Skąd mamy wiedzieć, że jest taka drożyzna? Co drugi sklep, lokal czy stacja paliw źle oznacza ceny

Aż 53 proc. skontrolowanych przez Inspekcję Handlową sklepów, marketów, stacji benzynowych, lokali usługowych czy gastronomicznych i innych firm, w których na co dzień wydajemy swoje pieniądze, nieprawidłowo oznacza ceny swoich produktów i usług. Wiele firm wprowadza konsumentów w błąd, a niektóre w ogóle nie pokazują cen. To poważny problem szczególnie w sytuacji, gdy szaleje inflacja, a ceny dóbr konsumenckich rosną najszybciej od dwóch dekad.

Przez całe pierwsze półrocze Inspekcja Handlowa sprawdzała, czy w sklepach i w różnego rodzaju placówkach usługowych ceny są uwidaczniane w sposób jednoznaczny, niebudzący wątpliwości oraz umożliwiający porównanie produktów ceny towarów i usług. Sprawdzono aż 1530 sklepów i lokali, badając ceny ponad 280 tysięcy partii produktów. Wyszło na jaw, że błędy w oznaczaniu cen popełniał przeszło co drugi sprzedawca.

Inspektorzy porównywali również zgodność eksponowanych cen z tymi zakodowanymi w kasie i w czytniku oraz z informacjami zamieszczanymi w materiałach reklamowych. W tej kwestii zastrzeżenia wzbudził aż co siódmy zweryfikowany produkt.

„Przedsiębiorcy pomimo obowiązku najczęściej nie umieszczali cen jednostkowych przy artykułach lub nie eksponowali cen wcale. Zdarzało się, że źle wyliczali ceny jednostkowe, stosowali niewłaściwe zapisy w cennikach np. nieprecyzyjne przedziały od… do… i nie informowali o nominalnej ilości podawanych potraw i napojów” – mówi Tomasz Chróstny, prezes UOKiK-u, któremu podlega Inspekcja Handlowa.

Bizblog.pl poleca

W 1022 sklepach inspektorzy IH porównali również zgodność cen podanych na półce z tymi, które są zakodowane w kasie. Okazało się, że aż co dwudziesty produkt był droższy na kasie niż na półce.

115 mln zł kary dla Biedronki

Pracownicy Inspekcji Handlowej przeprowadzili też serię zakupów kontrolnych w 1050 punktach, aby sprawdzić, czy rzetelnie obsługują swoich klientów i na przykład odliczają masę opakowania przy ważeniu. Zawyżona należność była pobierana w 55 miejscach.

„Każdy sprzedawca ma obowiązek uwidaczniania właściwej ceny towaru. Uporczywe i ciągłe niespełnianie go może skutkować uznaniem takiej praktyki za naruszenie zbiorowych interesów konsumentów” – wskazuje UOKiK i dla podkreślenia, że uznaje tu żadnych żartów, przypomina, co przytrafiło się właścicielowi sieci Biedronka.

„W zeszłym roku skargi na tego typu działania dały podstawę do wszczęcia postępowania przeciwko Jeronimo Martins Polska, które zakończyło się nałożeniem 115 mln zł kary” – pisze UOKiK. Przypomnijmy, że urząd uznał, że taka niedozwolona praktyka trwała w Biedronce co najmniej od 2016 r. Sieć uznała, że kara od UOKiK-u jest „niezasłużona i nieuczciwa w obliczu jej zaangażowania i konsekwencji w polityce niskich cen dla klientów” i odwołała się do sądu, a to postępowanie wciąż trwa.

Inflacja rozpędza się szybciej, niż szacuje GUS

Problem niewłaściwie eksponowanych czy wręcz wprowadzających w błąd cen jest szczególnie drażliwy w sytuacji, gdy inflacja rozpędza się w Polsce jak rozbiegany diesel. Jak pisał Arek w środę, GUS już drugi miesiąc z rzędu podwyższył szybki odczyt CPI. Nie 5,4 proc., jak podał ponad dwa tygodnie temu Urząd we wstępnych danych o inflacji, a 5,5 proc. – o tyle wzrosły ceny w sierpniu.

Inflacja poszła w górę bardziej, niż szacował pod koniec sierpnia Główny Urząd Statystyczny, jeszcze bardziej oddalając się od prognoz ekonomistów. „Ceny towarów i usług konsumpcyjnych w sierpniu 2021 r. w porównaniu z analogicznym miesiącem ub. roku wzrosły o 5,5 proc.” – podał w środę GUS.