Idzie zima, węgla nam trzeba. Ceny odżyły, ciekawe, czy wskrzeszą polskiego nieboszczyka?

Przygotowania do szczytu popytowego w sezonie zimowym, zdecydowanie większy popyt w Azji oraz wzrosty w handlu morskim – to najważniejsze przyczyny tego, że cena węgla w ostatnich dniach odbiła się od dna. Co innego w Polsce. Gdyby krzywą ilustrującą ceny węgla porównać do wykresu czynności życiowych, to wyszłoby, że mamy poważny problem.

Fot. Tuna Ölger z Pixabay

Powakacyjny wrzesień okazał się przyjemnym miesiącem dla cen węgla. Po tym, jak w sierpniu w portach ARA (Amsterdam, Rotterdam, Antwerpia) za tonę czarnego złota przyszło płacić już poniżej 50 dol., to dosyć nieoczekiwany wzrost. Ale niezaprzeczalny: obecnie tona węgla ARA kosztuje powyżej 55 dol. Dlaczego tak się dzieje, mimo że przynajmniej Bruksela nie chce mieć niczego wspólnego z węglem i coraz bardziej forsuje Zielony Ład? Przyczyn jest kilka.

Bizblog.pl poleca

Węgiel to wciąż wiodące źródło energii

Chociaż w ostatnim czasie, szczególnie w Unii Europejskiej, węgiel był odsądzany od czci i wiary, to nie da się zaprzeczyć, że w 2019 r. wciąż pozostawał wiodącym paliwem do produkcji energii elektrycznej. 38-proc. udział w tym torcie mówi wszystko. Co więcej: ubiegły rok zamknął się wzrostem handlu węglem morskim o 2 proc. Minione 12 miesięcy to także potwierdzenie wieloletniej tendencji wzrostowej w ilości sprzedawanego węgla aż o 50 proc. Wietnam, Indie, Chiny i Filipiny to kraje, które w 2019 r. osiągnęły rekordy importu. 

W Europie energia elektryczna w 2019 r. wytwarzana była z energii jądrowej (25,5 proc.) i właśnie z węgla (18,2 proc.). I chociaż zmniejszone zapotrzebowanie energetyczne, wywołane przez lockdown, odcisnęło swoje piętno, to raczej nie na tyle wyraźnie, żeby węgiel zepchnąć na boczny tor. Absolutnie tego nie widać, analizując importowe plany państw azjatyckich. 

W Wietnamie w 2020 r. import węgla ma wzrosnąć z 39,2 mln ton w 2019 r. do ok. 60 mln ton. Z kolei import indyjski ma nieco wyhamować do ok. 167 mln ton, żeby w następnych dwóch latach rosnąć do wartości 185 mln ton. Mniejsze zapotrzebowanie na energię specjalnie nie zmieniło planów Japonii, która w 2020 r. chce sprowadzić 131 mln ton. A co z największym na świecie producentem i konsumentem węgla, czyli Chinami? Mówi się, że władze Państwa Środka pochylą się wreszcie nad regulacjami porządkującymi węglowy import, ale przewiduje się, że ten dalej do 2023 r. będzie rosnąć. 

Cena węgla pod zielonym pręgierzem

Coraz częściej pojawiają się głosy, również w Europie, że walka z węglem nijak ma się do troski o klimat. Wybrzmiało to przy okazji analizy włoskiego stowarzyszenia producentów energii elektrycznej Assocarboni. Pod względem emisji CO2 Włochy jeszcze w 2018 r. razem z Francją byli bardzo blisko Polski. U nas emisja odpowiadała za 10,3 proc. całej emisji w Europie, a u nich po 10 proc. 

Obecnie włoskie elektrownie węglowe odpowiadają raptem za 0,04 proc. globalnej emisji CO2. Jej ograniczenie, ich zdaniem, nie będzie więc miało wpływu na zmianę klimatu. Ale można mówić o negatywnym wpływie na bezpieczeństwo i konkurencyjność włoskiego systemu energetycznego. Bardzo możliwe, że tak samo na europejski system energetyczny patrzy Bruksela. Stąd kreślona od lat transformacja energetyczna, której efektem powinny być inwestycję warte bilion euro w ciągu najbliższej dekady. 

Czy Polska poważnie podchodzi do kryzysu klimatycznego?

Sebastian Mang z europejskiego Greenpeace chce, żeby pieniądze trafiały tam, skąd węgiel rzeczywiście jest wyganiany. 

Jeśli takie kraje jak Polska i Czechy chcą pieniądze na transformację energetyczną, to będą musieli udowodnić, że poważnie podchodzą do walki z kryzysem klimatycznym i mają jasny plan pożegnania węgla

– uważa Sebastian Mang.

Z drugiej strony padają argumenty, że jak Europa Zachodnia stawała się zielona, to głównie dzięki środkom budżetowym poszczególnych krajów. Tymczasem teraz UE chce zabronić subsydiowania węgla i innych paliw kopalnych z końcem 2025 r. Ale trzeba uczciwie pokazać, że przynajmniej na razie nasze działania nie mogą być interpretowane jako nawet początek rozwodu z węglem. Rządowi ciągle przez gardło nie może przejść komunikat do górników, że przed likwidacją kopalni dłużej uciekać już nie można.

Biorąc pod uwagę tylko ten rok, kiedy świat mierzy się ze spadkiem zapotrzebowania na energię największym od II wojny światowej, cena węgla w Polsce stanowi prawie linie prostą. W styczniu 2020 r. za tonę czarnego złota płacono nieco ponad 268 zł, a w lipcu 2020 r. – ponad 263 zł. Jakby nic się nie stało i nigdy nie było żadnego lockdownu ani pandemii. Ale nie tylko w ostatnich miesiącach. We wrześniu 2019 r. tona węgla też kosztowała 263 zł. Podobne jak w grudniu 2011 r.