Nie używasz ekogroszku? Nie masz, z czego się cieszyć. Przekonasz się już za chwilę

Najpierw na głos o braku węgla tuż przed następnym sezonem grzewczym mówili szefowie spółek wydobywczych, swoje czarne wizje dodawali też związkowcy. Nieśmiało potem przebąkiwali o tym też przynajmniej niektórzy politycy. A teraz o tym, że w Polsce – głównie przez embargo nałożone na Rosję – zabraknie węgla w sumie nie trzeba już nic mówić. Zbliżająca się wielkimi krokami do nas luka podażowa zaczęła wpływać na rynek i na cenę gazu.

Embargo na węgiel z Rosji zacznie obowiązywać od sierpnia, ale nie wiadomo, co będzie z sankcjami wycelowanymi w ropę i gaz. Jednomyślność UE będzie poddana trudnemu egzaminowi, z którego nie wiadomo ciągle czy wyjdzie obronną ręką. Na taką niepewną sytuację reaguje już rynek – cenową zwyżką surowców. W portach ARA za ropę Brent i WTI trzeba płacić ponad 114 dol., czyli prawie dwa razy więcej niż jeszcze rok temu, kiedy cena ropy Brent i WTI oscylowała wokół 65-68 dol.

Odbija się to na polskich stacjach paliw, gdzie średnia cena benzyny Pb 95 dobija powoli do 7 zł, a w przypadku diesla to ponad 6,6 zł. Ale to jeszcze nic, jak zerkniemy na to co się dzieje w tym samym czasie z ceną gazu. Na warszawskiej Towarowej Giełdzie Energii (TGE) cena kontraktu na dostawę gazu w przyszłym roku po stałej cenie przebiła już granicę 1000 zł za 1 MWh. Tym samym w ciągu raptem trzech tygodni skoczyła w górę o ponad 30 proc. Dlaczego?

Cena gazu dopingowana jest przez lukę podażową węgla

Jak mówią zgodnie eksperci: wszystko przez węgiel. Przez jego cenę i strach przez brakiem surowca już za kilka miesięcy. W portach ARA za tonę węgla trzeba znów zapłacić wyraźnie powyżej 300 dol. (308 dol.). A jeszcze trzy miesiące temu, 17 lutego, było ponad dwa razy mniej i węgiel kosztował raptem 147,2 dol. Po drodze jednak UE przyjęła embargo na węgiel z Rosji, które zadziała od sierpnia i sprawy mocno się pokomplikowały.

W Polsce przez to z różnych wyliczeń i rachunków wynika, że może zabraknąć od 8 mln do ponad 10 mln t węgla. Już teraz ceny ekogroszku przekroczyły 3000 zł, choć jesteśmy dopiero co po zakończeniu sezonu grzewczego. Po wakacjach będziemy płacić po 5-6 tys. pod warunkiem, że uda nam się go w ogóle kupić.

Szansy na to, że dziurę w jakiś sposób zasypią rodzime spółki wydobywcze, nie ma żadnych. Największa w UE firma węglowa Polska Grupa Górnicza początkowo mówiła o maksymalnym zwiększeniu produkcji o nawet 1,5 mln t, ale teraz spółka już ścina te prognozy i wspomina tylko o dodatkowych 600-700 tys. t węgla. Nie ma co też zerkać w kierunku przykopalnianych zapasów. Jak podaje Fundacja Instrat jeszcze w październiku 2021 r. było tam ponad 3 mln t węgla. Ale w marcu 2022 r. już tylko 1,35 mln t. Ostatnio tak mało (1,36 mln t) było w sierpniu 2008 r.

Po wakacjach rachunki za energię i ogrzewanie pójdą w górę

Pewne jest za to jedno: o ustabilizowaniu cen energii i ciepła możemy zapomnieć. Tym samym inflacja też na spokojnie będzie miało paliwo do kontynuowania swojej gonitwy. Nie wiadomo tylko, na jaki szok cenowy trzeba będzie się przygotować. Rafał Gawin, szef Urzędu Regulacji Energetyki, w rozmowie z „Rzeczpospolitą”, sugeruje że może być naprawdę kiepsko.

Przy uwzględnieniu cen energii elektrycznej, która została sprzedana do początku kwietnia 2022 r., taryfa za samą sprzedaż energii elektrycznej, bez kosztów dystrybucji, może wzrosnąć o 50 proc. – twierdzi prezes URE.

Jak do tej pory, jak podaje serwis rachuneo.pl, w 2022 r. cena energii, biorąc pod uwagę zużycie 2400 kWh rocznie w rodzinie 2+2, wzrosła w porównaniu z 2021 r. o ok. 37 proc., a koszty dystrybucji – o 8 proc. Ale nie brakuje też takich, którzy dalej zalecają spokój. Na przykład Tobiasz Adamczewski, dyrektor ds. OZE w Forum Energii, uważa że najwyższe ceny występują najczęściej jednak w okresie krótkoterminowym i nie przekładają się bezpośrednio na ceny regulowane w kolejnych latach. Ale i tak wiadomo, że będzie drożej.

Na ten moment trudno prognozować, jak będą wyglądały rachunki za prąd dla odbiorców indywidualnych w przyszłym roku, ale trzeba się przygotować na podwyżki – przekonuje Tobiasz Adamczewski.