Rosyjska ropa odbije się Polakom czkawką. Uniezależnienie od dostaw ze Wschodu to propaganda


Epokowe spadki udziału rosyjskiej ropy w procesie produkcyjnym krajowych rafinerii wynikają z tego, co co się dzieje na rynku, a nie strukturalnych zmian w firmach naftowych. Beneficjentem tego zjawiska będą firmy PR, a nie polska gospodarka.

Polskie rafinerie należące do kontrolowanych przez Skarb Państwa kolosów, PKN Orlen i Grupy Lotos, od dekad są mocno uzależnione od rosyjskiej ropy. Powodem tego stanu rzeczy są nie tylko historyczne zaszłości, ale także atrakcyjna cena surowca z Rosji, który jest zwykle o kilka dolarów na baryłce tańszy od swoich odpowiedników z innych części świata. Wynika to z niskiej jakości ropy URALS eksportowanej przez rosyjskie przedsiębiorstwa.

Polskie rafinerie dostosowały się do jej przerobu i czerpią premię finansową ze wspomnianej różnicy cenowej (zjawisko to określamy mianem dyferencjału). Właśnie dlatego porzucenie ropy z Rosji przez krajową petrochemię, mimo kontekstu politycznego (Kreml finansuje zbrojenia i kolejne wojny z zysków branży naftowej), wydaje się praktycznie niemożliwe.

Bizblog.pl poleca:

Dlaczego udział rosyjskiej ropy spada?

W ostatnich latach nastąpił głęboki spadek cen ropy naftowej z poziomu ponad stu dolarów za baryłkę do nawet czterdziestu dolarów. Wywołało to rynkowe zmiany, w wyniku których odbiorcy surowca zaczęli dyktować warunki dotychczas uprzywilejowanym dostawcom. Z dobrej koniunktury zaczęły korzystać polskie firmy naftowe.

To w wyniku tej dynamiki po raz pierwszy nad Bałtykiem pojawili się Saudyjczycy, oferując swoją ropę. PKN Orlen podpisał z nimi długoterminową umowę, ale na relatywnie nieduże ilości surowca. Kontrakty z polskimi rafineriami chcieli też zawrzeć Irańczycy, ale amerykańskie sankcje uniemożliwiły im to.

Korzystając z rynku odbiorcy, polskie rafinerie wynegocjowały atrakcyjne warunki z rosyjskimi eksporterami . Nie chodziło jedynie o ceny, ale także mechanizm tzw. “widełek”, a więc zakresu ilości zakontraktowanej ropy. Zakłady petrochemiczne mogą w zależności od potrzeb kupować jej mniej bądź więcej w danym okresie (umowa określa wartości graniczne).

Wykorzystując ten mechanizm, PKN Orlen i Grupa Lotos wyszukują na światowych rynkach okazje i kupują po atrakcyjnych cenach ładunki ropy (tzw. spoty), uzupełniając nimi kontrakty długoterminowe. Gdański koncern ze względu na bliskość morza, a więc niższe koszty logistyczne, jest tu mocno premiowany. Wszystko to wpływa na systematyczny spadek przerobu rosyjskiej ropy w krajowych rafineriach.

Czekają nas rekordowe spadki przerobu rosyjskiej ropy

Amerykańskie sankcje nałożone na Iran i Wenezuelę mocno wpłynęły na globalne rynki naftowe. W ich wyniku tradycyjnie tańsza od swoich odpowiedników rosyjska ropa przeznaczona na eksport (URALS) mocno zdrożała. Miało to związek z dużym popytem na świecie i podobieństwem surowca z Rosji do irańskiego, który znika z rynków pod presją Stanów Zjednoczonych.

Pomiędzy grudniem i lutym oraz kwietniem i czerwcem cena baryłki URALS osiągla podobny poziom albo wyższy niż BRENT (to ropa z Morza Północnego, która jest cenowym punktem odniesienia dla światowych rynków naftowych).

Rosyjskie koncerny zarobiły w tym okresie według Bloomberga dodatkowo prawie miliard dolarów.
PKN Orlen i Grupa Lotos nie uzyskiwały w tym czasie premii finansowych z przerobu rosyjskiego surowca, co popychało je do zakupów ładunków z innych obszarów geograficznych.

W związku z tym, że Stany Zjednoczone są zdeterminowane, by jeszcze bardziej egzekwować sankcje nałożone na Iran, taka sytuacja może się powtórzyć. W efekcie obecny rok może być rekordowy w kontekście papierowej dywersyfikacji dostaw ropy do Polski.

Fakt ten został już komunikacyjnie wykorzystany przez PKN Orlen, który wykazał w wynikach za pierwszy kwartał 2019 r. (a więc wtedy, gdy z przyczyn rynkowych firmy nie premiował przerób rosyjskiej ropy), że już 50 proc. sprowadzanego przez niego surowca pochodzi spoza Rosji.

Bizblog.pl poleca tego autora:

Nic nie trwa wiecznie

Obecnie polskie spółki mogą chwalić się spadającym udziałem rosyjskiej ropy dzięki dynamice zmian rynkowych. To dzięki nim pojawiła się możliwość zawarcia na kilka lat elastycznych umów z rosyjskimi dostawcami i sięgnięcia po atrakcyjne kontrakty krótkoterminowe. Taka sytuacja nie będzie jednak trwać wiecznie.

PKN Orlen nie przekuł dostaw saudyjskich w “wolumeny wagi ciężkiej”, które zmieniłyby układ sił. Prędzej czy później zgodnie z odwiecznym cyklem cena ropy na świecie zacznie wzrastać, a wtedy dużo trudniej będzie wynegocjować z Rosjanami atrakcyjne umowy, w ramach których rafinerie będą żonglować według swoich potrzeb wielkościami dostaw. Powróci także premia finansowa za przerób URALS, a wtedy w raportach polskich koncernów naftowych nastąpi ponowny wzrost udziału surowca z Rosji.

Realnie uniezależnić Polskę od rosyjskiej ropy mógłby szybki rozwój elektromobilności. Niestety opracowując projekt narodowego samochodu elektrycznego, politycy zignorowali realia biznesowe. W efekcie narodowe elektryki są taką samą mrzonką jak elektrownia atomowa.

Piotr Maciążek: publicysta specjalizujący się w tematyce sektora energetycznego. W 2018 r. nominowany do najważniejszych nagród dziennikarskich (Grand Press, Mediatory) za stworzenie fikcyjnego eksperta Piotra Niewiechowicza, który pozyskał wrażliwe informacje o projekcie Baltic Pipe z otoczenia ministra Piotra Naimskiego. Autor książki „Stawka większa niż gaz” (Arbitror 2018 r.), współautor książki Młoda myśl wschodnia (Kolegium Europy Wschodniej 2014 r.). Obecnie pracuje nad kolejnym tytułem – tym razem dotyczącym polskich służb specjalnych.