Taksówki będą po pandemii passé. Uber, Bolt – wszyscy rzucają się na hulajnogi

Środek pandemii, a Bolt zapowiada inwestycję wartą 100 mln euro w rozwój wypożyczalni hulajnóg elektrycznych. Tak tych, samych, które w wyniku lockdownu przeżyły prawdziwą zapaść. Wbrew pozorom w tym szaleństwie jest jednak metoda. Szef jednego z głównych europejskich rywali Ubera mówi bowiem wprost: przez wirusa przesiądziemy się niebawem z taksówek i autobusów do innych środków transportu.

Już w przyszłym roku Bolt zamierza zalać Europę hulajnogami. Estończycy mają w planach rozstawienie 130 tys. urządzeń w ponad 100 miastach. Środki na to dostał od firmy inwestycyjnej Naya Capital Management.

Bizblog.pl poleca

Markus Villig, dyrektor generalny i współzałożyciel Bolt, w rozmowie z Reuterem snuje już mocarstwowe plany. Jego firma ma zostać największym operatorem hulajnóg elektrycznych na Starym Kontynencie.

Można na te zapowiedzi patrzeć przez palce

Wystarczy przecież wspomnieć, że jeszcze stosunkowo niedawno polski oddział Bolta twierdził, że ich spółka prześcignie na naszym rynku Ubera, tymczasem polski Bolt jest dzisiaj wyraźnie w odwrocie. Mimo wszystko sam kierunek działań estońskiego startupu jest bardzo interesujący.

Politykę Bolta w mikroskali można było zaobserwować już wcześniej w Warszawie. Dawny Taxify zadebiutował ze swoją wypożyczalnią w momencie, w którym większość wypożyczalni zwijała się z rynku. Niektórzy, jak amerykański Bird, już na niego nie wrócili. Mikromobilność przeżyła bowiem w trakcie pandemii potężny wstrząs. Nie sprawdziły się prognozy mówiące, że hulajnogi i rowery zastąpią nam tymczasowo zbiorkomy. Odwołanie zajęć w szkołach i na uczelniach oraz rozkwit pracy zdalnej spowodowały, że hulajnogi straciły swoją docelową grupę klientów.

Efekt? Analiza danych kart kredytowych przeprowadzona przez The New York Times wykazała, że ​​wydatki na wynajem hulajnóg spadł najbardziej ze wszystkich środków transportu. Spadł to zresztą mało powiedziane, bo użytkownicy praktycznie przestali wydawać pieniądze na ten rodzaj mikromobilności.

Spółki, które z hulajnóg zrobiły rdzeń swojego biznesu, wpadły w panikę. Bird i należący do Ubera Lime zwolniły kilkaset osób. Bird zawiesił dodatkowo działalność na prawie całym Bliskim Wschodzie, tłumacząc, że zajmuje się recyklingiem swoich urządzeń. W rzeczywistości, jak ustaliło CNBC, spółka miała niszczyć w tym czasie tysiące hulajnóg, co mogło kosztować ją nawet 300 tys. dol.

Część mediów wieściła już koniec nagłego i szybkiego boomu na e-hulajnogi. The Verge pisał nawet o „przyspieszeniu apokalipsy”. Ta zapaść będzie krótkotrwała, wskazują jednak eksperci.

Optymizmem mogą napawać na przykład prognozy przygotowane przez firmę analityczną McKinsey. Szacunki sugerujące, że rynek mikromobilności w 2030 r. może osiągnąć wartość 300-500 mld dol. analitycy wyrzucili wprawdzie do kosza, wciąż uważają jednak, że może się on prężnie rozwijać.

Zmiana przyzwyczajeń

Według McKinsey po spadku sięgającym 60-70 proc., od połowy 2022 r. możemy spodziewać się przyspieszenia. Pandemia zmieni bowiem nasze przyzwyczajenia. Będziemy mniej skłonni do korzystania z autobusów, tramwajów czy metra, preferując indywidualne środki transportu.

To nie będzie jednak takie proste, bo dodają analitycy, miasta coraz aktywniej zniechęcają mieszkańców do posiadania i używania własnych samochodów. Ratunkiem okażą się wszelkiego rodzaju wypożyczalnie. Do 2030 r., zdaniem twórców raportu, branża mikromobilności może rosnąć w tempie od 5 do 10 proc. rocznie.

Jeśli wierzyć tym szacunkom spółki takie jak Bolt, są dzisiaj w komfortowej sytuacji. Mając nieco pieniędzy do przepalenia, mogą cierpliwie czekać na rozwój wydarzeń. Jeśli rynek odbije za 2 lata, znajdą się od razu na szczycie fali wznoszącej. Jednocześnie pandemia przetrzebiła szeregi ich konkurentów. Zadowolony Villig rzucił zresztą w rozmowie z Reuterem, że na rynku jest dzisiaj „tak dużo miejsca na rozwój”.

Rzeczywiście, jest go dzisiaj na pewno dużo więcej niż w branży taksówkarskiej, w której ekspansja się Boltowi do końca nie udała. Estończycy zajęli wprawdzie Afrykę i wypracowali sobie mocną pozycję w Europie Wschodniej, ale najbardziej zyskowne rynki zostały zabetonowane przez konkurencję. Jeżeli szef Bolta okaże się jednak wizjonerem, jego startup wcale nie musi tego ostatniego żałować.

Na rynku wypożyczalni e-hulajnóg mamy obecnie okres porównywalny ze schyłkiem Dzikiego Zachodu. Kolejne miasta wprowadzają do swoich przepisów regulacje określające, ile urządzeń operator może rozstawić w dzielnicach, określa ich specyfikację i miejsca, w których można się na nich poruszać. Tam, gdzie hulajnogi dopiero dotarły, jak w brytyjskim Luton, wdrożenie poprzedzi okres testowy.

Wśród wypożyczalni na placu boju zostało dzisiaj trzech poważnych konkurentów. Poza Boltem to napędzany pieniędzmi inwestorów niemiecki Tier (250 mln dol. finansowania) i Uber, który po okresie rezygnacji znów pompuje fundusze w Lime. Na początku maja spółka wzbogaciła się o dodatkowe 170 mln dol. Po wielkiej zapaści wyścig o fanów e-hulajnóg zaczyna się na nowo.