Asfalt z plastiku. Polski wynalazek wytrzymuje 800 st. C i jest trzy razy tańszy niż zwykła nawierzchnia

Rozwiązaniem problemu z rosnącą masą odpadów z tworzyw sztucznych może okazać się budowa dróg z plastiku. Taki asfalt stosuje się w m.in. w RPA i Indiach. Swój przepis ma także wynalazca z Polski, który zapewnia, że takie rozwiązanie jest trwalsze i tańsze od tradycyjnej technologii.

CNN Business opisał, w jaki sposób w mieszkańcy RPA radzą sobie z nadmiarem plastikowych odpadów i drogami, które mają takie dziury, że straty (mierzone kosztem naprawy samochodów) oszacowane zostały na 3,4 miliarda dolarów rocznie.

Firma Shisalanga Construction jako pierwsza w tym kraju zaczęła kłaść składający się częściowo z plastiku materiał na jezdnię. Na 400 metrów drogi zużyto prawie 40 tys. dwulitrowych butelek po mleku, pochodzących z wysypisk śmieci. Najpierw trzeba było je rozdrobnić. Zajęła się tym lokalna sortownia.

Później drobiny podgrzewano do 190 stopni Celsjusza aż do rozpuszczenia. Wtedy można było je mieszać z innymi składnikami. Według przedstawicieli firmy na każdą tonę asfaltu przypada od 118 do 128 plastikowych butelek.

Bizblog.pl poleca:

Shisalanga zapewnia, że ten proces jest mniej toksyczny od tradycyjnego, a powstały materiał jest bardziej wytrzymały na zmiany temperatur. Nie zmienia swoich właściwości i przy +70 st. C, i -22.

Bardziej zdecydowanie odniósł się do tego Georges Mturi, naukowiec, który pracuje dla Rady Badań Naukowych i Przemysłowych w Indiach. Jego zdaniem podobny proces przyczynia się do zanieczyszczenia środowiska i wcale nie rozwiązuje problemu odpadów.

Istnieje ryzyko, że wytwarzane w procesie podgrzewania plastiku gazy są rakotwórcze. Drugim zagrożeniem jest rozprzestrzenianie się mikroplastiku wraz z długotrwałym użytkowaniem, choć zdaniem ekspertów, pracujących dla południowo-afrykańskiej firmy, stosowana przez nich metoda topnienia surowca zmniejsza prawdopodobieństwo takiego scenariusza.

Jeśli chodzi o koszty produkcji, to według Shisalangi są one porównywalne do tych przy tradycyjnym asfalcie, choć na dłuższą metę jezdnia z plastikiem jest potencjalnie bardziej żywotna, co pozwoliłoby na oszczędności.

Firma ma ambicję budowania autostrad – najpierw w kraju, a później także za granicą.

Indie znają ten sposób od lat

W Indiach jezdnie, do których budowy wykorzstano plastik, istnieją od 17 lat. Autorem pomysłu był Rajagopalan Vasudevan, profesor chemii z politechniki w Thiagarajarze. Jak podaje „The Guardian” w listopadzie zeszłego roku rząd Indii zapowiedział, że asfalt z zawartością plastiku będzie stosowany domyślnie.

Wzorem do naśladowania jest tu ulica Jambulingam w Chennai, która wytrzymała powódź, działanie kilku monsunów, fale gorąca, a także codzienny intensywny ruch różnego rodzaju pojazdów. Nie posiada dziur ani nie jest popękana, a wykonana jest z czegoś, co przypomina klej. Jego składnikiem jest mieszanina plastiku z odpadów.

Rozwiązanie stosowano również w krajach rozwiniętych w Europie, Ameryce Północnej i Australii.

W Polsce też były takie pomysły

O swoim przepisie na ekoasfalt opowiedział Onetowi wynalazca z Łodzi, Arkadiusz Brzeski. Do podgrzanego plastiku z wszelkiego rodzaju odpadów dodaje sypkiej substancji wypełniającej: ziemi, gruzu, żwiru czy piasku.

Po połączeniu powstaje trwały materiał, który nadaje się do kształtowania walcem drogowym. Jeśli plastik i piasek połączy się w proporcjach 50:50, to naprężenie ek0asfaltu będzie podobne do tego tradycyjnego.

Polski wynalazca przetestował uzyskaną nawierzchnię i okazało się, że gotowy materiał wytrzyma temperaturę nawet 800 stopni Celsjusza.!

To nie koniec, Brzeski zaprojektował nawet maszynę do produkcji ekoasfaltu. Zbudowana jest z dwóch młynów (jeden na plastik, a drugi na piasek) oraz kontenera na kołach.

Zdaniem Brzeskiego rozwiązanie świetnie sprawdziłoby się na wyspach.

Stamtąd śmieci trzeba wywozić statkami, a to jest bardzo kosztowne. A gdyby przestawić się na moją nawierzchnię, problem rozwiązałby się sam – powiedział. Na przeszkodzie nie stoi wysoka cena, bo według wynalazcy budowanie dróg z takiego materiału kosztowałoby około 30 złotych za metr kwadratowy powierzchni, czyli ponad trzy razy mniej niż za metr asfaltu.

Czy to się może u nas udać?

Adrian Furgalski, wiceprezes Zarządu w Zespole Doradców Gospodarczych TOR, zwraca uwagę na to, że droga musi być przede wszystkim bezpieczna dla użytkowników. Priorytetem musi być taki dobór składników materiału, żeby kierowcy mogli w odpowiednio krótkim czasie wyhamować, biorąc pod uwagę zmienne warunki pogodowe. Obecnie do asfaltu najczęściej dodawana jest guma z zużytych opon.

Badania i obserwacja użytkowania drogi pokazują, że taka nawierzchnia jest i wytrzymała, i cichsza, i przede wszystkim trzyma właśnie standardy związane z bezpieczeństwem – mówi Furgalski. To nie może być wyścig, im więcej śmieci się pozbędziemy w nawierzchni, tym lepiej – dodaje. Uważa jednak, że o ile dodatki do asfaltu nie pogorszą parametrów nawierzchni, to nie ma żadnych przeszkód, żeby szukać kolejnych domieszek przy okazji pomagając środowisku.