CD Projekt teflonowy jak Angela Merkel. Spadki wywołać może już tylko trzęsienie ziemi

Po drastycznych spadkach CD Projekt na giełdzie tuż po premierze „Cyberpunka 2077”, mijający tydzień mógłby wydawać się nudny, aż do przesady. A przecież wcale tak nie było.

W ubiegłym tygodniu CD Projekt miewał na Giełdzie Papierów Wartościowych lepsze i gorsze dni, ale ostatecznie kończy go z ok. 2 proc. spadkiem. Biorąc pod uwagę rewelacje na temat producenta, które wypłynęły w poprzedni weekend, trzeba uznać to za spory sukces.

Wygląda na to, że urzeczywistnia się scenariusz, który prognozowali ostatnio analitycy. Dom Maklerski BDM w swojej rekomendacji stwierdził, że kurs CD Projekt „zdyskontował większość negatywnych informacji i ryzyk”. Ergo – polska spółka musiałaby teraz przeżyć prawdziwe trzęsienie ziemi, by inwestorzy rzucili się do kolejnych wyprzedaży. A że w ostatnim czasie mieliśmy tylko kilka tąpnięć, to i kapitalizacja producenta stoi w miejscu.

Bizblog.pl poleca

Z drugiej strony brakuje jednak informacji, które mógłby rzucić rynek na kolana i sprawić, że wartość CD Projektu ruszy z powrotem w kierunku wyceny „300+”. W piątek 15 stycznia na zamknięciu wartość jednej akcji wynosiła 256,20 zł. Na trzy godziny przed zamknięciem notowań 22 stycznia wycena dryfowała sobie natomiast spokojnie w granicach 251 zł.

Źródło: Investing.com

CD Projekt łatwiejszy do przejęcia?

Spójrzmy zatem, co działo się z polską spółką w mijającym tygodniu:

Sobota

Bloomberg odpala petardę. Dziennikarz słynnego biznesowego medium dotarł do 20 byłych i obecnych pracowników CD Projektu. Obserwacje z wewnątrz spółki są miażdżące. Programiści stwierdzili, że zarząd firmy za bardzo skupił się na marketingu, stworzył nierealistyczny harmonogram, zmuszając pracowników do ciągłego wyrabiania nadgodzin.

Pytania w stylu jak pogodzić pracę nad „Cyberpunkiem” i „Wiedźminem”, zarząd miał zbywać ogólnikowym: jakoś to ogarniemy.

Po drodze szef studia Adam Badowski pokłócił się z najważniejszymi deweloperami, co skutkowało ich odejściem z firmy. Najmocniejszym zarzutem wydaje się jednak teza jakoby demo „Cyberpunka 2077” zademonstrowane w 2018 r. na targach E3 było atrapą gry. Programiści nie skończyli ponoć kodować podstawowych systemów rozgrywki.

Co więcej, punktował artykuł Bloomberga, dostęp do deweloperskich wersji konsol w trakcie pandemii został mocno utrudniony. Wersja na Playstation i Xboxa powstała w zasadzie w ciemno. Deweloperzy byli zdania, że gra będzie gotowa najwcześniej w 2022 r.

Jakby tego było mało, dzień wcześniej analitycy DFC Intelligence stwierdzili, że zszargana reputacja CD Projekt sprawia, że spółka staje się łatwiejsza do przejęcia.

Niedziela

Tydzień się w zasadzie jeszcze nie zaczął, a w CD Projekt już wrze. W obronie wizerunku spółki stanął Adam Badowski, tłumacząc, że:

  • Demo różniło się od gotowej gry, bo taka jego natura.
  • Usuwanie elementów gry to nie „kastracja”, a zwykły element procesu deweloperskiego
  • Opinia 20 z 500 deweloperów na temat surowego stanu „Cyberpunka” i konieczności odroczenia premiery do 2022 r. nie jest miarodajna.

Środa

Kolejna niezbyt pozytywna wieść dla graczy i akcjonariuszy CD Projektu. Deweloperzy studia zajęci są obecnie pracą nad łatkami do „Cyberpunka”. Pierwsza z nich ma wyjść w styczniu, druga w lutym. Ze względu na tę obsuwę, dodatkowe (i darmowe) zadania i dodatki trafią do gry dopiero za kilka miesięcy.

„Die Welt”: premiera „Cyberpunka” to katastrofa

Czwartek

CD Projekt obwieszcza, że zamierza zmienić obowiązująca strategię dywersyfikacji inwestycji nadwyżek finansowych. Spółka podała w komunikacie, że „zakłada możliwość utrzymywania w dłużnych papierach wartościowych nie więcej niż 50 proc. wartości bieżącej środków finansowych”

Pieniądze mają trafić w instrumenty niskiego ryzyka: obligacje Skarbu Państwa, obligacje zabezpieczone gwarancją Skarbu Państwa, a także obligacje skarbowe emitowane przez USA, Niemcy i Szwajcarię.

Tego samego dnia do chóru krytyków CD Projektu dołącza niemiecki „Die Welt”. Gazeta powtarza stare zarzuty, określając premierę „Cyberpunka” jako „katastrofę”. Wypomina też producentowi, że strategia polegając na produkcji jednej gry na kilka lat „może zrujnować studio”.

Że to mocne słowa? Być może, ale na inwestorach polskiej spółki nie robią już wrażenia. CD Projekt przyjął już na klatę falę krytyki i staje się odporny na kolejne zarzuty. Adam Kiciński i spółka stają się teflonowi jak swego czasu kanclerz Niemiec Angela Merkel. Nic się do nich nie przykleja.

No chyba, że wyniki sprzedaży „Cyberpunka” okażą się zdecydowanie poniżej oczekiwań analityków. Wtedy CD Projekt straci swój ostatni koronny argument, a spadków mogą nie powstrzymać nawet wydawane naprędce aktualizacje do gry.