeszcze na taką niepewność pozwolić, mniejsi gracze notują w tym czasie straty, nie wiedząc jednocześnie, czy w ogóle doczekają się pieniędzy.

Możemy mówić o końcu rynku energii elektrycznej. W jednej chwili cofnęliśmy się o 30 lat, w których obserwowaliśmy powolną jego liberalizację – tłumaczył w trakcie konferencji Euro Power, Maciej Bando, prezes Urzędu Regulacji Energetyki.

Prezes URE w trakcie dyskusji nie owijał w bawełnę. Podkreślał, że ustawa wypycha małych graczy z rynku.

To zmiana zasad gry w trakcie gry. Sędzia w tym meczu przesuwa linie na boisku. Przesuwa się pole karne, ale i wielkość bramki. Nie wiadomo co będzie w 2020 roku – dodał.

Z nieprzyjemną niespodzianką spotkali się też odbiorcy prądu – tak firmy jak i klienci indywidualni.

Prezes UOKiK Marek Niechciał potwierdził, że napływają do niego skargi o podwyżki cen. I to nawet 3-krotne.

Dlaczego tak się dzieje? W przypadku bankructwa dostawcy, uruchamiana jest sprzedaż rezerwowa. Ma ona zagwarantować, że prąd będzie płynął do gniazdek niezależnie od okoliczności. Takiego rezerwowego odbiorcę każdy może sobie wyznaczyć sam, w praktyce wie o tym niewiele osób. Dlatego podpisując umowę, zgadzają się na tego, który jest w niej wyznaczony z automatu i potrafi mieć kilkukrotnie wyższe stawki.

I choć część dostawców pod wpływem rosnących cen na giełdzie energii wycofało się z rynku już w ubiegłym roku, trudno nie mieć wrażenia, że rząd zrobił nam wszystkim niedźwiedzią przysługę.

A będzie tylko gorzej, bo ceny uprawnień do emisji CO2 na Europejskiej Giełdzie Energii cały czas rosną, niedawno osiągnęły poziom 27 euro. Rząd poza rozporządzeniem pracuje też nad…nowelizacją ustawy, choć ta niedawno została przecież podpisana. Wciąż nie doczekaliśmy się bowiem zgody od Komisji Europejskiej, a eurourzędnicy mają ponoć do obecnego kształtu przepisów pewne zastrzeżenia. Ale tak to bywa, jeżeli najpierw uchwala się prawo, a potem pyta o zdanie.