Gaz tani jak barszcz. Dlaczego nie widać tego na rachunkach?

Cena gazu spadła do poziomów oglądanych ostatni raz ponad rok temu. Przyczyn takiego stanu rzeczy jest przynajmniej kilka. W Polsce tych wahań nie powinniśmy jednak w żaden sposób odczuć, bo wcześniej politycy zamrozili ceny gazu. To wcale jednak nie znaczy, że już nie będzie żadnych giełdowych harców z tym surowcem w roli głównej. Ciągle nie wiadomo, jak zachowa się Władimir Putin z Gazpromem pod rękę. Swój konkretny koszt energetyczny będzie miało również chińskie ożywienie gospodarcze.

To nie jest żaden przypadek, ani jednorazowy incydent. To stała tendencja, która tak po prawdzie trwa od kilku miesięcy. Jeszcze w drugiej połowie września cena gazu na giełdzie Dutch TTF Natural Gas Futures wynosiła w okolicach 198 euro za 1 MWh. Miesiąc później to już było ponad 146,5 euro. Z kolei w ostatnim tygodniu listopada ta cena spadła do przeszło 131 euro. W okolicach świąt Bożego Narodzenia znaleźliśmy się poniżej poziomu 100 euro i cena 1 MWh gazu wynosiła więcej niż 85,5 euro. Teraz to raptem ok. 61,5 euro, a w połowie stycznia jednorazowo to było nawet ok. 55 euro. Analitycy jako główną przyczynę tego zjawiska najchętniej wskazują na wyjątkowo ciepłą zimę. Tylko, że taka, a nie inna, aura za chwilę może się zmienić. Ale też kolejne ruchy Putina w celu utrzymywania kryzysu energetycznego w stałej temperaturze mogą znowu rozkołysać rynkiem.

Widzieliśmy, że gaz ziemny zmiękł, ponieważ mieliśmy stosunkowo ciepłą pogodę. Ale biorę to jako stosunkowo krótkoterminowy pogląd w tej chwili. Zostało nam jeszcze dużo zimy – przestrzega Andrew Botterill, autor raportu Deloitte na temat cen nośników energetycznych.

Wychodzi więc na to, że nie dość, że cena gazu może za chwilę wrócić do swojego marszu w górę, to w dodatku obecnych zniżek w żaden sposób nie odczujemy. Przecież już w ub.r. przyjęto ustawę zamrażającą ceny gazu dla gospodarstw domowych i odbiorców wrażliwych. I zgodnie z tymi regulacjami cena za 1 MWh netto nie może w 2023 r. przekroczyć granicy 200,17 zł. Niezależnie od giełdowych wykresów.

Cena gazu w dół, ale tak nie będzie zawsze

Być może więc ten optymizm jest przedwczesny, ale gaz już dawno nie był taki tani. Ostatni raz w okolicach 60 euro, a nawet niżej, byliśmy w pierwszej połowie grudnia 2021 r., kiedy nikt raczej nie przypuszczał, że dwa miesiące później Rosja napadnie na Ukrainę. Chociaż już wtedy Gazprom od kilku miesięcy manipulował swoimi dostawami. Ciepła aura to jedna para kaloszy, ale drugą jest również stosowne wypełnienie magazynów gazu UE. Obecnie (stan na 22 stycznia) są one zapełnione w prawie 78 proc. Polska z wynikiem blisko 93 proc. jest w ścisłej, europejskiej czołówce. W najgorszej sytuacji pod tym względem jest za to Łotwa (45,6 proc.) oraz Węgry (62,3 proc.). 

Udało się to dzięki alternatywnym dostawom LNG, a także dlatego, że Moskwa swojego gazowego kurka jeszcze całkiem nie zakręciła i dzięki temu dostarczyła do UE ok. 60 mld m sześc. gazu. Ale to wcale nie znaczy, że Europa może już spać spokojnie. Wcale tak nie jest, co podkreśla najnowszy raport Międzynarodowej Agencji Energii pt. Jak uniknąć niedoborów gazu w Unii Europejskiej w 2023 r. Analitycy dowodzą w tym opracowaniu, że w UE w sumie w 2023 r. może zabraknąć nawet 27 mld m sześc. gazu, czyli ok. 7 proc. rocznego zużycia. Dla porównania: w Polsce co roku zużywamy ok. 18-20 mld m sześc. surowca.

Możemy mieć problem – przewiduje Fatih Birol, szef MAE.

Powody do niepokoju są co najmniej dwa. Gazowa dziura wszak może okazać się jednak większa, o ile Rosja zdecyduje się na całkowite zakręcenie swojego gazowego kurka. Z kolei jeżeli rzeczywiście w Chinach pandemia jest w końcu w odwrocie i nadchodzi większe zapotrzebowanie energetyczne Państwa Środka, to o dostawy LNG do Europy też już będzie znacznie trudniej.

Bizblog.pl poleca

Z anomalii pogodowych nie ma co się zbytnio cieszyć

W styczniu śniegu było jak kot napłakał. W lutym ma być podobnie, może sypnie ciut bardziej przez moment w Europie południowo-środkowej. W marcu z kolei plamy chmur śnieżnych pojawiają się nad Europą Środkową, nad zachodnimi Alpami i nad południową Anglią. Bardzo możliwe więc, że najpoważniejsza fala zimowych upałów na Starym Kontynencie jeszcze trochę potrwa. Skalę tego niecodziennego zjawiska ukazują zdjęcia satelitarne z 1 stycznia miasteczka Altdorf w Alpach Szwajcarskich. Zazwyczaj o tej porze roku panuje tutaj temperatura w przedziale od minus 2 do plus 4 stopni Celsjusza. Teraz, 1 stycznia 2023 r., to było aż 19,2 st. C, a w nocy – ok. 16 st. C. 

Nigdy nie widziałem takiej prognozy. Nigdy – komentuje na Twitterze Ryan Stauffer, klimatolog z NASA.

Już w trakcie bardzo ciepłego lata 2022 r. stopiło się 6,2 proc. masy lodowców górskich w Alpach Szwajcarskich. Te topnieją nawet teraz, w trakcie zimy, roczny ubytek lodu szacowany jest na 2 proc. Tymczasem badacze wskazują, że obecnie Alpy ocieplają się o ok. 0,3 st. C na dekadę. To dwa razy szybciej od średniej światowej. Zgodnie z niektórymi scenariuszami w ten sposób do końca XXI wieku może zniknąć nawet 80 proc. alpejskich lodowców.