Rząd kończy z nauką zdalną. Wakacji nie będzie, lepiej od razu odwołajcie urlopy

Czy jak najszybszy powrót dzieci do szkół to na pewno dobry pomysł? Najpierw we Włoszech, Anglii, potem w Szwecji, a teraz w Niemczech brytyjska mutacja koronawirusa zbiera coraz większe żniwo wśród najmłodszych. Rząd już zapomniał, co się stało po otwarciu szkół we wrześniu?

Zdecydowana większość respondentów (78 proc.), którzy do środowego poranka zagłosowali w twitterowej sondzie Bizblog.pl uważa, że uczniowie z klas IV-VIII nie powinni wracać do nauki stacjonarnej.

Tymczasem minister zdrowia Adam Niedzielski twierdzi, że dla rządu nie ma teraz większego priorytetu niż jak najszybszy powrót uczniów do szkół.

Czy to na pewno dobre rozwiązanie, skoro pojawiają się kolejne, bardziej inwazyjne mutacje koronawirusa atakujące również dzieci i młodzież?

Statystyki z Włoch, Anglii, Szwecji i Niemiec pokazują, że powrót uczniów do szkół na kilka tygodni przed jego zakończeniem może skończyć się takim samym dramatem, jak ich niekontrolowany powrót we wrześniu 2020 r. Efekt? Nie liczcie, że gdziekolwiek wyjedziecie na wakacje. Bo będziemy się wtedy zmagać z kolejną falą zachorowań.

Brytyjska mutacja atakuje dzieci

Już na początku lutego ANSA informowała, że 10 proc. mieszkańców wsi Corzano Flaga ma brytyjski wariant koronawirusa – B.1.1.7. Z czego 60 proc. przypadków to były dzieci z przedszkola i szkoły podstawowej. Reszta to ich rodzice. W marcu włoski minister zdrowia Roberto Speranza przyznał, że mutacja z Wysp Brytyjskich wykazuje wszechobecność „wśród najmłodszej grupy wiekowej” populacji. W tym czasie najwyższą pozytywną grupą wiekową dla COVID-19 w Anglii również były dzieci w wieku 5-12 lat.

Do tego dochodzą informacje podawane przez Szwedzki Urząd Zdrowia Publicznego. Od stycznia wzrost liczby przypadków koronawirusa w Szwecji u dzieci w wieku 0-9 lat wyniósł 123 proc. W przypadku dzieci w wieku 10-19 lat – przyrost wynosi 72 proc. Teraz okazuje się, że bardzo podobne dane odnotowywane są właśnie w Niemczech. U naszych zachodnich sąsiadów obecnie grupą wiekową o najwyższym wskaźniku COVID-19 są młodzi ludzie w wieku 15-19 lat. Z kolei w grupach wiekowych 5-9 i 10-14 lat wskaźniki infekcji są najwyższe od początku pandemii.

Ministerstwo edukacji i nauki nie ma dostępu do tych danych?

Analizując ostatnie wypowiedzi i ministra zdrowia Adama Niedzielskiego i Przemysława Czarnka, szefa resortu edukacji i nauki, można sądzić, że rząd nie ma dostępu do tych danych. Przecież nie może być tak, że przedstawiciele rządu mają na stole spływające z kolejnych krajów alarmujące informacje o wpływie brytyjskiego wariantu koronawirusa na najmłodszych, a jednocześnie chcą ich jak najszybciej wypuścić z domów na zewnątrz. 

Sytuacja obecnie jest taka, że z jednej strony rzecznik Ministerstwa Zdrowia przyznaje, że brytyjska mutacja odpowiada u nas za 95 proc. zakażeń, a z drugiej w poniedziałek na oścież otwieramy przedszkola i żłobki. A zaraz, po posiedzeniu Rządowego Zespołu Zarządzania Kryzysowego, usłyszymy o rychłym powrocie do szkolnych ławek uczniów z klas I-III i pewnie tydzień po nich starszych, z klas IV-VIII.

Objawy brytyjskiej mutacji: ból mięśni i gardła

Naukowcy przyznają, że brytyjski wariant koronawirusa jest nawet do 70 proc. bardziej zaraźliwy od pierwotnej postaci COVID-19. Brytyjski urząd statystyczny Office for National Statistic przeprowadził miedzy listopadem a styczniem badania 3500 osób zakażonych odmianą B.1.1.7, a 2500 pierwszą wersją koronawirusa.

Okazuje się, że głównym objawem brytyjskiego COVID-19 jest ból gardła i mięśni, a także długo utrzymująca się wysoka gorączka. Łatwo więc to pomylić z wiosennym przeziębieniem lub grypą. Zdecydowanie rzadziej w takich przypadkach występują osławiona już utrata węchu i smaku.