British Airways panikuje. Nie dostanie grosza od rządu i grozi wyrzuceniem wszystkich pilotów

Narodowy przewoźnik Wielkiej Brytanii rzucił się do gardła związkom zawodowym i politykom. Trudno się jednak temu dziwić. Ze wszystkich linii lotniczych to właśnie British Airways wydaje się najbardziej poszkodowany.

Głęboki kryzys, który dotknął branżę lotniczą, sprawił, że przewoźnicy walczą dzisiaj o życie. Być może już za parę miesięcy ruch połowicznie wróci, a przewoźnicy będą mogli snuć plany o odkuwaniu się za ostatnie miesiące. Na razie, najważniejsze linie na świecie na gwałt szukają jednak oszczędności i proszą o pomoc publiczną.

Bizblog.pl poleca

Większość z nich dostaje ją bez problemu. Grupa Lufthansa dostanie łącznie ok. 11,3 mld euro, Air France-KLM 11,1 mld euro. Na podobne pieniądze może liczyć Iberia. Alitalia ma dostać 3 mld, o kilkaset milionów euro wzbogacą się przewoźnicy ze Skandynawii – SAS i Finnair. Pomoc może otrzymać także LOT (ratunkiem może okazać się również kontrolowana upadłość).

Dla irlandzkiego Ryanaira brak rządowej kroplówki nie będzie natomiast problemem. O’Leary chwalił się, że ma miliardy dol. w gotówce, sukcesywnie oddaje pieniądze klientom i szykuje się do kupna nowych maszyn.

British Airways bez pomocy państwa

Z ważnych przewoźników krytycznie wygląda za to sytuacja w British Airways. Premier Boris Johnson otwarcie zapowiedział, że żadnej pomocy finansowej udzielać nie zamierza. Narodowa linia Brytyjczyków nie dość, że jest teraz skazana na własne siły, to jeszcze będzie musiała zmagać się z konsekwencjami wprowadzenia przez rząd obowiązkowej, 14-dniowej kwarantanny dla wszystkich przyjezdnych. Regulacje, które wchodzą w życie 8 czerwca, mogą znacznie ograniczyć popyt na usługi British Airways.

International Airlines Group (IAG), właściciel British Airways, zapowiedział już, że rozważa wystąpienie na drogę sądową przeciwko gabinetowi Johnsona. Wcześniej Willie Walsh dyrektor generalny AIG demonstracyjnie odmówił spotkania z minister spraw wewnętrznych Priti Patel.

W liście do parlamentu Walsh podkreślał, że kwarantanna storpeduje plany wznowienia ok. 40 proc. lotów i spowoduje, że British Airways wciąz będzie przepalać 20 mln funtów dziennie (25 mln dol.).

Piloci? A komu to potrzebne?

To jednak niejedyne problemy brytyjskiej linii. Szukając oszczędności, przewoźnik uwikłał się w konflikt ze swoimi związkami zawodowymi. Bloomberg pisze, że BA ma zamiar zredukować zatrudnienie o 12 tys. etatów (z 42 tys.). W stronę związkowców miało zostać wystosowane ultimatum – dochodzimy wspólnie do porozumienia albo na bruk leci 4300 pilotów. Czyli… wszyscy pracujący aktualnie dla przewoźnika.

Co potem? British Airways nie może przecież zostać bez osób pilotujących maszyny. Szefowie linii wymyślili więc, że będą indywidualnie negocjować warunki powrotu do firmy

To poważnie podważyło nasze rozmowy, które wiszą teraz na włosku

– napisał w mailu cytowanym przez Bloomberga szef związkowców Brian Strutton.

Ruchy szefów BA są więc coraz bardziej nerwowe, ale sytuacja staje się podbramkowa. Agencja Moody’s obniżyła rating AIG do poziomu śmieciowego (Ba1). Od początku roku wartość giełdowa British Airways spadła o połowę. I pomyśleć, że jeszcze niedawno największym problemem Brytyjczyków było zablokowanie budowy trzeciego pasa startowego na Heathrow.